Wynik w Pensylwanii ma być już "oczywisty". Media jednak wstrzymują się z podaniem zwycięzcy

Według analityków przewaga Joe Bidena będzie tylko rosła wraz z ostatnimi dziesiątkami tysięcy głosów zliczanych w Pensylwanii. To oznacza, że najpewniej wygra ten stan z jego 20 głosami elektorskimi i przekroczy próg wyborczy. Jednak największe media tego zwycięstwa nie ogłaszają. Dlaczego? Bo margines wciąż jest mały, a stawka ogromna.

Od wyborów w USA minęło kilka dni, licznie głosów trwa, Biden wciąż ma zapewnione 253 głosy elektorskie, a Trump ma ich 213. W kilku kluczowych stanach nie ma jeszcze całkowitych wyników i żadne z największych mediów nie zdecydowało się w nich ogłosić zwycięzcy (z wyjątkiem Arizony, gdzie Fox News prognozował wygraną Trumpa już w wieczór wyborczy). Jednak trendy są dla Bidena pozytywne. 

Jego przewaga w Arizonie topnieje, ale wg CNN nie w takim tempie, by prawdopodobne było zwycięstwo Trumpa w tym stanie. W innym "czerwonym" stanie, Georgii, Biden ma już ponad 7 tys. głosów przewagi (choć ma tam dojść do ponownego przeliczenia głosów). W Newadzie prowadzenie Bidena zdaje się stabilne, z kolei w Karolinie Północnej stabilną przewagę zachowuje Trump. 

Wyniki z tych stanów mają jednak dla Bidena mniejsze znaczenie, niż Pensylwania. Jeśli były wiceprezydent zwycięży w Pensylwanii, na którą przypada aż 20 głosów elektorskich, będzie miał 273 głosy i tym samym zostanie zwycięzcą wyborów. W tym stanie trend jest dla niego bardzo dobry, o czym komentatorzy mówili od początku (i co przewidywano nawet przed wyborami). Biden zachęcał swoich zwolenników do głosowania korespondencyjnego ze względu na epidemię; Trump przeciwnie, podważał wiarygodność takiego głosownia.

Tymczasem zgodnie z prawem stanowym głosy korespondencyjne nie mogły być liczone przed zakończeniem głosowania. Najpierw zliczono więc te oddane w lokalach - głównie przez zwolenników Trumpa, a później te nadesłane pocztą (ze zdecydowanym poparciem dla Bidena). W wieczór wyborczy prezydent miał przewagę setek tysięcy głosów, ale wraz z liczeniem ta topniała i wg danych na sobotę rano czasu polskiego Biden ma 28 tys. głosów przewagi i ta wciąć rośnie. 

Jednak pomimo tej sytuacji żadne z dużych mediów nie ogłosiło jeszcze, iż prognozuje zwycięstwo Bidena w Pensylwanii, a więc i w całych wyborach. Dlaczego?

Media obawiają się błędnej prognozy

Vox.com opisuje, że choć wg części ekspertów wynik Pensylwanii jest już "oczywisty" i jest "mało powodów, by sądzić" iż może się one jeszcze zmienić na korzyść Trumpa, to największe media nie chcą ogłosić prognozy bez całkowitej pewności. 

Serwis zwraca uwagę, że choć margines powiększa się na korzyść byłego wiceprezydenta, to wciąż pozostaje relatywnie niewielki. Redakcje mogą zwyczajnie obawiać się podania prognozy, która oznaczałaby jednocześnie ogłoszenie Bidena zwycięzcą całych wyborów, jeśli jest choćby mała szansa, iż taka prognoza może być błędna. Fox News szybko ogłosił wygraną Bidena w Arizonie i od tego czasu jego przewaga tam topnieje (choć prognoza wciąż może okazać się trafna).  

Ponadto wg niektórych dziennikarzy są jeszcze teoretycznie możliwe scenariusze, w których Trump odzyskuje przewagę w Pensylwanii. Steve Kornacki z MSNBC mówił na antenie, że poza zliczanymi głosami korespondencyjnymi w stanie jest jeszcze ok. 100 tys. tymczasowo wstrzymanych głosów. Chodzi o głosy, które mogą budzić wątpliwości co do tego, czy oddająca je osoba rzeczywiście jest uprawniona do głosowania. 100 tys. głosów to liczba, która teoretycznie mogłaby zmienić wynik w Pensylwanii. To może być jednym z powodów ostrożności mediów.

Jednak aby tak się stało, te głosy musiałyby w przeważającej części być oddane na Trumpa. Tymczasem wg Vox.com nie ma powodów, by sądzić, że tak właśnie jest. Ponadto część z nich może zostać w ogóle nie uznana. Zatem choć zwrot akcji jest jeszcze teoretycznie możliwy, to ogłoszenie Bidena zwycięzcą w Pensylwanii - i w całych Stanach Zjednoczonych - wydaje się kwestią czasu.

Więcej o: