Jak to się mogło stać? Kapitolu strzeże specjalna policja, która założyła, że będzie jak zawsze

Jakim cudem agresywny tłum wdarł się do jednego z najważniejszych budynków w USA? To jedno z najczęściej powtarzanych pytań w amerykańskich mediach. Jest oczywiste, że specjalna służba dbająca o bezpieczeństwo Kapitolu i polityków nie była wystarczająco przygotowana.

Agresywny tłum wdarł się na Kapitol, kompleks budynków mieszący między innymi Kongres Stanów Zjednoczonych, krótko po południu w środę czasu lokalnego. Stało się to w trakcie zliczania i certyfikowania głosów elektorskich przez Izbę Reprezentantów i Senat. Finałem tego zazwyczaj nudnego i zapomnianego przez media procesu było ostateczne potwierdzenie zwycięstwa Joe Bidena w listopadowych wyborach prezydenckich.

Zwolennicy przegranego Donalda Trumpa, podburzeni jego ciągłymi twierdzeniami o sfałszowaniu i "kradzieży" wyborów, spróbowali ów proces zakłócić. Sam prezydent na dużym wiecu przed Białym Domem wezwał swoich zwolenników, aby ruszyli pod Kapitol. Co stało się dalej, relacjonowaliśmy przez całą noc na żywo.

Zobacz wideo

Specjalna ochrona Kapitolu nie dała rady

Teraz, kiedy sytuacja już się uspokoiła, pozostaje podstawowe pytanie. Jak to w ogóle możliwe, że agresywny tłum wdarł się na Kapitol?

Za bezpieczeństwo całego kompleksu i pracujących w nim polityków odpowiada specjalna służba federalna - Capitol Police. To jedyna federalna formacja mundurowa w USA, która nie jest podporządkowana prezydentowi, ale Kongresowi, czyli władzy ustawodawczej. Jej zadaniem jest ochraniać budynki i polityków nie tylko w stołecznym Waszyngtonie, lecz także poza jego granicami, na terytorium całych USA. Liczy około 1,9 tysiąca ludzi. Od 2019 roku dowódcą jest Steven Sund. Człowiek z trzema dekadami rozległego doświadczenia w służbach bezpieczeństwa, który w swojej karierze zajmował się między innymi szkoleniem członków ochraniającej prezydenta Secret Service.

Zazwyczaj służba w Capitol Police nie należy do ekscytujących. Głównym problemem mogą być zagubieni i zbyt natrętni turyści, którzy tłumnie odwiedzają Kapitol. Do tego dochodzi jednak konieczność ciągłej czujności na wypadek ataku szaleńca czy terrorystów.

W środę Kapitol, czyli symboliczny główny budynek kompleksu na wzgórzu, był otoczony przez jedną barierę umieszczoną w odległości kilkuset metrów. Pilnowali jej stosunkowo nieliczni funkcjonariusze Capitol Police. Drugi kordon był bezpośrednio wokół głównego budynku. Na nagraniach dostępnych w sieci widać wyraźnie, że pierwsza bariera została sforsowana przez demonstrantów bez większych problemów. Nieliczni funkcjonariusze szybko zostali zalani przez tłum, który rozniósł barierki i ruszył dalej.

Na innych nagraniach widać, jak demonstranci przedostają się przez kolejne bariery umieszczone już przy samym budynku. Po jego bokach. Na jednym można zobaczyć, że funkcjonariusze sami, nawet bez użycia siły przez tłum, otwierają przed nim bramę.

Na innych, wykonanych przy wielkich frontowych schodach przed budynkiem Kapitolu, widać, że doszło do starcia z funkcjonariuszami. W ruch poszedł gaz łzawiący i pieprzowy (został użyty głównie przez napastników) i według części reporterów padły strzały amunicją niezabijającą. Wątły kordon został jednak szybko przerwany i tłum bez większych przeszkód wdarł się do właściwego głównego budynku, rozbijając szyby i wyłamując drzwi.

W środku wyraźnie zdezorientowani i przytłoczeni policjanci ustępują przed napierającym tłumem, umożliwiając mu wkroczenie głębiej do budynku. Według wszystkich relacji byli nieliczni i nie mieli dość środków, aby zapanować nad takim tłumem. Przynajmniej początkowo nie używali broni palnej.

Na nagraniach widać, że funkcjonariusze mający za zadanie bezpośrednią ochronę polityków sięgnęli już po broń palną i zabarykadowali cześć pomieszczeń. W końcu padły strzały. Politycy obecni w budynku donosili, że słyszeli ich co najmniej kilkadziesiąt. W wyniku jednego z nich zginęła demonstrantka, która próbowała sforsować jedną z barykad.

W przeciągu dwóch godzin od początku ataku na Kapitol sytuacja została względnie opanowana. Na miejsce przybyły posiłki i wypchnięto demonstrantów na zewnątrz.

Dlaczego się nie przygotowano

Większość ekspertów i byłych policjantów komentujących w amerykańskich mediach wczorajsze zajścia podkreśla, że Capitol Police wyraźnie nie miała dość sił, aby poradzić sobie z tego rodzaju tłumem. - Jakim cudem oni nie przygotowali się na coś takiego? Nie mam pojęcia. Zostali przytłoczeni, nie mieli dość sił. Przecież trzeba być w stanie obronić Kapitol. Tak nie może być - stwierdził w rozmowie z dziennikiem "New York Times" Charles Ramsey, były szef policji w Waszyngtonie.

- Nigdy bym się nie spodziewał, że do czegoś takiego może dojść tak łatwo, tak bardzo łatwo - stwierdził natomiast w rozmowie z radiem NPR szef Capitol Police w latach 2007-2014, Terry Gainer. Jego zdaniem w całej tej sytuacji jest jeden pozytyw - taki, że funkcjonariusze spełnili swoje podstawowe zadanie, czyli ochronę życia i zdrowia polityków oraz pracowników Kapitolu. - Niezależnie od tego mam poczucie, że my, ludzie od bezpieczeństwa, zawiedliśmy. Do tego sam cholerny prezydent Stanów Zjednoczonych nam nie pomagał, rozniecając emocje - mówił Gainer.

Donald TrumpDonald Trump: 20 stycznia dojdzie do uporządkowanego przekazania władzy

W rozmowie z telewizją CNBC były szef Capitol Police dodał, że "gdybym to ja tam dowodził, to bym zasługiwał na zwolnienie za doprowadzenie do czegoś takiego". Potem jednak trochę złagodził ton. - Nie wiem, jakie oni tam mieli informacje na bieżąco, co chcieli zrobić, a czego przywództwo im nie pozwoliło. Trzeba będzie zadać takie pytania - stwierdził. - Tak czy inaczej, było mi tak wstyd i byłem tak zażenowany, obserwując to, co się tam działo - dodał.

- To było jak oglądać horror na żywo. Przecież my trenujemy i planujemy, i wydajemy pieniądze każdego dnia, żeby co do zasady nie dopuścić do czegoś takiego. Nie potrafię powiedzieć, jak do tego mogło dojść - stwierdził natomiast w rozmowie z "Washington Post" Kim Dine, szef Capitol Police w latach 2012-2026.

W rozmowie z "Wall Street Journal" były oficjalny historyk Senatu USA Donald Ritchie wyraził przekonanie, iż Capitol Police można wybaczyć nieodpowiednie przygotowanie. - To po prostu jest totalnie nie w stylu dotychczasowych zgromadzeń czy aktów wyrażania poglądów politycznych w USA. Kapitol widział już mnóstwo masowych protestów z wielu powodów. Jednak to, co się stało teraz, bardzo mnie zdumiało. Myślę, że policja też była bardzo zdziwiona - mówił Ritchie.

Ashli BabbitUSA. Jedna z ofiar zamieszek to Ashli Babbit. Przez 14 lat służyła w Air Force

Ktoś na pewno pożegna się z pracą

Według szeregu anonimowych rozmówców, między innymi "Wall Street Jorunal", główny zamysł wszystkich służb przed środowymi wydarzeniami był taki, aby nie eskalować emocji. Nie chciano powtórki z wydarzeń latem, kiedy doszło do zamieszek i starć z tłumami demonstrującymi po zabiciu George'a Floyda. Wówczas służby federalne, pod naciskiem administracji Trumpa, wyprowadził na ulice miasta i na Kapitol licznych uzbrojonych i zamaskowanych funkcjonariuszy. Teraz władze miasta miały prosić jednak wojsko i służby federalne, aby ograniczyły swoją obecność na ulicach. Poproszono Pentagon jedynie o 304 żołnierzy Gwardii Narodowej do pomocy, ale jedynie do zadań porządkowych, bez broni.

Według informatorów "WSJ" jeszcze kilka godzin przed atakiem na Kapitol waszyngtońska policja kontaktowała się z Capitol Police i wyrażała obawy z powodu rosnącego tłumu zwolenników Trumpa. Mieli jednak usłyszeć, że wszystko jest, jak powinno być i ochrona kompleksu jest zadowolona z zabezpieczeń. - Capitol Police miała jakiś plan, ale najwyraźniej założyli, że będzie jak zawsze. Nie spodziewali się, że Trump roznieci emocje tłumu, który zacznie używać siły. Po prostu nie było dość funkcjonariuszy, aby opanować sytuację - stwierdził anonimowy waszyngtoński policjant w rozmowie z "WSJ".

Jest niemal pewne, że wydarzenia ze środy zostaną poddane szczegółowemu śledztwu. Od razu zaczęli się tego domagać przynajmniej niektórzy kongresmeni. - Zaledwie cztery dni temu odbyłam godzinną rozmowę z szefem Capitol Police. Zapewnił mnie, że terroryści nie zostaną dopuszczeni na teren Kapitolu i będzie on bezpieczny - stwierdziła Maxine Waters, demokratyczna członkini Izby Reprezentantów.

Wyniki owego niechybnego śledztwa mogą przynieść wiele ciekawych odpowiedzi na pytania nurtujące obecnie Amerykanów. Dlaczego służby nie były gotowe na taki scenariusz? Dlaczego nie użyto siły w sposób bardziej zdecydowany? - Myślę, że jest ewidentne, iż niedługo pewne osoby wylecą z pracy - stwierdził kongresmen Tim Ryan, który jest szefem komitetu nadzorującego określanie budżetu Capitol Police.

Zobacz wideo
Więcej o: