Miliardy strat, ataki na igrzyska i wspieranie prawicy. USA oskarżają hakerów rosyjskiego wojska

Ma to być dobitny sygnał dla całego świata, że Rosjanie nie mają najmniejszego zamiaru grać czysto w cyberprzestrzeni. Amerykanie oskarżyli sześciu oficerów rosyjskiego wywiadu wojskowego GRU, którym zarzucają liczne ataki hakerskie. - Nikt inny nie prowadzi działań w cyberprzestrzeni tak zjadliwie i nieodpowiedzialnie jak Rosja - stwierdził John Demers, zastępca prokuratora generalnego USA.

Amerykanie w swoim akcie oskarżenia opublikowali zdjęcia oraz imiona i nazwiska rosyjskich wojskowych. Wszyscy mają służyć w jednostce wojskowej 74455, wchodzącej w skład GRU. W świecie wirtualnym mają być bardziej znani jako Sandworm Team, Telebots, Voodoo Bear czy Iron Viking. Zostali oskarżeni o szereg cyberprzestępstw, które miały miejsce od 2015, do 2019 roku.

- Ich ataki były połączeniem dojrzałości emocjonalnej rozhisteryzowanego dziecka i możliwości mocarstwa - stwierdził Demers. Według niego, Rosjanie jak nikt inny, podczas swoich ataków nie mają problemu z  powodowaniem rozległych dodatkowych szkód, jeśli ma im to przynieść choćby drobną korzyść, albo robią to wręcz na złość.

Rozległy front działań

Oskarżeni to Jurij Andrienko (32 lata), Sergiej Detistow (35 lat), Pawel Frolow (28 lat), Anatolij Kowalew (29 lat), Artem Ocziczenko (27 lat) i Petr Pliskin (32 lata). Wszystkim przedstawiono po siedem tych samych zarzutów. Zgodnie z amerykańskim prawem grozi im wieloletnie więzienie. Oczywiście jest mało prawdopodobne, aby faktycznie zostali osądzeni i skazani. Amerykanie, organizując tego rodzaju publiczne stawianie zarzutów, mają na celu jak najskuteczniej przekazywać światowej opinii publicznej informacje o tym, co według nich Rosjanie robią w sieci.

Sześciu oskarżonych Rosjan ma odpowiadać między innymi za stworzenie szeregu wirusów, używanych do rozlicznych ataków. Między innymi na ukraińską infrastrukturę krytyczną w 2015 roku, przy pomocy wirusów o takich wdzięcznych nazwach jak BlackEnergy, Industroyer i KillDisk. Ich użycie doprowadziło do przerw w dostawach prądu na dużych obszarach i zniszczeniu danych na komputerach ministerstwa finansów oraz służby skarbowej.

Podczas kampanii przed wyborami prezydenckimi we Francji w 2017 roku, mieli prowadzić i koordynować akcję kradzieży danych z komputerów kampanii wyborczej Emmanuela Macrona. Część z nich została następnie ujawniona, z intencją wsparcia jego rywalki, przedstawicielki prawicy, Marine LePen.

Również w 2017 roku przy użyciu wirusa NotPetya przeprowadzili szereg ataków na instytucje, firmy oraz infrastrukturę na całym świecie. Według Amerykanów szereg ich firm, w tym sieć szpitali Heritage Valley, poniosła straty sięgającej miliarda dolarów. Na całym świecie miały one sięgnąć nawet dziesięciu miliardów. Między innymi wielka firma transportowa Maersk, miała stracić do 300 milionów dolarów, z powodu uszkodzeń jej sieci informatycznej.

Na przełomie roku 2017 i 2018 celem miały być Igrzyska Zimowe w Korei Południowej, z których wykluczono rosyjską reprezentację w związku z aferą dopingową. W zemście Rosjanie mieli opracować wirusa OlympicDestroyer, który w dniu otwarcia igrzysk spowodował zawieszenie ich oficjalnej strony, powodując ogromne problemy z drukowaniem biletów, oraz doprowadził do wyłączenia sieci WiFi na stadionach. Do tego Rosjanie mieli przeprowadzić masową akcję prób włamywania się i kradzieży danych z telefonów sportowców i oficjeli, biorących udział w zawodach.

W 2018 roku oficerowie GRU mieli przeprowadzić atak na organizacje i osoby zaangażowane w badanie otrucia Siergieja Skripala oraz jego córki. W tym samym roku mieli przeprowadzić szereg ataków na gruzińskie media i strony różnych gruzińskich urzędów oraz instytucji.

Dodatkowo Kowalew jest już poszukiwany i oskarżony o udział w kampanii, mającej na celu zakłócenie przebiegu amerykańskich wyborów prezydenckich w 2016 roku.

Więcej szczegółów można przeczytać w oficjalnym akcie oskarżenia umieszczonym w sieci przez Departament Sprawiedliwości. Śledztwo trwało dwa lata. Amerykańskiemu wymiarowi sprawiedliwości pomogło szereg firm prywatnych.

Rosjanie mają grać bardzo nieczysto

Podczas konferencji prasowej towarzyszącej ujawnieniu aktu oskarżenia, Demers podkreślał, że ma on na celu uświadomić światu, co Rosjanie robią w cyberprzestrzeni. Odniósł się zwłaszcza do apelu Władimira Putina, umieszczonego 25 września na stronach Kremla. Rosyjski prezydent apelował w nim do władz USA, aby zagwarantować wzajemnie nieingerowanie w wybory i ustanowienie norm działania w cyberprzestrzeni. Ogólnie zaapelował też o utworzenie tego rodzaju norm dla wszystkich "zaawansowanych technologicznie państw".

- Nikt inny nie prowadzi działań w cyberprzestrzeni tak zjadliwie i nieodpowiedzialnie jak Rosja. Bezmyślnie powodując bezprecedensowe straty, w imię drobnych korzyści czy po prostu ze zwykłej złośliwości - stwierdził Demers. - To oskarżenie w sposób jasny pokazuje, że Rosjanie używają swoich możliwości do destabilizacji innych państw i wpływania na ich politykę oraz gospodarkę. Na tym tle widać, że propozycje Putina to nic innego jak nieszczera retoryka, cyniczna i tania propaganda - dodał.

W podobnym tonie wypowiedział się obecny na sali demokratyczny kongresmen Jim Langevin. - Świat musi zrozumieć, że Rosja nie jest zainteresowana promowaniem stabilności w cyberprzestrzeni. Należy to brać pod uwagę, kiedy Rosjanie udają, że szczerze chcą coś negocjować w tym zakresie - stwierdził polityk.

Kampania odstraszająca przed wyborami

Demers nie ukrywał, że ogłoszenie oskarżenia akurat teraz, jest elementem kampanii mającej na celu odstraszyć Rosjan od prób ingerencji w przebieg nadchodzącego głosowania na prezydenta. Odbędzie się ono w USA za mniej niż dwa tygodnie. Pisaliśmy już wcześniej między innymi o tym, że amerykańskie wojsko i firmy prywatne, niezależnie od siebie przeprowadziły w ciągu ostatniego miesiąca ataki na rosyjskich cyberprzestępców. Ich celem było osłabienie ich możliwości oraz wysłanie wyraźnego przesłania Rosjanom. Nie ma bowiem większych wątpliwości co do tego, że służby wykorzystują do swoich celów cyberprzestępców.

Według zastępcy prokuratora generalnego, jak na razie amerykańskie służby nie wykryły prób ingerowania w przebieg wyborów. - Amerykanie mogą być pewni, że kiedy oddadzą głos na jakiegoś kandydata, to zostanie on tak policzony - stwierdził.

Zobacz wideo