Biden coraz bliżej zwycięstwa. "Czekamy na ostateczne wyniki, ale nie siedzimy z założonymi rękami"

Głosy w kluczowych stanach wciąż są liczone, ale Joe Biden jest coraz bliżej wygranej w wyborach prezydenckich. - Czekamy na ostateczny wynik, ale nie siedzimy z założonymi rękami - powiedział były wiceprezydent i wyjaśnił, że razem z Kamalą Harris odbył spotkania z ekspertami ds. gospodarki i koronawirusa.

Joe Biden wystąpił wieczorem w swoim rodzinnym Wilmington. - Nie ma jeszcze ostatecznych wyników, ale liczby wskazują jasno - wygramy ten wyścig - powiedział i dodał, że spodziewa się około 300 głosów elektorskich. - Będziemy pierwszymi Demokratami, którzy wygrają w Arizonie od 24 lat i w Georgii od 28 lat. Odbudowaliśmy niebieską ścianę - stwierdził.

Zobacz wideo Kiedy poznamy wyniki wyborów w USA? Komentuje szefowa misji OBWE

Były wiceprezydent uspokajał wszystkich tych, którzy z niecierpliwością oczekują na wyniki w kluczowych stanach. - Wiem, że oglądanie obliczeń może być otępiające. Ale te numery symbolizują wyborców. To nie tylko liczby, ale głosy tych, którzy wykorzystali swoje fundamentalne prawo, by zostać wysłuchanym (...). Największa liczba Amerykanów - wszystkich ras, twarzy, religii - wybrała zmianę i dają nam mandat, by działać - mówił, nawiązując do tego, że w tych wyborach wzięła udział rekordowa liczba ludzi. 

Biden i Harris "nie siedzą z założonymi rękami"

Biden mówił też krótko o pandemii koronawirusa, która zbiera żniwo w Stanach. Zapewnił, że od pierwszego dnia prezydentury będzie zajmował się walką z COVID-19. Jednocześnie dodał, że "nigdy nie był tak optymistycznie nastawiony jeśli chodzi o przyszłość kraju". - Czekamy na ostateczny wynik, ale nie siedzimy z założonymi rękami - powiedział i wyjaśnił, że razem z Kamalą Harris odbył spotkania z ekspertami ds. gospodarki i koronawirusa. - Nie przywrócimy życia tym, którzy je stracili, ale możemy ocalić jeszcze wielu ludzi - mówił.

Były wiceprezydent wypowiadał się w koncyliacyjnym tonie. - Jesteśmy konkurentami, ale nie wrogami - mówił o Donaldzie Trumpie. Zapewnił, że będzie robił wszystko, by zjednoczyć naród i będzie pracował tak samo ciężko na rzecz tych, którzy na niego głosowali, jak i tych, którzy nie oddali na niego głosu.

Biden o krok od wygrania w Pensylwanii 

W najważniejszych stanach Joe Biden prowadzi w liczbie głosów. W Pensylwanii ma przewagę 28 833 głosów nad Donaldem Trumpem, w Arizonie - 29 361 głosami, w Nevadzie 22 657 głosami, a w Georgii tylko 4 395 głosami i prawdopodobnie w tym ostatnim stanie dojdzie do ponownego liczenia głosów. 

Niezmiennie od kilku dni Biden ma zapewnione 253 głosy elektorskie, a Trump ma ich 213. Jeśli były wiceprezydent zwycięży w Pensylwanii, na którą przypada aż 20 głosów elektorskich, Biden będzie miał 273 głosy i tym samym zostanie zwycięzcą wyborów. 

Czy Donald Trump sam ustąpi z urzędu?

Współpracownicy Donalda Trumpa mówią, że nie jest on na razie gotów do uznania porażki. Amerykański prezydent zmienił jednak ton swoich wpisów na Twitterze, być może dlatego, że wcześniejsze wpisy były przez serwis uznawane za kłamliwe. Wczoraj nie mówił już o oszustwie wyborczym na masową skalę. Twierdził, że sposób liczenia głosów budzi poważne wątpliwości (nie przedstawił jednak dowodów) i zapowiadał dalsze działania prawne. Dotychczasowe pozwy sądowe złożone przez jego sztab nie przyniosły znaczących zmian w liczeniu głosów i nie miały żadnego wpływu na wyniki. W wielu amerykańskich miastach odbywały się wczoraj manifestacje zwolenników obu kandydatów. Miały one pokojowy przebieg.