Komisja Europejska komentuje orzeczenie TK. "UE nie ma kompetencji ws. prawa do aborcji"

Rzecznik Komisji Europejskiej odniósł się do czwartkowego orzeczenia polskiego Trybunału Konstytucyjnego ws. aborcji. - Legislacja w tym obszarze należy do państw członkowskich - powiedział. Podreślił jednak, że KE ma obawy dotyczące niezależności i legitymacji TK.
Zobacz wideo Sejm zajmie się projektem ustawy zaostrzającej prawo aborcyjne

- Zgodnie z traktatami UE nie ma kompetencji ws. prawa do aborcji. Legislacja w tym obszarze należy do państw członkowskich - powiedział w piątek rzecznik Komisji Europejskiej Christian Wigand, cytowany przez PAP.

Jednocześnie Wigand dodał, że Komisja Europejska wciąż ma obawy dotyczące niezależności i legitymacji Trybunału Konstytucyjnego w Polsce, czego wyrazem jest trwająca procedura art. 7. Pod koniec września KE uznała, że nie ma warunków do zakończenia procedury na podstawie art. 7 i że będzie ona kontynuowana.

Wcześniej głos w sprawie zabrała też m.in. Komisarz Praw Człowieka przy Radzie Europy, Dunja Mijatović. "Usuwanie podstawy dla niemal wszystkich legalnych aborcji w Polsce jest równoznaczne z łamaniem i pogwałceniem praw człowieka. Dzisiejszy wyrok Trybunału Konstytucyjnego oznacza podziemie aborcyjne i wyjazdy za granicę dla tych, których na to stać i jeszcze większe męki dla wszystkich pozostałych. To smutny dzień dla praw kobiet" - napisała na Twitterze.

TK ws. aborcji: Niezgodna z konstytucją

Słowa Christiana Wiganda są reakcją na czwartkowe orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, który stwierdził, że aborcja w przypadku ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu lub jego nieuleczalnej choroby zagrażającej życiu jest niezgodna z konstytucją. Wniosek w tej sprawie złożyła w 2019 roku grupa ponad stu posłów PiS, PSL-Kukiz'15 oraz Konfederacji.

Trybunał analizował przepisy ustawy z 1993 roku, o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży. Wypracowany 27 lat temu kompromis pozwalał na przerwanie ciąży w trzech przypadkach: gdy ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety ciężarne; gdy ciąża jest wynikiem czynu zabronionego oraz gdy badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu.

Ta ostatnia możliwość po opublikowaniu orzeczenia TK w Dzienniku Ustaw przestanie być zgodna z prawem, a przynajmniej do czasu utraty władzy przez PiS. Takie zdanie wyraził m.in, prof. Andrzej Zoll, prezes TK w latach 1993-1997, prywatnie zwolennik tego rozwiązania, który uważa, że czwartkowe orzeczenie TK jest "pozbawione podstawy konstytucyjnej", bo "prezes Przyłębska została wybrana przez prezydenta Dudę niezgodnie z konstytucją" i "orzekają w nim też tzw. dublerzy, którzy nie mają do tego prawa".

Orzeczenie TK ws. aborcji. Dwóch sędziów złożyło zdanie odrębne

Czwartkowe orzeczenie TK nie zapadło jednomyślnie. Zdania odrębne złożyło dwóch sędziów: Piotr Pszczółkowski oraz Leon Kieres.

"Ta kobieta też ma pełne prawo domagać się od państwa ochrony zdrowia, nie może być uprzedmiotowiona, traktowana jako środek do realizacji konstytucyjnej roli rodziny. Godność kobiety nie jest mniej doniosła niż ochrona życia poczętego. Zaś wymaganie od kobiet postaw heroicznych jest niegodziwe w potocznym tego słowa znaczeniu" - napisał sędzia Pszczółkowski.

- Rota ślubowania, jaką składałem obejmując funkcję w TK nie pozwala mi poprzeć dzisiejszego rozstrzygnięcia (...). W Sejmie od trzech lat trwają prace nad całkowitym zakazem aborcji. Posłowie mogli tę sprawę rozstrzygnąć, jednak woleli oddać decyzję w ręce Trybunału. To jest próba uniknięcia odpowiedzialności politycznej (...). Tu mamy pominięcie procesu legislacyjnego. To można ocenić nawet jako obejście lub naruszenie prawa - stwierdził z kolei Leon Kieres. jedyny sędzia TK, który został wybrany zanim PiS doszło do władzy.