Śledczy twierdzili, że atakujący Kapitol chcieli "schwytać i zabić" polityków. Zmienili zdanie

Prokuratorzy federalni wycofali się z twierdzeń, że niektórzy uczestnicy szturmu na Kapitol chcieli "schwytać i zabić" przedstawicieli amerykańskich władz. Podstawą takich założeń miało być między innymi zachowanie Jacoba Chansleya, nazywanego w mediach "Szamanem QAnon".

Takie oskarżenie pojawiło się we wniosku do sądu o przedłużenie aresztu dla Jacoba Chansleya. To jeden z głównych uczestników szturmu na Kapitol. Po zamieszkach jego zdjęcia z odkrytym torsem, pomalowaną twarzą i futrzaną czapką z rogami na głowie obiegły cały świat. Chansley jest nazywany "Szamanem Q" lub "Szamanem QAnon" - od nazwy spiskowej teorii, w którą ma wierzyć część uczestników zamieszek.

Jake Angeli i inni uczestnicy zamieszek w KapitoluWdarł się do Kapitolu w futrze i rogach. "Szaman QAnon" z zarzutami

Prokuratorzy zmieniają zdanie ws. uczestników zamieszek na Kapitolu

"Twarde dowody, w tym słowa i działania Chansleya, wskazują, że intencją uczestników zamieszek było schwytanie i zabicie wybranych urzędników władz Stanów Zjednoczonych" - stwierdził jeden ze śledczych we wniosku skierowanym do sądu w Phoenix. Jak podaje agencja AP, później inny prokurator, Todd Allison, wycofał to twierdzenie. Allison stwierdził, że to oświadczenie może się potwierdzić podczas procesu Chansleya, ale prokuratorzy nie chcą wprowadzać sądu w błąd. Ostatecznie sąd i tak zdecydował, że mężczyzna na swój proces poczeka za kratkami.

Wcześniej z zarzutów o zabójstwo wycofał się Michael Sherwin, pełniący obowiązki prokuratora w Dystrykcie Kolumbii. Stwierdził, że na tym etapie brakuje bezpośrednich dowodów, by tłum w siedzibie Kongresu chciał zabijać polityków. Prokurator przyznał, że niektórzy śledczy zdają się być zdezorientowani w związku ze złożonością sprawy i liczbą zaangażowanych w szturm osób. AP podkreśla, że śledztwo dotyczące zamieszek w Waszyngtonie jest bardzo rozległe, dotyczy wielu miast i jurysdykcji. Powodem jest między innymi fakt, że wielu uczestników po prostu wróciło do swoich domów, a na miejscu aresztowano jedynie 13 osób. 

Zobacz wideo Zwolennicy Trumpa wtargnęli do Kapitolu

Prokuratura zwraca uwagę, że choć na razie wycofała się z zarzutu próby zabójstwa polityków, nadal twierdzi, że Chansley groził wiceprezydentowi USA. Mężczyzna na mównicy, na której przemawiał wcześniej Mike Pence, miał zostawić liścik o treści: "To tylko kwestia czasu, sprawiedliwość nadchodzi". 

Obrońca Chansleya przekonuje, że nie ma zdjęć wskazujących, iż jego klient stanowił zagrożenie na Kapitolu. Twierdzi, że był jedynie jednym z protestujących. Podkreśla, że mężczyzna nie ma przeszłości kryminalnej. 

Ponad setka zatrzymanych. Wśród nich byli żołnierze i policjanci

Dotychczas ponad 110 osób zostało aresztowanych w związku z ubiegłotygodniowym szturmem na amerykański Kongres. Trwa poszukiwanie kolejnych uczestników ataku na Kapitol. Wśród osób dotychczas zidentyfikowanych jest co najmniej dwudziestu byłych żołnierzy i policjantów. W tłumie, który toczył walki z policją, były również osoby w strojach bojowych, hełmach i kamizelkach kuloodpornych. Niektórzy posługiwali się krótkofalówkami.

Agencja AP wskazuje na film, na którym widać jak grupa mężczyzn przedziera się przez tłum w kierunku budynku Kongresu. Każdy trzyma za kołnierz idącego przed nim co jest standardową procedurą zespołów bojowych zwaną "ranger file". Świadkowie relacjonują, że niektórzy uczestnicy szturmu poszukiwali przywódców parlamentu oraz wiceprezydenta Mike’a Pence’a, który wcześniej odmówił nieuznania wyników wyborów prezydenckich, argumentując, że byłoby to niezgodne z konstytucją. Jak informuje dziennik "Washington Post" wiceprezydenta i jego rodzinę udało się ewakuować na minutę przed tym, jak rozgniewany tłum wdarł się na schody prowadzące do Senatu.

Departament Sprawiedliwości poinformował, że wobec niektórych uczestników zamieszek przygotowywane są zarzuty udziału w próbie obalenia rządu, które niosą karę do 20 lat więzienia. Przed inauguracją Joe Bidena w Waszyngtonie wprowadzono nadzwyczajne środki bezpieczeństwa