Oczekiwali połajanek, dostali lawinę gratulacji. Tajne porażki ZSRR, przekute propagandą w sukces [TAKA CIEKAWOSTKA]

Start rakiety odbywał się w mniej niż optymalnych warunkach. Dopiero co świętowano sylwestra i obsada kosmodromu Bajkonur odczuwała skutki. Wielu żołnierzy i techników było "niedysponowanych". Pomimo tego start rakiety 8K72 przebiegł zgodnie z planem i po trzech katastrofach, radziecki program trafienia w Księżyc wydawał się być na dobrym torze.

Lot sondy nazwanej po latach Łuna 1, szybko okazał się jednak zmierzać ku porażce. Już czwartej z serii. - Jednak zamiast spodziewanych połajanek, zalała nas fala gratulacji - wspominał po latach Borys Czertok, jeden z pionierów radzieckiej kosmonautyki. Jak to opisał w swoich wspomnieniach:

Dzięki pomocy naszej potężnej machiny propagandowej zdołaliśmy przekuć naszą czwartą porażkę, w kolejny genialny sukces sowieckiej nauki i technologii

Bo antena była zła

Dzisiaj misja Łuna 1, rozpoczęta drugiego stycznia 1959 roku, jest pamiętana jako wielkie osiągnięcie. Pierwszy obiekt, który opuścił układ Ziemia-Księżyc i stał się pierwszą sztuczną planetą, krążącą wokół Słońca. Dodatkowo zamontowana na sondzie skromna aparatura badawcza dostarczyła istotnych dla nauki informacji. Na przykład takiej, że Księżyc nie ma magnetosfery. Dodatkowo w trakcie lotu rozpyliła chmurę sodu, która była dobrze widoczna z Ziemi, co umożliwiło śledzenie lotu sondy przez wiele obserwatoriów na całym świecie.

Oryginalny cel Łuny 1 był jednak zupełnie inny. Ba, nawet swoją obecną oficjalną nazwę otrzymała po latach. Sonda o nazwie E1 Nr.4 tak naprawdę miała trafić w Księżyc i się na nim rozbić, umieszczają na jego powierzchni wytrzymałą stalową kulę z wygrawerowanymi symbolami ZSRR. Jednak czwartego stycznia 1959 roku minęła swój cel w odległości około sześciu tysięcy kilometrów i pomknęła dalej. W efekcie stała się pierwszą, niewielką, sztuczną planetą wykonaną rękami człowieka, która krąży na orbicie wokół Słońca do dzisiaj.

Powodem takiego pudła, był błąd podczas rozpędzania sondy przez trzeci stopień rakiety, do prędkości koniecznej do wyrwania się z objęć ziemskiej grawitacji. Komenda do wyłączenia silników była wydawana z Ziemi za pośrednictwem radia. Przy ówczesnym poziomie technologii na pokładzie rakiety nie było żadnego komputera, który mógłby sam precyzyjnie określić odpowiedni moment, a liczyły się sekundy. Trochę za krótki okres działania silników, trochę za mała prędkość i sonda minie swój cel z jednej strony. Trochę za długi i adekwatnie minie z drugiej strony. Precyzja była wszystkim.

Postanowiono więc nadawać komendę do wyłączenia silników z Ziemi, gdzie można było na bieżąco precyzyjnie śledzić wszystkie konieczne parametry. Niestety około dwunastu godzin po starcie, kiedy dokonywano ostatniego manewru rozpędzenia sondy, komenda do wyłączenia silników nadeszła chwilę za późno. Podczas dochodzenia stwierdzono, że winne było złe ustawienie jednej z anten nadawczych na Ziemi. Wystarczyły dwa stopnie odchylenia, a w efekcie sonda rozpędziła się o 151 km/h więcej niż powinna. Przecięła orbitę Księżyca sześć tysięcy kilometrów przed nim. Za daleko, aby złapał ją swoją grawitacją i ściągnął na swoją powierzchnię.

Trudne początki lotów Siódemki

Jak wspomina Czertok, pomimo tego pudła i niezależnie od propagandowego rozegrania całej sytuacji przez Moskwę, inżynierowie byli bardzo zadowoleni. Pierwszy raz poprawnie zadziałała cała rakieta 8K72, czyli modyfikacja oryginalnej rakiety 8K71, nazywanej zazwyczaj R-7, albo po prostu Siemiorka (rus. siódemka). Oryginał, był pierwszą radziecką rakietą zdolną przelecieć z terenu ZSRR na terytorium USA. Pod dwóch latach testów, w 1959 roku, przyjęto ją na uzbrojenie jako pierwszą międzykontynentalną rakietę balistyczną. Było to ogromne osiągnięcie, bo dawało ZSRR narzędzie do uderzenia jądrowego w USA, którego nie sposób zatrzymać. Oznaczało to poważną zmianę w równowadze sił obu mocarstw, ponieważ dotychczas Amerykanie mieli przytłaczającą przewagę strategiczną za sprawą ogromnej floty bombowców międzykontynentalnych.

Taka była przynajmniej teoria, ponieważ w praktyce Siódemka miała poważne problemy. Jako tworzone pośpiesznie, pionierskie dzieło, była w 1959 roku mocno niedopracowana. Pierwsze próby symulowanych bojowych lotów z atrapami głowic termojądrowych, kończyły się seryjnie katastrofami. Jeśli rakieta nie wybuchła i nie rozpadła się w locie, to potem jej ładunek i tak ulegał zniszczeniu podczas wejścia w atmosferę. Skala problemów do rozwiązania była ciągle ogromna i zajęło to kilka lat.

