Sąsiedzi Trumpa na Florydzie napisali list. "Nie chcemy, żebyś tutaj mieszkał"

Sąsiedzi Mar-a-Lago, położonego się na Florydzie prywatnego klubu prezydenta USA Donalda Trumpa, przesłali oficjalne pismo do władz miasta Palm Beach. Jasno dali w nim do zrozumienia, że nie chcą, by ustępujący z urzędu przywódca kraju wciąż był ich sąsiadem.

Pismo zostało dostarczone we wtorek do władz miasta Palm Beach i a także do Secret Service - służby ochraniającej amerykańskiego prezydenta. W opinii sąsiadów Donalda Trumpa, stracił on prawo do zamieszkiwania w Mar-a-Lago z powodu umowy, którą podpisał na początku lat 90. Na jej mocy piętrowa posiadłość została przekształcona z prywatnej rezydencji w prywatny klub.

"Ten manewr prawny może zmusić władze Palm Beach do publicznego wypowiedzenia się na temat tego, czy Trump może ponownie uczynić Mar-a-Lago swoją legalną rezydencją i domem. A tak właśnie może się stać, gdy 20 stycznia odejdzie ze stanowiska" - informuje "The Washington Post". 

Zobacz wideo Koniec z "America First"? Mapa globalnych wyzwań Bidena. "Nie ma powrotu do tego, co było przed Trumpem" [OKO NA ŚWIAT]

USA. Sąsiedzi Trumpa nie chcą, by po zakończeniu kadencji zamieszkał w Mar-a-Lago

W liście, do którego dotarł "The Washington Post", prawnik rodzin podnosi, że miasto powinno zawiadomić Trumpa, że nie może używać Mar-a-Lago jako swojego miejsca zamieszkania i jednocześnie prywatnego klubu. 

Kontrowersje związane z rezydencją wywodzą się z umowy, którą Trump zawarł w 1993 roku, kiedy jego finanse podupadły, a koszty utrzymania Mar-a-Lago rosły każdego roku do wielu milionów dolarów. Zgodnie z umową, członkowie klubu nie mogą spędzać w jego apartamentach więcej niż 21 dni w roku i nie mogą przebywać tam dłużej niż przez siedem kolejnych dni. Nim udało się dojść do porozumienia, adwokat Trumpa na publicznym posiedzeniu zapewnił radę miejską Palm Beach, że jego klient nie będzie mieszkał w Mar-a-Lago, a klub nie zamieni się w hotel. Władze miasta ostatecznie wyraziły zgodę, choć ich relacje z przyszłym prezydentem nie układały się dobrze. Gdy Trumpowi nie pozwolono na podział terenu Mar-a-Lago na mniejsze działki, ten pozwał ratusz w Palm Beach. 

Dokumenty uzyskane przez "The Washington Post" sugerują, że władze Palm Bach nie były zbyt stanowcze w egzekwowaniu umowy zawartej z multimilionerem. Ostatnie zapisy w rejestrach na temat m.in. liczby członków klubu czy czasu, w którym przebywali oni w apartamentach, pochodzą sprzed czterech lat. 

"W trakcie prezydentury Trump podróżował do Mar-a-Lago co najmniej 30 razy i spędził tam co najmniej 130 dni, a władze miasta nie zgłaszały sprzeciwu wobec tej praktyki" - pisze "TWP".

Andrzej DudaAndrzej Duda pogratulował zwycięstwa Joe Bidenowi. Zaprosił go do Polski

Sprawę komplikuje fakt, że poza umową z włodarzami Palm Beach, Trump podpisał jeszcze jedno porozumienie dotyczące jego posiadłości na Florydzie - tym razem z National Trust for Historic Preservation, prywatną organizacją non-profit z siedzibą w Waszyngtonie, która działa na rzecz ratowania zabytków. W ramach tego porozumienia zgodził się "na zawsze" zrzec się swoich praw do "przekształcenia" Mar-a-Lago lub wykorzystania go do innego celu niż użytek klubowy.

Trump zakupił posiadłość Mar-a-Lago w Palm Beach w latach 80. W listopadzie 2019 r. ogłosił, że opuszcza Manhattan i jako stałe miejsce zamieszkania wybrał właśnie Florydę. 

Więcej o: