Szwajcaria. Polskie muzeum jednak przetrwa? "Nie można wprowadzać opinii publicznej w błąd"

Kilka tygodni temu niemal przesądzone było, że Muzeum Polskie w Rapperswilu w Szwajcarii będzie musiało opuścić swoją dotychczasową siedzibę. Pojawiło się jednak światełko w tunelu, które może pomóc obiektowi w pozostaniu w obecnej lokalizacji.

Niemal nieprzerwanie od 150 lat Muzeum Polskie prowadzi swoją działalność w szwajcarskim Rapperswilu. Zostało ono założone w 1870 roku przez Władysława hr. Broel-Platera, zaś przez ten okres na terenie zamku mieszkało i tworzyło wielu wybitnych Polaków, w tym Stefan Żeromski.

Niepewne losy Muzeum w Rapperswil

Informowaliśmy, że losy Muzeum Polskiego w Rapperswilu są niejasne. Dyrektorka muzeum Anna Buchmann przyznała, że "powodem decyzji władz są zmiany w zagospodarowaniu zamku", zaś w miejscu, w którym obiekt się znajduje miała powstać restauracja.

Swoją opinię na temat proponowanych zmian, zawierających również odnowienie budynku wyrazili mieszkający w Szwajcarii Polacy. Według nich taka decyzja "została poprzedzona bezprecedensową kampanią nienawiści skierowaną przeciwko obecności Polaków w Rapperswil".

Odpowiedź na pojawiające się doniesienia. "To, że rozmowy nie przynoszą spodziewanego rezultatu nie zawsze musi być winą polskiego rządu"

Do sprawy postanowiła się odnieść dr hab. Hanna Krajewska, przewodnicząca Towarzystwa Rapperswilskiego. Cytowana przez "Rzeczpospolitą" nakreśliła dokładniej całą sytuację. "Sytuacja przedstawia się mniej więcej tak: rzekomo nienawidzący Polaków Szwajcarzy, bez szacunku do kultury wyrzucają muzeum z Zamku. Rząd polski jest nieudolny i nie potrafi niczego załatwić a na dodatek nie daje żadnych pieniędzy i nie chce pomagać finansowo. Po prostu koszmar!. Gmina, która jest właścicielem zamku ostatnio zaproponowała, że po remoncie będzie prowadzić muzeum zamku w którym opowiedziana zostanie historia rodu Rapperswil, czasy Habsburgów i czasy polskie. Ma być odmurowana kaplica, gdzie było złożone serce Tadeusza Kościuszki. Polacy będą mogli robić wystawy czasowe i bezpłatnie korzystać z gminnej sali konferencyjnej na drugim piętrze. Nie ma mowy o sali restauracyjnej w pomieszczeniach Muzeum Polskiego. Mówi się również o ewentualnym innym budynku przeznaczonym dla Muzeum Polskiego" - stwierdziła.

Chcąc wskazać na powody, dla których zarządcy obiektu chcą "pozbyć się" Muzeum, Krajewska wskazała na kwestie historyczne. "Szwajcarzy to naród patriotyczny, podobnie jak my musieli przez wieki walczyć o swoją wolność. I może dlatego nam pomagali i w XIX i XX wieku. Co takiego się stało, że nas znienawidzili? Mówienie o 'kampanii nienawiści' to bardzo mocny zarzut. W tych słowach jest tylko mowa o krzywdzie Polaków. A jakie są racje Szwajcarów? Dlaczego poprzednikom, którzy prowadzili Muzeum udawało się mieć dobre relacje ze Szwajcarami, a dzisiaj takie kontakty stały się niemożliwe?" - argumentowała.

W dalszej części wypowiedzi przewodnicząca Towarzystwa Rapperswilskiego odniosła się do słów dyrektor Anny Buchmann, według której decyzja gminy jest efektem "klęski polskiej dyplomacji". "Rzeczywiście, od 10 lat polskie władze z kolejnymi prezydentami i ministrami na czele spotykają się z panią dyrektor i rozmawiają ze Szwajcarami. To, że rozmowy nie przynoszą spodziewanego rezultatu nie zawsze musi być winą polskiego rządu. Byłabym ostrożna w formułowaniu tak kategorycznego oskarżenia" - wskazała.

Według Krajewskiej pomocne mogą być apele do darczyńców, którzy mogliby się zdecydować na wsparcie Muzeum. "Wśród wielu argumentów znalazł się i taki: w chwili obecnej jesteśmy obarczeni wszystkimi kosztami wynikającymi z prowadzenia naszej działalności, gdyż tak nietypowa instytucja kultury, jak nasza nie mieściła się w rządowych programach wsparcia. O ile wiem Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego uruchomiło taki program, przeznaczony dla polonijnych instytucji kultury na świecie, a Muzeum Polskie w Rapperswilu nie aplikowało o te stosunkowo duże pieniądze. Można oczywiście nie chcieć pomocy od państwa polskiego, ale nie można wprowadzać opinii publicznej w błąd" - dodała.

Zobacz wideo Korolec: Bawimy się w symbole i ograniczamy nasz dostęp do funduszy europejskich