"Zabójca" miał być zdalnie sterowany i na koniec wysadzony. W USA sugerują, że akcję nadzorował Mosad

To izraelskie służby zabiły ważnego irańskiego naukowca, kierującego programem budowy broni jądrowej - twierdzą amerykańskie media. Cała akcja ma nosić wyraźne ślady zaangażowania Mosadu. Miała zostać przeprowadzona w bardzo niecodzienny i makabrycznie innowacyjny sposób.

Mohsen Fakhrizadeh, został zabity w piątek, w samochodzie, podczas podróży drogą w północnym Iranie. Nie pomogła liczna obstawa. Mający prawdopodobnie 59 lat mężczyzna został trafiony kilkoma pociskami i zginął.

Teraz dziennik "New York Times", a za nim szereg innych amerykańskich mediów, wskazują na winę Izraela. Według szeregu anonimowych pracowników służb USA, to izraelski wywiad miał zamordować naukowca. Zamach ma nosić wyraźne znamiona ich działalności, choć nie stwierdzono jakie konkretnie.

Zamach zdalnie sterowany

Według części irańskich mediów atak był wyjątkowo innowacyjny. Samochód wiozący Fakhrizadeha, miał zostać ostrzelany z zaparkowanego na poboczu małego samochodu dostawczego. W środku nikogo jednak nie było. Znajdujący się w nim "karabin maszynowy" miał być obsługiwany zdalnie. Po tym jak oddał serię strzałów, precyzyjnie trafiając w przednią szybę samochodu wiozącego naukowca, wyleciał w powietrze. Silna eksplozja zatarła ślady. Liczna obstawa Fakhrizadeha nie miała jak zareagować, bo nie było żadnych napastników.

W przeszłości w Iranie zabito już cały szereg naukowców i inżynierów związanych z programem jądrowym. Doszło również do zagadkowych wybuchów i ataków cybernetycznych. Za każdym razem obwiniany był Izrael, czasem we współpracy z USA. Jeśli już dochodziło do zabójstwa na ulicy, to standardem byli dotychczas napastnicy na motocyklu. Jeden prowadzący, a drugi uzbrojony, albo w pistolet maszynowy, albo w minę magnetyczną, która była przyczepiana do drzwi samochodu, w którym siedziała osoba będąca celem.

Teraz miało zostać wykorzystane zdalnie sterowane stanowisko strzeleckie. Nie jest to nic niezwykłego, bo w wojskach zamożnych państw coś takiego jest już spotykane od prawie dwóch dekad. Na przestrzeni ostatniej dekady rozpowszechniły się też tego rodzaju konstrukcje wykonywane chałupniczo przez różne grupy rebelianckie. Głównie w Libii, Syrii i Iraku. Odpowiednie części są łatwo dostępne na rynku cywilnym. Do sterowania i kontroli są na przykład wykorzystywane elementy konsol do gier. Tego rodzaju improwizowane urządzenia są wykorzystywane w miejscach szczególnie narażonych na ostrzał, czy wręcz montowane na prowizorycznych mobilnych podstawach, aby na przykład wyjechać za róg, za którym można się spodziewać przeciwnika.

 

CROWS - standardowe amerykańskie zdalnie sterowane stanowisko strzeleckieCROWS - standardowe amerykańskie zdalnie sterowane stanowisko strzeleckie Fot. US Army

Wątpliwości i walka pod dywanem

Teoretycznie nie jest więc wykluczone, że czegoś takiego użyto do zamachu. Znajdujący się gdzieś w pobliżu zamachowcy mogli działać w znacznie spokojniejszych warunkach i łatwiej uciec. W Iranie nie ma jednak pewności co do tego, że właśnie tak wyglądał zamach. W grę wchodzi bowiem fakt, że irańskie państwo i służby to nie monolit. W sposób zazwyczaj niezauważany na świecie trwa tam ciągła walka o wpływy i władzę.

Za ochronę Fakhrizadeha odpowiadał Korpus Strażników Rewolucji, paramilitarnej organizacji utworzonej po rewolucji islamskiej w 1979 roku. Stanowi siłowe oparcie grupy konserwatywnych, religijnych przywódców państwa, skupionych wokół kolejnych ajatollahów. Ze względu na "prawomyślność" korpusu, powierzono mu nadzór nad kluczowymi programami zbrojeniowymi - rakietowym i w znacznej mierze jądrowym. Kolejne zamachy na naukowców, zabicie przez Amerykanów ważnego generała Ghasema Sulejmaniego na początku roku, źle świadczy o sprawności korpusu i jego zdolności do ochrony kluczowych osób.

Parada irańskiego wojska w Teheranie. Rakieta powietrze-ziemia najwyraźniej oparta o amerykański pocisk MaverickIrańczycy mocno przesadzają mówiąc o swojej broni

Fakt ten jest wykorzystywany przez rywali, w postaci cywilnych przywódców, skupionych wokół prezydenta, klasycznych służb bezpieczeństwa i wojska. Po zamachu doniesienia o futurystycznym sposobie jego przeprowadzenia były podawane przez agencje informacyjne powiązane ze strażnikami rewolucji. Według "New York Times", wielu Irańczyków nie wierzy w taką wersję wydarzeń. Traktują ją raczej jako sposób na rozmycie odpowiedzialności za nie powstrzymanie zamachowców. We wtorek rzecznik rządu stwierdził, że cywilne służby bezpieczeństwa ostrzegały już kilka tygodni temu, że jest szykowany zamach na Fakhrizadeha. Miały przekazać zespołowi go ochraniającemu szczegółowe informacje, w tym potencjalne miejsce ataku. - Tej zbrodni można było uniknąć, gdyby przestrzegano procedur i ochrona była bardziej uważna - stwierdził Ali Rabeie.

Według relacji świadków, podawanych niedługo po ataku przez państwowe media, oraz relacji rodzin ofiar (miało zginąć kilku ochroniarzy), może gdzieś tam był jakiś zdalnie sterowany karabin. Być może posłużył do wywołania pierwszego szoku i zaskoczenia. Główny atak mieli jednak przeprowadzić ludzie z krwi i kości. Mowa o przynajmniej kilku, a nawet kilkunastu lub kilkudziesięciu, uzbrojonych mężczyznach i regularnej bitwie, z intensywną wymianą ognia. Stojący na poboczu samochód rzeczywiście eksplodował, ale być może po prostu od trafień z broni ręcznej, albo na samym początku, aby zatrzymać konwój z naukowcem. Wersji wydarzeń jest dużo.

Gdyby zamach rzeczywiście wyglądał w ten sposób, to faktycznie byłby to blamaż dla służb chroniących naukowca. Nie dość, że nie ustrzegli go przed śmiercią, to jeszcze nie udało się zabić, ani pochwycić, nikogo z licznej grupy sprawców, którzy najwyraźniej działali w sposób otwarty i brutalny. Nie wspominając o tym, że zaledwie 50 kilometrów na wschód od Teheranu zdołał się zgromadzić liczny i silnie uzbrojony zespół zamachowców.

Skutek ataku na pole wydobywcze w Arabii SaudyjskiejAtak na Arabię Saudyjską. Pojawia się wiele wątpliwości

Wyprzedzające uderzenie przed zmianą w USA

W przeszłości po zamachach na ważnych naukowców zaangażowanych w irański program jądrowy, sprawców udało się ująć tylko raz. Jak pisze "NYT", izraelskie służby szczycą się tym, że potrafią bardzo skutecznie zadbać o bezpieczeństwo osób wykonujących dla nich "brudną robotę". W Iranie Izraelczykom, przynajmniej według informacji nieoficjalnych, pomaga szereg radykalnych organizacji opozycyjnych, których celem jest obalić rządy ajatollahów nawet przy pomocy siły. Część z nich jest uznawana przez państwa Zachodu za organizacje terrorystyczne. Skala ich działań nie jest jednak duża i nie są powszechnie znane.

Oficjalnie władze Izraela odmawiają oczywiście komentarza na temat tego rodzaju wydarzeń, czy współpracy z irańską opozycją. Nie ulega jednak wątpliwości, że irański program jądrowy to jeden z głównych celów izraelskich służb, a sam Fakhrizadeh był prawdopodobnie celem numer jeden. W 2018 roku, kiedy Izraelczycy pochwalili się wykradzeniem z Iranu całego archiwum dotyczącego pierwszego programu budowy broni jądrowej, prezentujący jego zawartość premier Benjamin Netanjahu dużo mówił o zabitym teraz naukowcu. Wskazał go jako głównego organizatora i kierownika programu, dla którego działalność naukowa była tylko przykrywką.

Zabicie go akurat teraz, może mieć dużo wspólnego z wynikiem wyborów prezydenckich w USA. Donald Trump jest sojusznikiem Netanjahu i zdecydowanym zwolennikiem twardego kursu w relacjach z Iranem. Prezydent-elekt Joe Biden deklaruje natomiast znacznie bardziej elastyczną postawę i gotowość do powrotu do negocjacji. Jest więc bardzo możliwe, że mógłby próbować zablokować zamach (o ile Izraelczycy o takich operacjach informują Amerykanów), albo przynajmniej ostrzej by na niego zareagował. Na dodatek zabicie Fakhrizadeha, może usztywnić postawę Iranu i utrudnić ewentualne negocjacje w przyszłości.

Zobacz wideo