Armię mają małą, ale mają Försvarsbeslut. Powinniśmy im zazdrościć i od nich ściągać [TAKA CIEKAWOSTKA]

Żołnierzy mają tylko 15 tysięcy, ale do obrony powierzchnię większą niż Polska. Szwedzi stoją przed nie lada wyzwaniem, zwłaszcza wobec słabo zawoalowanych gróźb ze strony Rosji. Mają jednak pewien silny atut, którego możemy im zazdrościć i powinniśmy chcieć wprowadzić u siebie.

Tym atutem Szwedów jest zdolność do porozumiewania się ponad podziałami partyjnymi w kwestiach bezpieczeństwa państwa. Cyklicznie co pięć lat powstaje nowa strategia obrony, Försvarsbeslut, która jest tworzona przy udziale wszystkich partii. Jest ona potem faktycznie realizowana i ma dłuższą perspektywę niż kolejne wybory oraz doraźny interes polityczny aktualnie rządzących.

Porozumienie ponad podziałami

Proces tworzenia kolejnych Försvarsbeslut rozpoczyna się w parlamencie, gdzie na stałe działa specjalna komisja, obsadzona przez członków wszystkich partii proporcjonalnie do ich poparcia w wyborach. Politycy na stałe współpracują z gronem ekspertów i mają wsparcie wojskowych. Po około trzech latach wydają obszerny raport na temat sił zbrojnych i polityki bezpieczeństwa państwa. Jest on jawny i może się z nim zapoznać każdy.

Tenże raport trafia następnie do szwedzkiego MON, które w praktyce traktuje go jako bazę do opracowania szczegółowej strategii bezpieczeństwa. Ta w końcu jest przyjmowana przez rząd, a następnie trafia pod głosowanie w parlamencie po pięciu latach od głosowania nad poprzednią. 

- Ze względu na to, że Szwecją regularnie rządzą rządy mniejszościowe, to do każdej kolejnej strategii bezpieczeństwa trzeba przekonać też część partii opozycyjnych. Mają więc szerokie poparcie polityczne. Są też realistyczne i poparte wyliczeniami budżetowymi, co w efekcie przekłada się na to, że są potem realizowane. Zdarzają się oczywiście turbulencje, niektórzy politycy zgłaszają swoje zdania odrębne, ale w ogólnym rozrachunku to działa - mówi Gazeta.pl Justyna Gotkowska, ekspertka Ośrodka Studiów Wschodnich, która niedawno napisała analizę na temat najnowszej szwedzkiej strategii bezpieczeństwa.

To coś bardzo odmiennego od tego, co dzieje się w Polsce. Gdzie opozycja jest praktycznie wykluczona z procesu planowania rozwoju wojska i określania priorytetów bezpieczeństwa państwa. Gdzie zamierzenia MON i wojska są utajnione w najwyższym możliwym stopniu. Gdzie decyzje w sprawie wartych dziesiątki miliardów złotych programów zbrojeniowych, które będą decydować o kształcie sił zbrojnych na dekady, są podejmowane w nie wiadomo jaki sposób i nie wiadomo na jakiej podstawie. Gdzie teoretycznie strategiczne plany na dekadę mogą się zmienić drastycznie w zależności od woli polityków.

- Ten szwedzki model to jest coś na pewno wartego podpatrzenia. Nie da się tego w całości przenieść na polski grunt, bo jednak wiele zjawisk jest specyficznych dla Szwecji i szerzej państw nordyckich, ale i tak warto byłoby się od nich czegoś nauczyć - mówi Gotkowska.

Szwecja. Król: Myślę, że zawiedliśmy. Mamy wiele ofiar śmiertelnychSzwecja. Król: Myślę, że zawiedliśmy. Mamy wiele ofiar śmiertelnych

Mała armia, duży kraj

Bez inteligentnego podejścia do tematu obronności, wyzwanie stojące przed szwedzkimi siłami zbrojnymi byłoby przytłaczające. To ogromny kraj o powierzchni większej niż Polska, w zdecydowanej większości słabo zaludniony. Wielkie odległości i trudny teren. Do tego położony w istotnym miejscu, na północnej flance potencjalnego obszaru zmagań NATO i Rosji. No i przede wszystkim Szwecja jest formalnie sama. Nie należy i nie będzie na razie należeć do NATO.

- Poparcie dla akcesji pozostaje stosunkowo niskie z kilku względów. Część Szwedów jest przywiązana do historycznych wyobrażeń o tym, że bezpieczniej jest pozostać poza układem bloków i sojuszy. Tak jak podczas zimnej wojny. Dochodzi do tego dość powszechne negatywne nastawienie do USA i do broni jądrowej. Nie stanowi to przeszkody dla coraz ściślejszej współpracy z NATO, choć członkostwo nie wchodzi obecnie w grę. Ot, szwedzki paradoks - mówi Gotkowska. O swoje bezpieczeństwo Szwedzi muszą więc zadbać głównie sami.

Szwedzkie siły zbrojne są natomiast niewielkie, liczą obecnie około 15 tysięcy żołnierzy zawodowych i poborowych. Jak wylicza w swojej analizie Gotkowska, to zaledwie dwa tysiące więcej niż armia Litwy, która nie kojarzy nam się raczej z potęgą militarną. Siedem razy mniej niż siły zbrojne Polski, biorąc pod uwagę żołnierzy zawodowych. Na dodatek Szwedzi wydają na te swoje skromne siły stosunkowo nieduże pieniądze. W ostatnich latach wydatki na obronność oscylowały w rejonie procenta PKB, czyli około 6 miliardów euro rocznie. Połowa tego, co wydaje na ten sam cel Polska. Szwedzi mają do dyspozycji jeszcze 22 tysiące członków Hemvärnet, czegoś w rodzaju polskich Wojsk Obrony Terytorialnej.

Niewielkie rozmiary szwedzkiego wojska i niewielkie nakłady na nie to głównie efekt ostrych cięć po zakończeniu zimnej wojny. Jak w wielu państwach, nastąpiło odprężenie i postanowiono mocno zaoszczędzić na do tego czasu relatywnie dużych siłach zbrojnych, szykowanych na odparcie radzieckiej inwazji. Efektem było i jest do dzisiaj wojsko niewielkie, choć w znacznej mierze nowocześnie uzbrojone. Eksperci i wojskowi jednak już od ponad dekady ostrzegają, że pozimnowojenne odprężenie poszło za daleko. Nawet z nowoczesnym uzbrojeniem wojsko jest za małe oraz źle przygotowane na współczesne zagrożenia.

Zobacz wideo

Rosyjska presja z odwrotnym skutkiem

Szwedzkie podejście do bezpieczeństwa zaczęło się zmieniać w 2008 roku, po wojnie Rosji z Gruzją. - Dyskusja była jednak początkowo ograniczona głównie do środowiska wojskowych, polityków i ekspertów - mówi Gotkowska. Prawdziwy przełom nastąpił w latach 2013-2014. - Doszło wówczas nie tylko do wojny na Ukrainie, ale też do szeregu agresywnych i prowokacyjnych działań rosyjskiego wojska wymierzonych w Szwecję - opisuje ekspertka. Były to między innymi liczne incydenty naruszenia szwedzkiej przestrzeni powietrznej, symulowany atak lotniczy na szwedzką infrastrukturę krytyczną czy na strategicznie położoną bałtycką wyspę Gotlandia. Na szereg tych działań szwedzkie wojsko nie było w stanie adekwatnie odpowiedzieć, co wywołało poruszenie w społeczeństwie.

Jak opisuje Gotkowska, zamysł rosyjski najprawdopodobniej był taki, aby Szwedów zastraszyć, popchnąć w kierunku izolacji i neutralności, zapobiec budzącemu się ruchowi ku bliższej integracji z NATO i sąsiadami. - Moim zdaniem Rosjanie jednak źle odczytali Szwedów. Demonstracje siły pchnęły ich we wręcz przeciwnym kierunku - mówi ekspertka. W 2015 roku przyjęto strategię bezpieczeństwa, która była na szereg sposobów przełomowa. Sygnalizowała powszechny wzrost poczucia zagrożenia i gotowość do zwiększenia potencjału militarnego kraju. Skoncentrowano się na podniesieniu gotowości do działania sił zbrojnych, poziomie wyszkolenia, zaczęto odtwarzać cześć zlikwidowanych jednostek i ponownie wprowadzono w niewielkiej skali pobór. Zaczęto wyraźne zacieśnianie relacji obronnych z NATO i z Finlandią. Wszystko bez zwiększenia wydatków na wojsko.

Fińscy żołnierzePoczątek wojny z Rosją na fińskim filmie szkoleniowym

Zgodnie z planem, w grudniu 2020 roku, po pięciu latach, przyjęto kolejną strategię. Ta jest jeszcze dalej idąca. Po raz pierwszy zapowiedziano istotne zwiększenie wydatków na wojsko - do 1,5 procenta PKB w 2025 roku. Dalej ma być zwiększana liczebność, w tym marynarki wojennej, co ma pośrednio wpływ na polską marynarkę wojenną. Jak podkreśla Gotkowska, największą nowością jest jednak położenie dużego nacisku na odbudowę systemu tak zwanej obrony totalnej, co oznacza zdolność do zaangażowania całego państwa i społeczeństwa do obrony przed wrogim atakiem. W najbliższych latach ma być odbudowywana niegdyś silna szwedzka obrona cywilna.

Jak opisuje Gotkowska, Szwedzi raczej nie obawiają się rosyjskiej inwazji w stylu zimnowojennym. Są jednak zdania, że nie unikną wciągnięcia w kryzys czy wojnę, jeśli takowe wybuchną w Skandynawii lub jej pobliżu. Wobec tego lepiej się na taką ewentualność przygotować i stanąć po stronie państw, do których im znacznie bliżej pod wszystkim względami, czyli ogólnie pojętym Zachodem. Stąd dążenie do zacieśniania relacji z NATO, choć bez akcesji, oraz z Finami, którzy też są poza sojuszem.

- Gdyby doszło do jakiegoś kryzysu czy konfliktu NATO i Rosji, to szwedzki udział w nim najpewniej oznaczałby trzy rzeczy. Po pierwsze Szwedzi staraliby się przy pomocy swoich sił zbrojnych uniemożliwić Rosjanom korzystanie z terytorium ich kraju do działań przeciw NATO. Jednocześnie udostępniliby je szeroko wojskom sojuszu. Na dodatek zapewne w jakimś stopniu by z nimi współdziałali w operacji obronnej w regionie - tłumaczy Gotkowska.

Na razie można się spodziewać, że choć szwedzkie wojsko nie jest i nie będzie częścią NATO, to będzie coraz częstszym uczestnikiem ćwiczeń NATO. Zostanie powiększone, choć nadal będzie niewielkie. Przede wszystkim będzie jednak rozwijane zgodnie z transparentną strategią, mającą poparcie większości partii politycznych. Tylko pozazdrościć.