Dwa dni do wyborów w USA. Witryny sklepowe zabijane deskami w obawie przed zamieszkami. "Surrealistyczne"

Ponad połowa Amerykanów obawia się wzrostu przemocy po wtorkowych wyborach prezydenckich. Donald Trump zapowiadał, że może nie uznać ich wyniku w razie porażki. W największych miastach niektórzy przedsiębiorcy obawiają się zamieszek i zabezpieczają witryny płytami ze sklejki. "Centrum Waszyngtonu wygląda surrealistycznie" - relacjonuje jeden z dziennikarzy.
Zobacz wideo Czy Trump może nie uznać wyniku wyborów?

We wtorek Amerykanie zdecydują, czy na kolejne cztery lata prezydentem pozostanie Donald Trump, czy zastąpi go były wiceprezydent i kandydat Demokratów - Joe Biden. Ogromna część wyborców już podjęła decyzję - 90 mln osób oddało głosy dzięki możliwości głosowania z wyprzedzeniem lub korespondencyjnego (to dwie trzecie wszystkich głosów oddanych w 2016 roku).

W ostatnich dniach kampanii sondaże pokazują, że zwycięstwo Bidena jest znacznie bardziej prawdopodobne. Wg portalu FiveThirtyEight Trump ma jedynie 10 proc. na wygraną. Jednak także cztery lata temu analitycy dawali Trumpowi mniejsze szanse na wygraną niż jego konkurentce Hillary Clinton (choć różnica była mniejsza niż w tym roku).

Pomimo wcześniejszego głosowania - a czasem z jego powodu, ponieważ część głosów korespondencyjnych może dojść po 3 listopada - w nocy z wtorku na środę możemy nie dowiedzieć się z całą pewnością, który z kandydatów zwyciężył w wyborach. Wgrana i jednego, i drugiego - a tym bardziej niepewność co do wyniku - może oznaczać protesty. Istnieją obawy, że zamienią się w zamieszki.

Na taką ewentualność przygotowują się przedsiębiorstwa w Waszyngtonie i innych miastach. Niektóre sklepy i restauracje zakrywają szyby płytami ze sklejki, by uniknąć strat w razie wybuchu przemocy. "Centrum Waszyngtonu wygląda surrealistycznie. Większość witryn jest zabezpieczona deskami, a dwie ulice od Białego Domu są ustawione barykady z wielkich betonowych bloków" - napisał dziennikarz Matt Ford.

Nie wiadomo, czy Donald Trump uzna wynik wyborów, jeśli przegra

Portal NBC News przypomniał, że w kampanii wyborczej prezydent Trump wielokrotnie sugerował, że może nie zgodzić się na pokojowe przekazanie władzy w razie przegranej w wyborach. - Zobaczymy - powtarzał. Sugerował także, że druga strona może dopuścić się "masowego fałszowania" wyborów, nie przedstawiając żadnych dowodów. Podburzał też nieufność do głosowania korespondencyjnego, które stało się o wiele popularniejsze ze względu na epidemię. 

W mediach pojawiały się spekulacje, że Trump może próbować podważyć wynik wyborów np. przez nieuznanie głosów oddanych korespondencyjnie. Ponadto przedłużające się ponowne przeliczane głosów - jeśli będzie o nie wnioskował - może sprawić, że przekroczone zostaną ustawowe terminy i - zamiast obywateli - o przydziale głosów elektorskich zdecydują parlamenty stanowe (a w niektórych z kluczowych stanów są one w rękach Republikanów). Możliwe jest także, że Trump szybko ogłosi zwycięstwo w wieczór wyborczy, gdy w rzeczywistości nie będzie jeszcze wiadomo, kto wygrał - i gdy później okaże się, że poniósł porażkę, nie będzie chciał uznać wyniku. 

Wg ekspertów cytowanych przez portal Radia NPR obecne napięcie, spory i brak zaufania w USA to "toksyczna mikstura" i warunki sprzyjają konfliktowi, a nawet przemocy. Eksperci obawiają się właśnie scenariusza, w którym w wieczór wyborczy nie da się jednoznacznie stwierdzić, kto wygrał i obie strony wyjdą na ulice w ramach protestu. NPR zwraca uwagę, że tegoroczne wybory obserwują organizacje zajmujące się prawami człowieka i rozwiązywaniem konfliktów, które zazwyczaj monitorują wybory w bardzo młodych demokracjach czy krajach z problemem przemocy na tle religijnym lub etnicznym. 

Według sondażu YouGov 56 proc. Amerykanów obawia się wzrostu przemocy po wyborach. Sieć supermarketów Walmart na okres okołowyborczy usunęła z półek sklepowych broń i amunicję (choć nadal są one w sprzedaży).