"Burdel", a nie debata. W USA fala krytyki po starciu Biden-Trump

- No nie tego się spodziewałam. To było zawstydzające - stwierdziła tuż po zakończeniu debaty Joy Reid, jedna z prowadzących telewizji MSNBC. I to jeden z delikatniejszych komentarzy po pierwszej debacie Joe Bidena i Donalda Trumpa. Panuje przekonanie, że był to "burdel" z nikłą domieszką treści merytorycznych. - Obaj kandydaci powinni to poważnie przemyśleć - stwierdza jeden z komentatorów.

Debata odbyła się nad ranem czasu polskiego. Trwała półtorej godziny i relacjonowaliśmy ją na żywo tutaj. Niestety trudno było wychwycić cokolwiek merytorycznego, czy jakieś konkretne deklaracje, na temat tego, co kandydaci chcieli by zrobić ze swoim potencjalnym zwycięstwem. Wszystko utonęło bowiem w zalewie przekrzykiwania się, wchodzenia w słowo, zarzucania kłamstw i emocjonalnych deklaracji o tym, jak to rywal jest rasistą, notorycznym kłamcą, starcem czy głupkiem.

Taka "debata" wywołała szybkie i żywe reakcje wśród amerykańskich dziennikarzy i politologów. Nie kryją oni frustracji. Właściwie nie ma dyskusji o tym, kto ją wygrał i lepiej zaprezentował swoją wizję. Jest dyskusja o tym, że to nie tak powinno wyglądać.

"Spektakularna katastrofa" 

Dziennikarz stacji telewizyjnej Fox News, uznawanej za prawicową, Howard Kurtz, określił to wydarzenie jako "bojkę w barze, konkurs krzyczenia na siebie i rywalizację w obrażaniu".

Ku frustracji moderatora, Chrisa Wallace i prawdopodobnie większości widzów, starcie w Cleveland, bo nie da się tego inaczej określić, szybko zboczyło z ustalonych torów. Biorąc pod uwagę podziały w społeczeństwie, raczej mało kto zmieni zdanie po obejrzeniu tego, chyba, że będziemy próbować oceniać obu kandydatów za kulturę osobistą. Treści merytoryczne czasem się pojawiały, ale w zdecydowanej większości to był wieczór uniesionych głosów, emocji oraz od początku do końca, wielkiej frustracji.

Z drugiej strony sceny politycznej, w uznawanej za lewicową telewizję CNN, cały szereg dziennikarzy i prowadzących, nie przebierał w słowach. Główna korespondentka polityczna CNN, Danna Bash, stwierdziła wprost, że był to "shitshow", czyli delikatnie rzecz ujmując, "burdel". Prowadzący CNN Jake Tapper użył obrazowego stwierdzenia, iż debata była "Hot mess, inside a dumpster fire, inside a train wreck", co trudno przełożyć na język polski, ale w skrócie chodzi o obrazowe opisanie spektakularnej katastrofy. Jeszcze inny dziennikarz CNN, Wolf Blitezer, stwierdził po zakończeniu transmisji debaty, że nie zdziwiłby się, jeśli to byłaby ostatnia debata Bidena i Trumpa. - Przekonamy się niedługo - dodał.

- To była najgorsza debata prezydencką, jaką w życiu widziałem - stwierdził natomiast dziennikarz polityczny stacji ABC, George Stephanopoulos.

W komentarzu dla BBC, powiązany z republikanami strateg polityczny Bryan Lanza stwierdza, że debata była "rozwałką".

Trudno było usłyszeć i zrozumieć jakikolwiek składny argument. I to jest problem bardziej dla Bidena. Wydaje mi się, że nie pokazał się w dobrym świetle. Jednak ogólnie to nie tak powinno wyglądać. To nie jest najlepszy sposób na wybieranie przyszłego prezydenta USA. To był raczej licealny mecz. Lewa strona kibicuje lewej, prawe prawej, a na boisku trwa rozwałka.

Kolejny republikański doradca, Ron Christie, powiedział BBC, że sztaby obu kandydatów powinny lepiej przygotować ich do debaty. - W tych trudnych i niespokojnych czasach Amerykanie oczekują trochę większej dozy opanowania i kultury od swoich przywódców - uważa. Jego zdaniem, obaj kandydaci i ich sztaby powinny teraz, "zrobić krok wstecz, odpocząć i poważnie się zastanowić". - Tym, co się stało dzisiaj wieczorem, sprawili Amerykanom wilczą przysługę. Co więcej, pewnie zniechęcili więcej wyborców niż zachęcili - dodał.

Czyja to wina

Sporo krytyki wylewa się na moderatora debaty, Chrisa Wallace, doświadczonego i szanowanego dziennikarza, obecnie związanego ze stacją Fox News. Szanowanego przynajmniej dotychczas. Zwolennicy lewej strony sceny politycznej są przekonani, że nie dość starał się okiełznywać Trumpa. Prezydent w swoim tradycyjnym stylu notorycznie przerywał i wchodził w słowo.

- Chris Wallace totalnie stracił nad tym kontrolę. Pozwala Trumpowi zachowywać się niczym małemu tyranowi z placu zabaw, całkowicie nie szanując milionów Amerykanów, którzy mieli nadzieję na poważną debatę i usłyszenie planu na przyszłość USA - napisała na żywo Ana Navarro-Cárdenas, dziennikarka związana między innymi z CNN. Później domagała się jeszcze, aby "ktoś oddał jej stracone półtorej godziny życia".

Natomiast prawa strona jest przekonana, że "pokazał swoją prawdziwą twarz" i wspierał Bidena. Miał to robić na przykład domagając się od Trumpa odpowiedzi na pytanie na temat klimatu, czy rzekomo łagodząc kwestie trudne dla kandydata demokratów. Tak napisała na przykład Candace Owens, znana czarnoskóra zwolenniczka Trumpa.

Jest jednak też grono komentatorów, którzy są przekonani, że w takich warunkach Wallace nie mógł zrobić wiele więcej. Starał się jak mógł okiełznać obu kandydatów, zmuszać ich do odpowiedzi na pytania i wyłapywać ewidentne kłamstwa.

Nie ulega przy tym wątpliwości, że sam Wallace był sfrustrowany tym jak przebiega debata. Wiele razy starał się przywoływać do porządku Trumpa. Raz zaoferował mu nawet, że zamienią się miejscami. Pod sam koniec debaty, po dość długim monologu Trumpa, Biden stwierdził, że już zapomniał jakie było pytanie i nie potrafi spamiętać o czym "ględzi" prezydent. - Sam mam z tym pewien problem - przyznał prowadzący.