W pandemii pierwszy raz od lat przybywa ludzi w skrajnej biedzie. Rośnie też majątek miliarderów

Po raz pierwszy od 22 lat liczba ludzi żyjących poniżej granicy ekstremalnej biedy wzrośnie - do przyszłego roku może być ich 150 mln. W tym samym czasie rośnie też liczba miliarderów, a ich majątek puchnie. Wzrost ubóstwa i skutki zmian klimatu potęgują też zagrożenie głodem. Bezpieczeństwo żywnościowe jest narażone nie tylko na globalnym Południu, ale też w Polsce.
Zobacz wideo Thun: Polacy chcą praworządności i ochrony środowiska, ale nasz rząd za mało współpracuje

Pandemia koronawirusa dotyka miliony ludzi nie tylko bezpośrednio - zagrażając ich życiu i zdrowiu - ale też pośrednio, przyczyniając się do wzrostu ubóstwa i głodu. W obchodzone 16 i 17 października Światowy Dzień Żywności i Międzynarodowy Dzień Walki z Ubóstwem organizacje pozarządowe biją na alarm. 

Według danych opublikowanych na początku października przez Bank Światowy, liczba osób żyjących w skrajnym ubóstwie wzrośnie do 2021 roku o nawet 115 mln ludzi, do 150 mln. Wg definicji Banku Światowego "ekstremalne ubóstwo" oznacza życie za mniej niż 1,9 dolara dziennie (7,3 złotego). Będzie to pierwszy wzrost liczby ludzi w ekstremalnej biedzie od 1998 roku. W prognozach sprzed pandemii przewidywano dalszy spadek tej liczby o blisko 8 proc. 

Tymczasem - zwraca uwagę BBC - w tym samym czasie fortuny miliarderów wzrastają na nowy, rekordowy poziom. Od kwietnia do lipca majątki najbogatszych ludzi na świecie wzrosły o 27,5 proc, do 10,2 bilionów dolarów (to np. 13 razy więcej, niż liczący 750 miliardów euro fundusz odbudowa gospodarki UE po pandemii). Zwiększyła się też liczba miliarderów - obecnie jest ich na świecie 2189.

Pandemia odbiera źródło utrzymania

Skutki epidemii i obostrzeń uderzają szczególnie w krajach o i tak średnim lub niskim dochodzie. Program Rozwojowy ONZ opisuje, że w takich państwach duża część społeczeństwa utrzymuje się dzięki dochodom z drobnego, nieformalnego handlu. Wraz z obostrzeniami epidemicznymi zostają pozbawieni możliwości zarobienia na utrzymanie i popadają w biedę. 

Jak rozwiązanie Program Rozwojowy proponuje wprowadzenie tymczasowego dochodu podstawowego dla 2,7 miliarda ludzi żyjących poniżej granicy ubóstwa lub niewiele powyżej. To miałoby pomóc nie tylko w walce z biedą, ale też samą epidemią: mają zapewnione minimum utrzymania ludzie mogliby ograniczyć swoje kontakty np. z pracy dorywczej i nie musieliby ryzykować zakażenia. 

Za biedą podąża głód

W ubiegłym tygodniu Norweski Komitet Noblowski ogłosił, że Pokojową Nagrodę Nobla 2020 otrzymuje Światowy Program Żywnościowy. To największa organizacja humanitarna świata powołana do zwalczania globalnego głodu. Nagroda ma szczególnie znaczenie właśnie w czasie, gdy wzrost ubóstwa wynikającego z epidemii i skutki zmian klimatu grożą nasileniem się problemu głodu na świecie. WFP alarmuje, że liczba ludzi dotkniętych głodem może wzrosnąć do 840 milionów w ciągu najbliższej dekady.

- W świecie obfitości jest wielką obelgą jest to, że setki milionów ludzi każdego dnia kładzie się spać głodnym - powiedział przy okazji Dnia Żywności sekretarz generalny ONZ António Guterres.

Według sondażu przeprowadzonego przez Czerwony Krzyż w 10 państwach Afryki, 94 proc. badanych zauważyły wzrost cen żywności od początku pandemii, a 82 proc. straciło co najmniej część dochodu. Tylko 7 proc. deklarowało, że ma dość oszczędności by przetrwać długotrwały kryzys. Do głodu przyczyniają się też efekty zmian klimatu: ekstremalna pogoda zagraża uprawom, przyczynia się do wzrostu problemu chorób roślin czy szkodników (m.in. szarańczy). 

- Pandemia i idące za nią restrykcje pozbawiły pracy miliony osób w skali regionu - mówi Anna Skowera, koordynatorka programów PAH w Somalii i Kenii. - Tym, którzy już wcześniej żyli w zasadzie z dnia na dzień, teraz zagląda w oczy głód. Do tego należy też dołożyć skutki tragicznych powodzi i największej od dekad plagi szarańczy, która spustoszyła uprawy w wielu krajach - dodaje. PAH pomaga m.in. ludziom zagrożonym głodem w Somalii, Kenii, Sudanie Południowym i Jemenie. Te działania można wesprzeć przez stronę pah.org.pl lub przelewem na konto nr: 02 2490 0005 0000 4600 8316 8772 z dopiskiem "Pomagam z PAH".

Inna krajowa organizacja, Polska Misja Medyczna, opisuje problem głodu w Senegalu, gdzie chce pomagać dzieciom dotkniętym niedożywieniem. Organizacja opisuje, że z 15 mln ludzi żyjących w Senegalu aż 2,5 mln zmaga się z niedożywieniem. Przyczyny to z jednej strony ubóstwo (dotykające 47 proc. społeczeństwa), z drugiej - warunki klimatyczne. Kraj od dawna zmagał się z suszami. Teraz wzrasta roczna suma opadów, ale to wcale nie poprawia sytuacji - ponieważ nie są to dobre dla rolnictwa rozłożone opady, a gwałtowne deszcze mogące wywołać powodzie. Ponadto powodzie mogą uniemożliwiać transport żywności i odcinać społeczności od dostępu do jedzenia. 

Polska Misja Medyczna zwraca uwagę, że głód szczególnie przekłada się na dzieci. Śmierć głodowa to najbardziej ekstremalna sytuacja, ale także długotrwałe niedożywienie dzieci i matek może skutkować problemami zdrowotnymi na całe życie. Ogromnym problemem jest anemia wśród dzieci - alarmuje organizacja. Wg cytowanych przez PMM danych, w Senegalu co siódme dziecko cierpi na anemię, a 1 na 200 na ostrą anemię i niedożywienie. Ponadto więcej niż co druga kobieta w wieku rozrodczym jest źle odżywiona, co przyczynia się do "międzypokoleniowego cyklu niedożywienia i ubóstwa". Dlatego PMM rusza z akcją "uWAGA Anemia! Na ratunek dzieciom w Senegalu", którą można wesprzeć przez stronę pmm.org.pl/chce-pomoc lub przekazując darowiznę na numer konta Polskiej Misji Medycznej: 62 1240 2294 1111 0000 3718 5444 z dopiskiem Anemia.

Polska nie jest wolna od zagrożenia

Zagrożenia bezpieczeństwa żywnościowego - szczególnie te związane z epidemią i kryzysem klimatycznym - dotykają najsilniej ludzi w krajach rozwijających się. Jednak także Polska nie jest wolna od zagrożeń dot. żywności w związku ze zmianami klimatu - ostrzega nowy raport Koalicji Klimatycznej.

W raporcie czytamy, że "choć Polska uznawana jest za kraj mniej narażony na negatywne oddziaływanie skutków zmiany klimatu, to nasze rolnictwo już dziś odczuwa jej negatywne konsekwencje". Wraz z częstszą ekstremalną pogodą, zagrożeniem suszą i powodziami wzrastać będzie ryzyko utraty wielu plonów. 

"Jeśli nie zostaną osiągnięte cele porozumienia paryskiego i średnia temperatura wzrośnie powyżej 2°C, to także w naszym kraju obniży się poziom bezpieczeństwa żywnościowego" - piszą autorzy raportu. Więcej obszarów będzie wymagało intensywnego nawadniania, co oznacza wzrost kosztów. Zmniejszy się m.in. powierzchnia upraw polowych zbóż i roślin okopowych; średnie plony zbóż ozimych mogą zmaleć o 10 proc., buraków cukrowych o 15 proc., ziemniaków o 70proc. - wyliczają eksperci. Ocieplenie klimatu niekoniecznie oznacza też, że lepiej będą miały się rośliny ciepłolubne. O ile ich uprawa będzie bardziej produktywna, to wyniki upraw będą niestabilne, gdyż zależą od pogody w danym roku, a ta może być zmienna i wcale nie musi im sprzyjać. Eksperci podkreślają, że poza zatrzymaniem zmian klimatu niezbędne są działania na rzecz przystosowania rolnictwa do nowych warunków. 

Zwracają też uwagę, że "na bezpieczeństwo żywnościowe Polski wpływają i wpływać będą nie tylko zmiany, jakie wystąpią na terenie naszego kraju, ale również te, które dotkną produkcję żywności w skali globalnej". Zmniejszenie przez zmiany klimatu plonów kawowca, herbaty, kakaowca oraz winogron przełoży się na ograniczenie dostępności (a więc i wzrost cen) kawy, herbaty, czekolady czy wina także w Polsce.