Prokurator generalny USA zezwolił na śledztwa wyborcze. Sam ma jednak nie wierzyć w wersję Trumpa

Prokurator generalny USA William Barr zezwolił prokuratorom federalnym na badanie doniesień o potencjalnych oszustwach wyborczych. Zastrzegł, że dochodzenia muszą być oparte na wiarygodnych informacjach o potencjalnych nieprawidłowościach. Na znak protestu przeciwko włączeniu prokuratury federalnej w badanie takich spraw do dymisji podał się prokurator odpowiedzialny za śledztwa wyborcze.

Do tej pory prokuratura federalna nie włączała się w śledztwa wyborcze przed formalnym zatwierdzeniem wyników. Podejrzeniami o nieprawidłowości zajmowały się w tym czasie służby stanowe. W piśmie skierowanym do prokuratorów William Barr umożliwił jednak badanie tego typu spraw, o ile dotyczą poważnych i wiarygodnych zarzutów.

Prokurator generalny podkreślił, że ewentualne dochodzenia nie mogą być oparte na pozorach, spekulacjach, nadinterpretacjach i zmyślonych informacjach.

Zobacz wideo Szefowa misji OBWE w USA o pracy przy wyborach prezydenckich

Wybory w USA. Prokurator generalny zezwolił na śledztwa wyborcze. Sam nie widzi dowodów na masowe oszustwa

Wcześniej Partia Republikańska zwróciła się do Departamentu Sprawiedliwości o śledztwo w sprawie głosowania w wyborach w Nevadzie osób mieszkających poza stanem. Nie jest jasne, czy głosowanie było nielegalne, ponieważ prawo tego stanu umożliwia udział wyborach niektórym osobom mieszkającym poza Nevadą, na przykład żołnierzom albo studentom.

Według dziennika New York Times William Barr (którego na stanowisko Prokuratora generalnego mianował sam Trump) powiedział prywatnie współpracownikom, że nie widzi na razie dowodów na masowe oszustwo wyborcze. Gazeta informuje jednak, że z powodu zerwania z dotychczasowymi zasadami poprzez włączenie prokuratury federalnej w badanie takich spraw, ze stanowiska ustąpił prokurator nadzorujący śledztwa wyborcze Richard Pilger.

Coraz więcej republikanów nie wierzy w opowieść snutą przez Trumpa

Podobnie jak Barr, nieprawidłowości w procesie wyborczym nie dostrzega (przynajmniej na poziomie stanowym) sekretarz stanu Georgia Brad Raffensperger, który zapewnił, że wybory prezydenckie w tym stanie nie zostały zmanipulowane. Należący do Partii Republikańskiej polityk odrzucił twierdzenia o nadużyciach, które miały doprowadzić do prawdopodobnej porażki w Georgii obecnego prezydenta USA.

Georgia jest tradycyjnie republikańskim stanem. Tymczasem Joe Biden uzyskał tam o ponad 11 tysięcy głosów więcej niż Donald Trump, co wywołało ostrą reakcję prezydenta USA. Stwierdził on, że jego porażka w Georgii to skutek oszustwa wyborczego demokratów. Jednak w Georgii to republikanie nadzorują proces wyborczy. 

Raffensperger oświadczył, że zarówno głosowanie, jak i liczenie głosów były przejrzyste. Dyrektor stanowego biura wyborczego Gabriel Sterling, także republikanin, pochwalił pracowników komisji wyborczych za znakomitą pracę pod ogromną presją. "Mamy 159 szefów komisji i ich pracowników, którzy robią wszystko, by chronić demokrację. Ci ludzie nie są zaangażowani w oszustwa wyborcze. Jesteśmy im wdzięczni i zapewnimy, że każdy legalnie oddany głos będzie policzony" - zapewnił Gabriel Sterling. Władze stanu Georgia przyznają, że mogły zdarzyć się nieprawidłowości. Zapewniają jednak, że są one dokładnie badane i nie są na tyle powszechne i poważne, by mogły wpłynąć na wynik głosowania.

Więcej o: