Wybory w USA. Biden coraz bliżej wygranej w Pensylwanii. Jeśli odbierze ten stan, wygra

Były wiceprezydent Joe Biden jest coraz bliżej wygranej w Pensylwanii, która może przesądzić o jego zwycięstwie wyborach prezydenckich w Stanach Zjednoczonych. Kandydat demokratów apeluje do swoich zwolenników o spokój i cierpliwość. Tymczasem Donald Trump zapowiada kolejne pozwy sądowe i sugeruje oszustwa wyborcze.

Joe Biden ma w tej chwili 253 głosy elektorskie. Dzięki Pensylwanii, dysponującej dwudziestoma głosami, były wiceprezydent przekroczyłby granicę 270 głosów elektorskich wymaganych do zwycięstwa w wyborach. Joe Biden ma na to dużą szansę, ponieważ głosy, które pozostały do przeliczenia w tym stanie, są głosami korespondencyjnymi, które w zdecydowanej większości przesyłali demokraci. Były wiceprezydent może też wygrać w Nevadzie, Arizonie i Georgii.

Trump: Jeśli policzymy legalne głosy, to wygrywam

Prezydent Donald Trump podczas konferencji prasowej w Białym Domu powtórzył swoje twierdzenie, że stał się ofiarą oszustwa. - Jeśli policzymy legalne głosy, to wygrywam z łatwością. Jeśli policzymy głosy nielegalne, to będą próbowali ukraść nam te wybory - mówił prezydent USA. Jego sztab nie przedstawił jak dotąd dowodów manipulacji wyborczych na masową skalę, które mogłyby mieć istotny wpływ na wyniki głosowania.

- Chcą ukraść wybory, chcą sfałszować wybory, nie możemy na to pozwolić - stwierdził. - Myślimy, że wygramy te wybory z łatwością. Myślimy, że będzie wiele walki w sądach, bo mamy tyle dowodów, tyle świadectw i prawdopodobnie pójdziemy do najwyższego sądu w kraju - zapowiedział, jednak nie przedstawił żadnych dowodów w sprawie. 

Jak dowiaduje się ABC News, w czwartkowy wieczór doradcy prezydenta bardzo obawiali się, że Joe Biden wystąpi na konferencji. Nie bali się jednak tego, co powie, a tego, że w ogóle się pojawi, bo wówczas ich szef również będzie chciał wystąpić. Źródła stacji twierdzą, że niektórzy członkowie sztabu nie chcieli oglądać wieczornego wystąpienia Trumpa, bo wiedzieli, że będzie złe.

Prawnicy Donalda Trumpa przegrali wczoraj dwa wyborcze procesy. Sąd w Michigan nie zgodził się na przerwanie liczenia głosów, a sąd w Georgii odrzucił twierdzenia sztabu Donalda Trump o 53 głosach oddanych bezprawnie. Prezydent USA zapowiada kolejne pozwy sądowe. 

Trump deklaruje, że chce dotrzeć do Sądu Najwyższego (prawdopodobnie dlatego, że obsadził go swoimi ludźmi), ale jak dotąd jego prawnicy nie znaleźli na to sposobu i przegrywają sprawy w sądach niższych instancji. Pozew, który napisał zespół Rudiego Giulianiego, prywatnego prawnika Trumpa i byłego burmistrza Nowego Jorku, miał zostać odrzucony jako bezsensowny.

Zobacz wideo Co dla klimatu może zrobić Biden, jeśli zostanie prezydentem?