W tamtym czasie, przy braku komputerów, symulacji i rozbudowanych stanowisk testowych na Ziemi, jedyną możliwością testowania rakiet było ich wystrzeliwanie. Jak zadziałała, to super. Jak się rozbiła, to też super, bo można zbadać, co poszło nie tak i wprowadzić modyfikacje. W ten sposób od 1957 roku seryjnie odpalano Siemiorki. Główny konstruktor R-7 i legendarny ojciec radzieckiego programu rakietowego Siergiej Korolew, we współpracy z nie mniej wybitnym wieloletnim prezesem radzieckiej Akademii Nauk Mstisławem Kiełdyszem, zdołali przekonać wierchuszkę do wykorzystania części produkowanych już seryjnie rakiet do lotów badawczych. Początkowo politbiuro, z Nikitą Chruszczowem na czele, nie do końca zdawało sobie sprawę z potencjału propagandowego tego pomysłu, ale ponieważ wiedziano, że Amerykanie mają podobne zamiary, to postanowiono nie oddać im pola.

Gigantyczny sukces, jakim było umieszczenie na orbicie czwartego października 1957 roku pierwszego satelity Sputnik 1, gwałtownie podniosło rangę cywilnych lotów rakiet. Szybko pojawił się pomysł, żeby zacząć eksplorować Księżyc. Wśród pierwotnych propozycji była nawet taka, aby zbombardować go głowicą termojądrową, której wybuch powinien być widoczny z Ziemi. Czertok stwierdza jednak, że pomysł szybko zarzucono ze względu na liczne ryzyka i niepewność, czy rzeczywiście byłoby cokolwiek widać. Wprowadzono jednak w życie wieloetapowy program wysyłania sond na Księżyc. Pierwszym etapem było w ogóle w niego trafić.

Wielki sukces małej kuli

Próby podejmowano od września 1958 roku. Trzy kolejne loty skończyły się jednak katastrofami. Rakiety w ogóle nie zdołały opuścić atmosfery. Dwie pierwsze rozpadły się w drugiej minucie lotu w wyniku niespodziewanych wibracji. Po usunięciu ich przyczyny, trzecia zawiodła już na granicy kosmosu, kiedy zabrakło smarowania w turbinie jednego z silników. Wszystkie nieudane loty oczywiście były ścisłą tajemnicą. Czwartą rakietę 8K72 wystrzelono drugiego stycznia 1959 roku i ta wreszcie zadziałała, jak powinna. W tym nowy trzeci stopień, dla którego był to pierwszy realny test. Wysłał sondę E1 Nr. 4 w kierunku Księżyca i na łamy historii jako Łuna 1.

Potem była jeszcze jedna katastrofa. W lipcu 1959 roku kolejna Siódemka zawiodła. Konkretnie jej układ naprowadzania, który spowodował takie odchylenie od zaplanowanego kursu, iż automatycznie zadziałał system autodestrukcji. Dopiero podczas szóstego lotu, nadszedł prawdziwy sukces. 13 września, dzień po starcie z Bajkonuru (nazywanego wówczas raczej poligonem Tiuratam), sonda E1 Nr. 6 rozbiła się na powierzchni Księżyca. Jako pierwsze dzieło człowieka. Nazwana po fakcie Łuną 2, dała ZSRR kolejny gigantyczny sukces propagandowy. Na dodatek w idealnym momencie, bo 15 września do USA poleciał z wizytą Nikita Chruszczow. - Nie mogliśmy lepiej trafić z prezentem - pisał Czertok. W oczach Chruszczowa, już wcześniej zakochanego w rakietach i wszystkim, co z nimi związane, twórcy radzieckiego programu kosmicznego byli herosami.

Kiedy Chruszczow przybył do Białego Domu, wręczył prezydentowi Dwightowi Eisenhowerowi replikę kuli, którą nasza sonda dostarczyła na Księżyc. Ten moment poruszył nas chyba tak samo jak sam udany start rakiety. W końcu tę kulę też wyprodukowaliśmy w OKB-1 [nazwa biura konstrukcyjnego Korolowa - red.]. Umieściliśmy ją w drewnianej szkatułce, nad którą długo trudzili się nasi najlepsi cieśle. We wnętrzu, wyłożonym błękitnym atłasem, spoczywała błyszcząca kula z powierzchnią podzieloną na pięcioboki. Na każdym były symbole ZSRR i napis: ZSRR, wrzesień 1959. [...] Nasza odlewnia zaczęła produkować je jeszcze w 1958 roku i musiała wykonywać jedną za drugą, po każdym nieudanym locie.

Replika kuli, którą sonda Łuna 2 dostarczyła na Księżyc. To kopia tej, którą Chruszczow wręczył Eisenhowerowi. Oryginał znajduje się w muzeum prezydenckim Eisenhowera w KansasReplika kuli, którą sonda Łuna 2 dostarczyła na Księżyc. To kopia tej, którą Chruszczow wręczył Eisenhowerowi. Oryginał znajduje się w muzeum prezydenckim Eisenhowera w Kansas Fot. Patrick Pelletier/Wikipedia CC BY SA 3.0

Zobacz wideo