Hakerzy włamali się na portal białoruskiej telewizji. Nadali nagrania brutalnych ataków milicji

W sobotę wieczorem widzowie internetowej transmisji białoruskiej państwowej telewizji zobaczyli obrazy, jakich zazwyczaj nie widują: nagrania brutalności i przemocy ze strony służb wobec protestujących. Odpowiadają za to hakerzy, którzy zamienili obraz telewizji na nagrania z protestów.

Grupa popierających opozycję białoruskich hakerów przerwała internetową transmisję kanału Bielarus 1. Do akcji doszło w sobotę czasie głównego wydania wiadomości. Zamiast "Panoramy" widzowie mogli obejrzeć sceny przemocy na ulicach Mińska, której dopuszczali się funkcjonariusze organów ścigania w pierwszych dniach demonstracji.

Jak mówi szef fundacji Białoruski Dom w Polsce Aleś Zarembiuk, akcja mogła dotrzeć do wielu widzów. Szef fundacji zwraca uwagę, że znakomita większość Białorusinów ogląda telewizję i wiadomości właśnie za pośrednictwem internetu. - Dzięki temu zamiast łukaszenkowskiej propagandy obejrzeli kadry z brutalnych interwencji przedstawicieli władz - stwierdził. 

Opublikowane materiały wideo przedstawiają milicjantów bijących pałkami uczestników demonstracji. Funkcjonariusze w hełmach i kevlarowych kamizelkach rozbijają samochody i wywlekają z nich pasażerów, którzy następnie są bici do utraty przytomności. Wśród brutalnie atakowanych są kobiety.

"Cyberpartyzanci" białoruskiej opozycji

Aktywiści włamali się również na stronę internetową z transmisją innego kanału białoruskiej telewizji, ONT. Atak nie objął łączy analogowych.

Cyberpartyzanci to anonimowa grupa hakerów, która wspiera białoruski protest. Dotychczas włamywali się m.in. na stronę białoruskiego MSW, gdzie opublikowali informację o poszukiwaniu listem gończym Alaksandra Łukaszenki oraz akademii milicyjnej.

Z informacji w mediach i sieciach społecznościowych wynika, że ta sama grupa włamała się do bazy z danymi funkcjonariuszy struktur siłowych, a następnie przekazała je opozycyjnemu kanałowi NEXTA w komunikatorze Telegram.

Protesty w Mińsku, ograniczenie dostępu do internetu

Niedziela to 50. dzień protestu białoruskiej opozycji domagającej się odejścia prezydenta Łukaszenki.

W Mińsku rozpoczęły się zatrzymania uczestników opozycyjnej akcji protestu. Funkcjonariusze milicyjnego OMON-u starają się nie dopuścić do utworzenia w centrum stolicy kolumny demonstrantów. Do zatrzymań demonstrantów doszło już również w Grodnie, Lidzie, Witebsku i Mohylewie.

Po południu w Mińsku pojawiły się trudności z dostępem do internetu. Lokalne agencje donoszą, że strony otwierają się z dużym opóźnieniem, lub w ogóle są niedostępne. Operator sieci komórkowej poinformował, że "ograniczył prędkość przesyłania danych w sieciach mobilnych na polecenie organów państwowych".

Wyboru Aleksandra Łukaszenki na prezydenta Białorusi nie uznało dotąd żadne państwo członkowskie Unii Europejskiej. Wybory z 9 sierpnia, w których - według wyników podanych przez białoruską Centralną Komisję Wyborczą - zwyciężył dotychczasowy prezydent, zostały uznane przez Unię Europejską za nieuczciwe i sfałszowane.