Łukaszenka skomentował "tajną inaugurację na dwa tysiące osób". Mówił też o "pretensjach" z Polski

"Zgodnie z białoruskim prawem nie musimy informować o tym państw zachodnich ani nikogo innego. Około 2 tys. osób, w tym wojsko, uczestniczyło w ceremonii inauguracji. Trudno więc mówić o tajnym wydarzeniu" - stwierdził Alaksandr Łukaszenka, który w środę został zaprzysiężony na kolejną prezydencką kadencję. Dodał, że jest zaskoczony faktem, że "pretensje" ws. jego inaguracji płyną z krajów sąsiednich, w tym z Polski.

W środę białoruska rządowa agencja prasowa Biełta poinformowała, że Alaksandr Łukaszenka objął urząd prezydenta na kolejną kadencję. Uroczystość inauguracji odbyła się w Pałacu Niepodległości w Mińsku.

Na uroczystość zaproszono kilkaset osób, w tym przedstawicieli najwyższych władz Białorusi oraz mediów oficjalnych. Nie został zaproszony jednak żaden z ambasadorów. Nawet rosyjski ambasador w Białorusi Dmitrij Mezanczew. Jak informuje portal TUT.by, mimo ustawowego obowiązku, uroczystość nie była transmitowana w telewizji państwowej. 

Łukaszenka odpowiada na zarzuty o "tajną" inaugurację. "Nie musimy nikogo informować"

Nic dziwnego, że w mediach zaprzysiężenie Łukaszenki opisywano jako "tajne" lub "niespodziewane". Takiego zdania nie ma oczywiście sam zainteresowany. "Zgodnie z białoruskim prawem nie musimy informować o tym państw zachodnich ani nikogo innego. Około 2 tys. osób, w tym wojsko, uczestniczyło w ceremonii inauguracji. Trudno więc mówić o tajnym wydarzeniu" - stwierdził białoruski przywódca podczas spotkania z ambasadorem Chin na Białorusi Cui Qimingiem.

"Szczególnie zaskakujące jest to, że te pretensje pochodzą od naszych sąsiadów. Sąsiedzi są od Boga, nie wybieramy ich, musimy żyć obok siebie i być przyjaciółmi. Ale okazuje się, że nie zawsze tak jest" - stwierdził.

"Wiemy, jakie stanowisko zajęły kraje sąsiednie, zwłaszcza Polska. W odniesieniu do wczorajszej inauguracji pojawiła się gorycz lub krytyka, że nie poinformowaliśmy Polaków, Litwinów, Ukraińców, Czechów i innych o planach zorganizowania tej imprezy” - dodał Łukaszenka cytowany przez białoruską agencję Biełta.

Protesty na Białorusi po zaprzysiężeniu Łukaszenki. Wiele państw nie uznało jego prezydentury

Po tym, jak Łukaszenka oficjalnie objął urząd prezydenta na kolejną kadencję, na ulicach Mińska doszło do protestów. Do ich tłumienia zaangażowano pojazdy z armatkami wodnymi, milicyjny OMON i wojska wewnętrzne. Zamknięte przez władze Centrum Obrony Praw Człowieka "Wiasna" poinformowało w nocy, że w całym kraju zatrzymano 200 osób, ale to nie są ostateczne dane. 

>>>Białoruś. Protesty po sekretnym zaprzysiężeniu Łukaszenki. Co najmniej 200 osób w aresztach, ranni

Z informacji niezależnych mediów wynika, że OMON znów postępował brutalnie wobec demonstrantów, bijąc ich podczas zatrzymań. Media społecznościowe obiegły zdjęcia zakrwawionych osób, które zostały ranne podczas protestów. Liczba rannych na razie nie została oszacowana.

Po tajnym zaprzysiężeniu Łukaszenki kolejne kraje informowały, że nie uznają jego prezydentury i potępiają krwawe tłumienie pokojowych protestów przez OMON. Wcześniej stanowiska w sprawie zabrały m.in. Polska, Litwa, Szwecja, Niemcy i Czechy. W czwartek inaugurację potępiły także Stany Zjednoczone, Kanada, Dania i Słowacja.

>>>Białoruś. Już kilkanaście krajów nie uznaje prezydentury Łukaszenki. "Nie będzie mógł odpoczywać"