Białoruś. Jedna z dzielnic Mińska odcięta od wody. "Mieszkańcy głośno sprzeciwiali się reżimowi"

W jednej z mińskich dzielnic od niedzieli nie ma wody. "Mieszkańcy uważają, że problem z zaopatrzeniem w wodę i przeciągająca się naprawa awarii może wiązać się z ich aktywnością polityczną" - informuje portal TUT.by.

Andrzej Poczobut, dziennikarz i członek Zarządu Głównego Związku Polaków na Białorusi, poinformował, że w dzielnicy Nowaja Barawaja w Mińsku wyłączono dopływ wody.

Mińsk. Nowaja Barawaja, gdzie od trzech dni nie ma wody. Mieszkańcy innych dzielnic przywożą tam wodę. Jak widać, na każdej klatce stoją zapasy. Patrząc na ten obrazek trudno w to uwierzyć, ale jeszcze niedawno Białorusini przede wszystkim spodziewali się pomocy ze strony państwa...

- napisał Poczobut na Twitterze.

Mówią, że system mógł zostać uszkodzony celowo, ponieważ mieszkańcy głośno sprzeciwiali się reżimowi. Ponadto dzielnica została odłączona od ogrzewania. To jest szalone

- podkreśliła natomiast Hanna Liubakova.

Jak podaje spółka zarządzająca wodociągami w Mińsku, Minskwodokanał, doszło najprawdopodobniej do "umyślnego uszkodzenia systemu dostarczania wody". We wtorek w dzielnicy była też przerwa w działaniu ogrzewania.

Protesty na Białorusi

W niedzielę protesty na Białorusi odbywały się pod hasłem "Wychodzę", które było również skandowane przez uczestników demonstracji. Jest to ostatnie słowo, jakie napisał na czacie 31-letni Raman Bandarenka. Mężczyzna zmarł w czwartek w szpitalu w Mińsku, dokąd został przewieziony w stanie śpiączki. Trafił tam z aresztu śledczego, w którym przebywał od zatrzymania. Był aktywistą, który m.in. zawiązywał na płotach biało-czerwono-białe wstążki. 31-latek miał zostać zatrzymany dlatego, że zwrócił uwagę funkcjonariuszom resortów siłowych, którzy zrywali je z ogrodzeń. Doszło do przepychanki, a znajdujący się nieopodal OMON zabrał Ramana do aresztu.

Podczas niedzielnych protestów zatrzymanych zostało ponad 1100 osób, w tym 25 dziennikarzy. Niezależny dziennikarz Taras Kruckich został skazany na 25 dni aresztu. Dziennikarki telewizji "Biełsat" Kaciaryne Andrejewą i Darię Czulcową sąd w Mińsku uznał winnymi udziału w niedozwolonej akcji protestu i skazał na 7 dni aresztu każdą. Nie pomógł świadek, który na procesie tłumaczył, że dziennikarki zatrzymano podczas pracy w jego mieszkaniu na 14 piętrze. Podobnie fotograf niezależnej agencji prasowej "BiełaPAN" Andrej Szauluga został zatrzymany w pokoju jednego z mińskich hoteli, skąd obserwował przebieg demonstracji. Został skazany na 15 dni aresztu pod zarzutem udziału w niedozwolonej demonstracji. 

Ponad tysiąc osób zatrzymanych po niedzielnych protestach na Białorusi.Białoruś. Ponad tysiąc zatrzymanych. "Ludzie nie mieszczą się w więźniarkach"

Zobacz wideo Białorusini nie odpuszczają. Służby użyły przeciwko prostestującym granatów ogłuszających (25.10)