20 stycznia Biden zacznie rządzić. Oto, co musi zdarzyć się po drodze do zaprzysiężenia

Wynik wyborów w USA jest już znany, ale przed nami jeszcze szereg formalności, które muszą zostać spełnione, zanim Joe Biden zacznie urzędowanie. Ponieważ w Stanach Zjednoczonych obowiązuje pośredni system wyboru prezydenta, zagłosować muszą jeszcze stanowi elektorzy.
Zobacz wideo Komorowski: Jeszcze parę lat temu Biden był wdzięczny Polsce

Joe Biden wygrał wybory prezydenckie i będzie 46. prezydentem Stanów Zjednoczonych. Jego zespół już pracuje nad przejęciem obowiązków, choć administracja ustępującego prezydenta na razie tego nie ułatwia. Donald Trump zapowiada też pozwy w sprawie rzekomych oszustw wyborczych, choć jak na razie nie pokazał dowodów na ewentaulne nieprawidłowości. 

Niezależnie od tego, czy Trump przyzna, że przegrał i pogratuluje Bidenowi, ruszył proces formalizowania wyborów i przekazywania władzy. Jak będzie on wyglądał przez najbliższe miesiące? Po drodze jest do spełnienia kilka formalności, wynikających z pośredniego systemu wyboru prezydenta. 

Od wyborów do zaprzysiężenia

Głosowanie w wyborach odbyło się 3 listopada, choć w rzeczywistości ogromna część wyborców oddała głosu już wcześniej ze względu na epidemię COVID-19. Do 8 listopada wyniki z większości stanów były już na tyle jasne - choć wciąż cząstkowe - że największe media ogłosiły wygraną Bidena. 

W wielu stanach liczenie głosów wciąż trwa. Możliwe też, że dojdzie też do ich ponownego przeliczenia. Wnioski o to zapowiadał już Trump, w niektórych stanach odbywa się też to automatycznie przy niewielkiej różnicy. Jednak wg amerykańskich mediów nie należy spodziewać się, że to wpłynie na wynik - wcześniejsze ponowne przeliczenia głosów wykazywały pomyłki w skali najwyżej kilkuset głosów, a przewaga Bidena w kluczowych stanach to dziesiątki tysięcy. Trump zapowiada też pozwy sądowe, ale jak podają media, na razie wiele z nich jest odrzucanych przez sądy jako bezprzedmiotowa. W niektórych stanach mogą jeszcze wpływać głosy wysłane pocztą i nadane najpóźniej 3 listopada. 

Do 8 grudnia stany muszą zakończyć liczenie głosów, a ewentualne sprawy sądowe muszą zostać zakończone. Do tego dnia musi być znany zwycięzca w poszczególnych stanach, by wyznaczyć elektorów, którzy oddadzą głosy elektorskie. Jest ich w sumie 538, do wygranej trzeba mieć ponad połowę, zatem 270 i prawie każdy stan przyznaje wszystkie swoje głosy zwycięzcy. Wg obecnych prognoz Biden będzie miał prawdopodobnie 306 głosów elektorskich. Teoretycznie elektorzy w niektórych stanach mogą zagłosować wbrew wynikowi, jednak jest to niezwykle rzadka sytuacja i nigdy nie wpłynęła na wynik wyborów.  

Zgodnie z prawem elektorzy spotykają się w poszczególnych stanach i nadają swojego głosy do Waszyngtonu w pierwszy poniedziałek po drugiej środzie grudnia. W tym roku przypada to na 14 grudnia. W ciągu dziewięciu dni - a więc do 23 grudnia - głosy muszą dotrzeć na Kapitol. Od tego momentu proces przechodzi w ręce Kongresu. 

3 stycznia zaprzysiężony zostanie nowy Kongres (w listopadzie wybierano nie tylko prezydenta, ale też Izbę Reprezentantów i 1/3 senatorów). 6 stycznia członkowie obu izb zbierają się w sali plenarnej Izby Reprezentantów pod przewodnictwem wiceprezydenta. W czasie posiedzenia liczone są głosy elektorskie. Wiceprezydent - w tym przypadku Mike Pence - otrzymuje wyniki i ogłasza zwycięzcę. Rozważane są też ew. wątpliwości. 

20 stycznia w południe kończy się kadencja urzędującej głowy państwa i odbywa się zaprzysiężenie nowego prezydenta i wiceprezydent. Od tego dnia Joe Biden będzie oficjalnie 46. prezydentem Stanów Zjednoczonych, a Kamala Harris - wiceprezydentką. 

Więcej o: