Atak zimy na Bliskim Wschodzie. Uchodźcy w prowizorycznych namiotach chronią się przed mrozem

Drogi zamienione w błoto, namioty zasypane śniegiem, wilgoć, chłód i brak nadziei na poprawę - to warunki, z którymi mierzą się uchodźcy na Bliskim Wschodzie. Zima to dla nich najtrudniejszy okres - szczególnie dla koczujących w prowizorycznych namiotowiskach ludzi, którzy muszą przetrwać zimę w górzystym Libanie. To kryzys, który przychodzi każdego roku - a wojna w Syrii trwa już prawie dekadę.
Zobacz wideo Polacy pomagają uchodźcom w Libanie

Rodzina Nour przybyła do Libanu z Syrii w 2014 roku. Wojna domowa trwała już wtedy kilka lat, ale oni zdecydowali się uciec, dopiero gdy ich dom został zniszczony przez bomby. Był luty, z kraju uciekli przez góry, dając sobie radę z mrozem, śniegiem i zabłoconymi drogami.  

Nie udali się daleko w głąb Libanu. Zamieszkali na górskim pograniczu z Syrią, w regionie Arsal. Od sześciu lat żyją w namiocie. W tym czasie ich rodzina się powiększyła. A zima, która utrudniała im ucieczkę z pochłoniętej w wojnie Syrii, każdego roku stanowi dla nich osobne zagrożenie. 

Jahja, syryjski uchodźca w obozowisku w ArsaluMusieli przetrwać terror Państwa Islamskiego. Teraz wrogiem jest zima

Taka jest rzeczywistość dziesiątek tysięcy syryjskich uchodźców mieszkających w Arsalu i innych regionach Libanu. W regionie (na wysokości około 1500 m n.p.m.) żyje kilkadziesiąt tysięcy uchodźców. Zgodnie z decyzją libańskich władz nie mogą stawiać żadnych trwałych budowli, zatem ich schronienia to od lat prowizoryczne namioty z listewek i folii. Ich ocieplenie jest trudne, a koszty paliwa czy drewna ogrzewania są dla wielu Syryjczyków zbyt wysokie. Ulewne deszcze i śnieżyce prowadzą do zalewania obozowisk i namiotów. W takiej pogodzie trudno je wysuszyć nieraz przez tygodnie. Wilgoć, pleśń i chłód to dla niech - szczególnie dzieci, takich jak Nour - zagrożenie chorobami. W styczniu atak zimy w regionie poskutkował m.in. opadami śniegu, który przykrył obozowiska. 

Coraz gorsza sytuacja uchodźców w Libanie

W marcu tego roku przypadnie dziesiątka rocznica wybuchu wojny w Syrii i dla wielu Syryjczyków w Libanie będzie to prawie dziesięć lat od momentu, kiedy opuścili swoje domy. W ostatnich kilku latach ich sytuacja stała się jeszcze gorsza. Jak pisze organizacja Human Rights Watch, dopiero od 2019 roku władze starają się egzekwować swój zakaz budowania trwałych schronień i zmuszały do niszczenia takich konstrukcji. 

Sytuacja gospodarcza Libanu jest fatalna (kryzys związany z epidemią dodatkowo ją pogorszył), inflacja rośnie w bardzo szybkim tempie. To sprawia, że sami Libańczycy zmagają się nieraz z podstawowymi potrzebami, a co dopiero uchodźcy, często pozbawieni jakiegokolwiek dochodu. To, wraz z napiętą sytuacją polityczną i brakiem perspektyw na powrót uchodźców do domów, czy choćby poprawę sytuacji w Libanie, prowadzi do napięć między Syryjczykami a Libańczykami. W kraju o populacji ok. 6 mln ludzi żyje ponad milion uchodźców z Syrii. Drastycznym przykładem takich napięć było spalenie jednego z obozowisk w innej części Libanu. 

HRW zwraca też uwagę, że uchodźcy nie mają ani środków, ani informacji, w jaki sposób zapobiegać rozprzestrzenianiu się COVID-19, co stanowi jeszcze jedno zagrożenie. Z drugiej strony cierpią także z powodu obostrzeń i zakazów przemieszczania, co może m.in. uniemożliwiać dorywczą pracę. Większość może polegać jedynie na pomocy organizacji humanitarnych, jednak ta rzadko jest wystarczająca.

Polska organizacja apeluje o pomoc

W Libanie, w tym w regionie Arsal działa Fundacja Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej. Zapewnia m.in. materiały pozwalające na naprawę i ocieplenie namiotów. - Jak co roku od trzech lat zapewniamy uchodźcom syryjskim zamieszkującym te obozowiska materiały do wzmacniania i ocieplania namiotów przed zimą. Od lipca odwiedziliśmy 6 tys. namiotów, dotarliśmy do około 30 tys. osób - mówił Maciej Grześkowiak, koordynator projektów PCPM w Libanie.

 
Dla tysięcy uchodźców i uchodźczyń z libańskiego Arsalu to najtrudniejszy czas w roku. W górskim rejonie Libanu temperatura z dnia na dzień spada do 0, namioty pokrywa warstwa śniegu i to potężne ryzyko dla zdrowia, gdy żyjesz w tymczasowym schronieniu z drewnianych żerdzi i plastikowych płacht. W jednym z obozów szawisz [lider obozowej społeczności - red.] opowiedział mi historię kobiety, która straciła dziecko w 9 miesiącu ciąży - przez warunki, w jakich żyła. Opady śniegu są oczywiście chwilowe, sam śnieg bardzo szybko się roztapia, powodując, że do namiotów wkrada się wilgoć

- powiedziała w rozmowie z Gazeta.pl rzeczniczka PCPM Aleksandra Rutkowska. 

Jak opisuje, wilgoć zmienia okolice namiotów w grzęzawiska, a koce, dywany i materace, na których śpią uchodźcy, są stęchłe i spleśniałe. - To warunki, w których trudno przetrwać choćby dobę, a mówimy tu o latach życia w naturalnej pułapce, jaką stanowią góry Libanu - zwróciła uwagę.

Jak powiedziałam, namioty wymagają naprawy i wsparcia każdej zimy. - Wiosną niewiele z nich zostaje. Widzimy, odwiedzając każdą rodzinę na długo przed rozpoczęciem projektów zimowych, wspieranych przez Polską pomoc. Weryfikujemy potrzeby rodzin i przekazujemy im potrzebne do zabezpieczenia materiały budowlane - wyjaśniła. 

Poza chłodem i wilgocią jednym z zagrożeń są - paradoksalnie - pożary. Jak mówi rzeczniczka PCPMm, Syryjczycy, gotując czy ogrzewając pomieszczenie w łatwopalnych schronieniach, są narażeni na duże niebezpieczeństwo. - W ciągu kilkunastu minut stracić mogą wszystko, bo gdy płonie obóz, każda minuta jest na wagę życia. Stąd działania prewencyjne PCPM - szkolenia w setkach obozów, wyposażenie ich w profesjonalny sprzęt - powiedziała. Równolegle apelujemy o wsparcie klinik medycznych: stacjonarnej i mobilnej, które w tym newralgicznym czasie dają szansę na otrzymanie fachowej pomocy medycznej w nawet najbardziej oddalonych obozowiskach. To konkretne miejsce i konkretna pomoc, w którą można się włączyć za pośrednictwem stron pcpm.org.pl/liban - dodała Rutkowska.

Obozy zamienione w błoto

Zimowe warunki zagrażają także uchodźcom wewnętrznym w regionie Idlib w północno-zachodniej Syrii. Niewielkie terytorium między terytorium pod kontrolą rządu a granicą Turcji jest ostatnią enklawą zbrojnej opozycji. W większości kontrolują ją organizacje islamistyczne i inne milicje. Działanie organizacji humanitarnych jest tam mocno ograniczone. Na niewielkim terenie stłoczonych jest kilka milionów ludzi, którzy uciekli z różnych części Syrii. Wielu żyje w prowizorycznych obozowiskach. 

Organizacja Save the Children informowała, że w powodziach wywołanych przez styczniowe deszcze w jednym z obozowisk zginął 6-letni chłopczyk. Dziesiątki tysięcy ludzi - w tym 20 tys. dzieci - musiało porzucić swoje schronienia z powodu powodzi. Zniszczonych zostało ponad 2,5 tys. namiotów w dziesiątkach obozowisk. Część chroniła się w szkołach i meczetach, inni spali na zewnątrz pomimo deszczu i niskiej temperatury. 

- Nasze namioty są zalane. Wszędzie jest błoto, ziemia zamieniła się w bagno. Nie możemy ruszyć się z naszych namiotów. Chcemy iść po chleb, ale nie mamy jak. Nic nie możemy zdobyć. Nie mamy ogrzewania - mówił pracownikom organizacji 10-letni Mazen.

Polska Misja Medyczna zbiera fundusze na antybiotyki, leki, środki medyczne do walki z koronawirusem w Syrii, a także na protezy dla dzieci. Działania organizacji można wesprzeć przez stronę pmm.org.pl/chce-pomoc.

Więcej o: