Ułaskawić na zapas siebie, najbliższych i prawnika. Trump ma do tego prawo i nie jest pierwszy

Jest możliwe, że przed odejściem z Białego Domu Donald Trump prewencyjnie ułaskawi nie tylko siebie, lecz także swoją najbliższą rodzinę i prawnika. Na wszelki wypadek, gdyby po staniu się zwykłym obywatelem zainteresowała się nimi prokuratura. Nie on pierwszy miał taki pomysł.

Potencjalne prewencyjne ułaskawienia dla Trumpa i jego najbliższych to na razie informacje nieoficjalne podawane przez media. Według dziennika "New York Times" i telewizji ABC było to poruszane podczas rozmów w Białym Domu. Pierwsze rozważania miały się odbywać jeszcze na początku roku, kiedy do finału zbliżała się próba impeachmentu prezydenta.

Teraz rozmowy miały stać się bardzo konkretne, ponieważ na ewentualne decyzje został nieco ponad miesiąc. Odchodzący z urzędu prezydenci USA tradycyjnie ogłaszają szereg ułaskawień. Bardzo rzadko są to jednak ułaskawienia in blanco, w sprawach, w których nie zapadł jeszcze wyrok czy nawet nie postawiono zarzutów. Natomiast ewentualne ułaskawienie w ten sposób siebie samego byłoby czymś niespotykanym.

Na razie Trump dokonał jednego głośnego aktu łaski, na korzyść swojego byłego doradcy ds. bezpieczeństwa, generała Michaela Flynna. Były wojskowy był podejrzany o zatajanie kontaktów z rosyjskimi urzędnikami. Teraz może już spać spokojnie.

Obawia się "polowania" na siebie i najbliższych

Według "NYT" Trump rozważa przede wszystkim prewencyjne ułaskawienie swoich najbliższych - trojga najstarszych dzieci (Donalda Trumpa Jr., Erica Trumpa i Ivanki Trump) oraz zięcia (Jareda Kushnera). Prezydent ma mówić swoim współpracownikom, że obawia się, iż pod rządami Joe Bidena prokuratura urządzi "polowanie", na niego samego i jego rodzinę. Miałaby to być akt politycznej zemsty. Tego rodzaju obawy są też podobno silne w otoczeniu Trumpa. - Dzieci już dość się wycierpiały - ma twierdzić anonimowo jeden z jego współpracowników, w rozmowie z ABC.

Na razie nie są prowadzone żadne sprawy przeciw rodzinie Trumpa. Donald Trump Jr. był celem dochodzenia w ramach procedury impeachmentu, ponieważ podczas kampanii prezydenckiej w 2016 roku kontaktował się z osobami powiązanymi z rosyjskimi władzami, starając się zaszkodzić Hillary Clinton. Kushner skłamał podczas procedury o uzyskanie poświadczenia bezpieczeństwa. Eric i Ivanka Trump nie mieli żadnych publicznie znanych problemów z prawem. Nie jest jednak wykluczone, że wszyscy nie będą jakichś mieli w przyszłości. Choćby nowojorska prokuratura prowadzi kilka dochodzeń w sprawie możliwych przestępstw finansowych związanych z fundacją Trumpa.

Co więcej, o prewencyjne ułaskawienie miał poprosić prezydenta jego zaufany prawnik, były burmistrz Nowego Jorku, Rudolph Guliani. To on w ciągu ostatnich tygodni był na czele nieudanej kampanii mającej na celu zdyskredytowanie legalności wyniku wyborów i doprowadzenie do jego zmiany. Jest prezydenckim człowiekiem od kontrowersyjnych i specjalnych przedsięwzięć. On również nie jest jednak podejrzanym w żadnej sprawie, choć w ramach procedury impeachmentu badano jego działalność na Ukrainie i kontakty z władzami w Kijowie.

Udzielenie wszystkim wyżej wymienionym osobom prewencyjnego ułaskawienia byłoby kontrowersyjne, ale nie niespotykane. Na przykład w 1974 roku nowo mianowany prezydent Gerald Ford udzielił takiego swojemu byłemu szefowi, prezydentowi Richardowi Nixonowi. W ten sposób uniknął procesu w związku z aferą Watergate, który jeszcze nie zdążył się rozpocząć. Ford był wiceprezydentem Nixona i zajął jego miejsce, kiedy ten dobrowolnie ustąpił w obliczu impeachmentu, który był efektem afery Watergate. Podobnych przypadków prewencyjnej amnestii było więcej. Podobnie przypadków udzielania łaski osobom bliskim lub współpracownikom.

Donald TrumpAdministracja Trumpa rozpoczęła proces przekazywania władzy Bidenowi

Sami siebie prezydenci jeszcze nie ułaskawiali

Inaczej wygląda sprawa z udzieleniem takiej blankietowego ułaskawienia samemu sobie przez prezydenta. Czegoś takiego jeszcze nie było i eksperci są w tej sprawie podzieleni. W rozmowach z "NYT" i ABC część twierdzi, że mógłby coś takiego zrobić. Część, że nie. Prawo do udzielania ułaskawienia przez prezydenta USA wynika z zapisów konstytucji. Konkretnie artykułu drugiego, który stwierdza to bardzo ogólnie. Po prostu prezydent ma prawo do udzielenia ułaskawienia w przypadku spraw przeciw Stanom Zjednoczonym (czyli obejmuje tylko przestępstwa federalne) i z wyjątkiem impeachmentu.

Tego rodzaju celowo ogólne zapisy konstytucji w praktyce doprecyzowuje w USA Sąd Najwyższy. To on udziela ostatecznej wykładni tego, co mogli mieć na myśli ojcowie założyciele w XVIII wieku. Dotychczas Sąd Najwyższy nie miał jednak okazji stwierdzić, czy prezydent może ułaskawić sam siebie. Nie ma więc pewności, czy gdyby Trump sam udzielił sobie łaski, to ostatecznie obroniłby się w sądzie.

Prawnicy zwracają uwagę, że prezydent może zawsze sięgnąć po pewną sztuczkę. Mianowicie na krótki czas ogłosić się niezdolnym do sprawowania urzędu, na przykład z powodów zdrowotnych, i przekazać władzę wiceprezydentowi Mike'owi Pence'owi. Ten wówczas udzieliłby łaski in blanco dla Trumpa, który niedługo później odzyskałby zdrowie i objął na nowo stery państwa. Już z aktem łaski "prezydenta Pence'a" w kieszeni.

Samowolne przyznanie się do winy

Są jednak pewne kwestie przemawiające przeciw sięgnięciu przez Trumpa po takie rozwiązania. Po pierwsze - część ekspertów w rozmowie z "NYT" i ABC zwraca uwagę, że nie jest pewne, czy akt ułaskawienia może być blankietowy. Wielu jest zdania, że nie i że musi wskazywać, jakiej sprawy dotyczy. Kiedy Ford udzielił prewencyjnego ułaskawienia w 1974 roku Nixonowi, to nie został on poddany próbie w sądzie. Po prostu wraz z ustąpieniem tego drugiego z urzędu prezydenta zatrzymała się też procedura impeachmentu i nie doszło do procesu. Blankietowe ułaskawienie nie zostało więc ocenione przez Sąd Najwyższy. Gdyby Trump po nie teraz sięgnął, to być może sprawa dotarłaby na ten najwyższy poziom amerykańskiego sądownictwa i zapadło orzeczenie, że jest sprzeczne z konstytucją.

Po drugie, tak jak zostało wspomniane wcześniej, prezydent może ułaskawić tylko w sprawach dotyczących przestępstw federalnych. Nie obejmuje to tych, które są ścigane przez stanowy wymiar sprawiedliwości. Tymczasem to ze strony właśnie tego poziomu amerykańskiego sądownictwa Trump i jego rodzina mogą mieć sporo problemów. Wspomniana prokuratura nowojorska prowadzi wiele śledztw, które mogą doprowadzić ich przed oblicze sądu. Od tego Trump nie może się ubezpieczyć, więc pytanie, czy w ogóle warto sięgać po takie rozwiązanie.

Po trzecie, według informatorów amerykańskich mediów w otoczeniu prezydenta, Trump sam się waha, a wielu współpracowników mu to odradza. Uważają, że takie blankietowe ułaskawienie "na zapas", mogłoby zostać poczytane jako przyznanie się do winy. Na pewno w ten sposób wykorzystywaliby to jego przeciwnicy polityczni, a wszystko wskazuje na to, że prezydent nie ma zamiaru skończyć swojej kariery politycznej.

Rudy GiulianiGiuliani - ze smugą farby na twarzy - przekonywał, że Trump wygrał wybory

Emocje na ostatniej prostej

Kontrowersje podgrzewa fakt, że w ostatnich dniach ujawniono, iż Departament Sprawiedliwości prowadzi lub prowadził śledztwo w sprawie próby kupienia aktu prezydenckiej łaski. Sąd federalny w Waszyngtonie opublikował mocno ocenzurowany wniosek śledczych, złożony pod koniec sierpnia w celu uzyskania zgody na dostęp do informacji mogących być objętych tajemnicą adwokacką. Sędzia udzieliła takiego pozwolenia, stwierdzając, że rzeczone informacje nie są objęte tajemnicą. Nie wiadomo jednak oficjalnie, kogo śledztwo dotyczy, kiedy rzekoma próba korupcji się zdarzyła ani czy była udana. Wszystko pozostało ocenzurowane.

"NYT" stwierdził jednak, na podstawie swoich własnych informacji, że śledztwo dotyczy lub dotyczyło między innymi prawnika Abbe Lowella, który współpracował z Kushnerem. Chodzi o uzyskanie ułaskawienia dla psychologa z San Francisco, który został skazany na 30 miesięcy za przestępstwa podatkowe i wyłudzenia. Miał się za nim wstawić miliarder z branży budowlanej, Sanford Diller. Zlecił on podjęcie próby uzyskania ułaskawienia Lowellowi oraz Elliotowi Broidy'emu, lobbyście związanemu z Partią Republikańską i Trumpem. Diller miał oferować, że w zamian za ułaskawienie przekaże duży "datek" na kampanię niesprecyzowanego polityka.

Psycholog do dzisiaj nie otrzymał aktu łaski. Sam Diller zmarł w 2018 roku i według "NYT" nie wiadomo, czy po jego śmierci próba uzyskania ułaskawienia była w jakikolwiek sposób kontynuowana. Anonimowy pracownik Departamentu Sprawiedliwości stwierdził tylko, że w związku z tą sprawą żaden urzędnik państwowy nie jest podejrzany. Według prawnika, który oficjalnie reprezentował skazanego psychologa, śledczy wypytywali go w takiej sprawie, ale nic nie sugerowało, aby mieli jakieś podejrzenia co do postępowania Abbe Lowella.

Co więcej, prawo nie zakazuje lobbowania na rzecz uzyskania ułaskawienia. Nie zakazuje też wpłaty datku na fundację polityczną prezydenta, po jego uzyskaniu. Trump szybko określił całą sprawę jako fake news. Niezależnie od tego podsyciła ona emocje, zwłaszcza w atmosferze spekulacji co do zamierzeń prezydenta w związku z prawem łaski. Co konkretnie Trump chce z nim zrobić, okaże się w najbliższym czasie. Pozostał mu niewiele ponad miesiąc w Białym Domu.

Zobacz wideo