Wielkie kopuły światła nad ZSRR. Tajemnicze zjawisko, którego wojsko USA nie wyjaśniło [TAKA CIEKAWOSTKA]

Na początku na horyzoncie pojawiała się niewielka świetlista kopuła, która zaczynała gwałtownie rosnąć. Po kilku minutach była tak wielka, że przysłaniała pilotom amerykańskich samolotów zwiadowczych cały horyzont. Zjawisko zaobserwowano wiele razy w latach 80. Nigdy nie zostało wyjaśnione.
Zauważyliśmy coś, co wyglądało jak przeświecająca, mleczno-biała ściana światła, poruszająca się z głębi ZSRR w kierunku Pacyfiku. Zasłaniała całe niebo, sięgając od ziemi tak wysoko, że przez okna w kokpicie nie mogliśmy zobaczyć jej górnej krawędzi. Poruszała się bardzo szybko, znacznie szybciej niż samoloty i gwałtownie się do nas zbliżała. W końcu przecięła nasz kurs i podążyła dalej na wschód, zostawiając za sobą ciemne nocne niebo.

Tak swoje spotkanie z niewytłumaczonym zjawiskiem opisywał Robert Hopkins, amerykański pilot wojskowy. Swoje wspomnienia wydał w formie książki "The Boeing KC-135 Stratotanker: More Than a Tanker". Hopkins większość swojej kariery spędził za sterami latających cystern KC-135, ale też ich znacznie rzadszej wersji, samolotów zwiadowczych RC-135S Cobra Ball. Były to maszyny specjalnie zmodyfikowane do śledzenia prób radzieckich rakiet. Lecąc w pobliżu granicy, mogły z bezpiecznego dystansu zbierać wiele cennych informacji, korzystając z rozbudowanego zestawu czujników.

Raport bez wytłumaczenia

Bazując na informacjach z innych źródeł, na przykład satelitów, czy oficjalnych radzieckich komunikatów, Amerykanie wiedzieli, kiedy można się spodziewać próbnych startów. Wysyłano wówczas w powietrze RC-135, które na zmianę krążyły w pobliżu granic ZSRR. Głównie w Arktyce i w pobliżu Kamczatki. Ich załogi miały idealne warunki, żeby obserwować dziwne zjawiska nad wrogim mocarstwem.

Dotychczas jedyną szczegółową informację na temat kopuł światła stanowiły wspomnienia Hopkinsa. Teraz portal "The Drive" opublikował poświęcony temu zjawisku oficjalny dokument lotnictwa wojskowego USA - USAF. To raport z 1986 roku przygotowany przez analityków z Oddziału ds. Obcej Techniki (FTD - wywiad techniczny lotnictwa USA). Jest mocno ocenzurowany, ale jasno z niego wynika, że nie tylko Hopkins i jego załoga były świadkami dziwnego zjawiska. Widzieli je także inni lotnicy oraz mieszkańcy krajów graniczących z ZSRR.

Relacje się różnią, jednak większość opisuje zjawisko jako małą białą kulę na horyzoncie, która rozrasta się z jednakową prędkością w górę i na boki, utrzymując swój kształt. Początkowo jest nieprzeźroczysta, ale wraz z powiększaniem się, staje się coraz bardziej przeźroczysta. Kiedy po pewnym czasie zaczyna zanikać, najdłużej zostaje jasna otoczka, formująca coś na kształt tęczy.

Piloci donosili, że po osiągnięciu pełnych rozmiarów kopuły są ogromne, zapełniając ponad połowę nieboskłonu. Wyliczono, że mogą być szerokie na około 1,9 tysiąca kilometrów i wysokie na tysiąc. W większości wypadków zjawisko trwa około 20 minut, jednak zdarzały się przypadki, kiedy było to nawet sto minut. Praktycznie wszystkie obserwacje zostały dokonane w nocy lub świtem.

- Do chwili obecnej nie ma żadnego zadowalającego wytłumaczenia tych zjawisk - stwierdzono w raporcie.

Może efekt startu rakiety, może eksperymenty...

Analitycy stwierdzili, że praktycznie wszystkie obserwowane kopuły światła pojawiły się w czasie, kiedy radzieckie wojsko odpalało rakiety balistyczne pośredniego zasięgu RSD-20 Pionier (według oznaczenia NATO SS-20 Saber). Jednak nie każde odpalenie takiej rakiety oznaczało powstanie tego zjawiska. Co więcej, czasem kopuła pojawiała się przed startem RSD-10, czasem po. Między innymi z tego powodu odrzucono teorię, że zjawisko jest efektem działania silników rakiety, albo wypuszczenia do górnych partii atmosfery resztek paliwa. Jest faktem, że w odpowiednich warunkach stary rakiet i ich lot mogą tworzyć imponujące pokazy światła na granicy atmosfery i kosmosu. Stwierdzono jednak, że w tym przypadku to nie to.

Poważnie zastanawiano się również nad teorią, że kopuły światła są jakiegoś rodzaju eksperymentem polegającym na wywołaniu chmury jonowej na dużej wysokości. Mogłyby służyć do symulowania efektów ataku jądrowego i testów łączności na wypadek III wojny światowej. Tę teorię również jednak odrzucono, ponieważ zaobserwowane kopuły światła były znacznie większe i szybciej się poruszały, niż powinny być w stanie zjawiska wywołane przez promieniowanie jonizujące.

Kolejne potencjalne wytłumaczenie zostało ocenzurowane. W dokumencie zostało jedynie urwane zdanie: "Drugie wytłu-". Po kilku zamazanych liniach tekstu jest jednak przywołana jawna publikacja radzieckiego naukowca, który w opracował modele matematyczne opisujące zachowanie chmury etylowej, uwolnionej już za granicą kosmosu, na 120 kilometrach. Praca zawierała stwierdzenie, że w 1974 roku przeprowadzono "prototyp eksperymentu". Amerykanie stwierdzili jednak, że nie ma śladu w radzieckich źródłach, po co właściwie miałby zostać przeprowadzony tego rodzaju eksperyment w pełnej skali.

Więcej potencjalnych wytłumaczeń nie ma w odtajnionej części dokumentu. Pada jedynie stwierdzenie, że dzięki nowym obserwacjom uzyskano znacznie bardziej szczegółową wiedzę na temat zagadkowych kopuł światła. Zaznaczono, że niezwykle cenne byłoby wykonanie badania spektroskopem. Dalsza część raportu jest jednak ocenzurowana. Nie wspomniano o żadnych zdjęciach, czy nagraniach zjawiska.

Radziecka superbroń?

Portal "The Drive" uzyskał jeszcze jeden dokument FTD, datowany na 1990 rok. Jest praktycznie całkowicie ocenzurowany. Jedyne, co z niego można wywnioskować, to że kopuły światła były też w jakiś sposób związane z rakietami międzykontynentalnym RT-2 Topol (SS-25 Sickle). Testowano je intensywnie w połowie lat 80. Można przeczytać urwane zdanie "... przy różnych okazjach, podczas wznoszenia w aktywnej fazie lotu". Później pada stwierdzenie, że wielu badaczy starało się w jakiś sposób wytłumaczyć ten "fenomen", ale nikt nie zrobił tego w sposób przekonujący.

Kwestia tajemniczych kopuł światła nad ZSRR została raz, bardzo zdawkowo, publicznie poruszona w USA w 1988 roku. Stało się to podczas dyskusji w Kongresie nad zasadnością ratyfikacji traktatu INF. Zakładał on między innymi zniszczenie przez sowieckie wojsko rakiet RSD-20 Pionier. Część mogła zostać odpalona i w ten sposób zniszczona. W krótkim czasie miało więc miejsce wiele startów RSD-20, które pilnie obserwowały między innymi wspomniane samoloty RC-135 Cobra Ball. To właśnie przy takiej okazji Hopkins zaobserwował kopułę światła w 1988 roku.

Podczas wspomnianych przesłuchań jeden z polityków przeciwnych ratyfikacji traktatu twierdził, że ZSRR oszukuje USA i trzyma w ukryciu co najmniej kilkaset RSD-20. Jednym z ich zastosowań miałoby być tworzenie kopuł światła. Miałyby one zakłócać amerykańskie systemy zwiadowcze i maskować masowy start innych rakiet do zaskakującego uderzenia jądrowego na USA. Takie użycie RSD-20 miało być już "przetestowane". Polityk nie podał jednak żadnych bardziej szczegółowych informacji.

Ujawniony teraz dokument wywiadu z 1990 roku wydaje się jednak przeczyć twierdzeniom wygłaszanym dwa lata wcześniej w Kongresie. Kopuły światła nad ZSRR pozostają zagadką bez przekonującego wyjaśnienia.

Link do dokumentów odtajnionych na wniosek "The Drive"

Zobacz wideo