Białoruś. Starcia protestujących z OMON-em po oficjalnym zaprzysiężeniu Łukaszenki. "Krew na ulicach"

Na Białorusi trwają protesty po niezapowiedzianej, oficjalnej inauguracji Alaksandra Łukaszenki na prezydenta. Tłumią je m.in. funkcjonariusze OMON-u. "Policja brutalnie bije ludzi. Łukaszenka się boi" - relacjonują obecni na miejscu korespondenci. W mediach społecznościowych pojawiają się też nagrania, na których widać brutalność milicji.

Na Białorusi protesty w środę są wyjątkowo liczne. Na ulicach Mińska, Brześcia, Witebska czy Żodzina wyszli protestujący, którzy nie zgadzają się z przeprowadzoną potajemnie inauguracją Alaksandra Łukaszenki na prezydenta. Uroczystość odbyła się za zamkniętymi drzwiami - nie została zapowiedziana i nie transmitowały jej żadne media (obecni byli tylko rządowi urzędnicy i wojskowi). Potępili ją już niektórzy europejscy przywódcy, w tym przedstawiciele rządów Polski, Niemiec, Litwy i Szwecji. - Jeśli ceremonia zaprzysiężenia odbywa się za zamkniętymi drzwiami, to fakty mówią same za siebie - komentował Steffen Seibert, rzecznik rządu federalnego Niemiec.

Czytaj więcej: Państwa reagują na potajemną inaugurację Łukaszenki. MSZ: Wybrany w niedemokratycznych wyborach

Białoruś. Milicja tłumi protesty. "Zmobilizowane są wszystkie służby specjalne"

Jak relacjonują lokalni korespondenci, demonstracje rozpoczęły się w różnych częściach Białorusi po tym, jak apel w tej sprawie rozesłano w komunikatorze Telegram. Agencja Interfax szacuje liczbę protestujących na ok. 7 tysięcy. Milicja zaczęła brutalnie tłumić protesty. "Zmobilizowane są wszystkie służby specjalne. W Mińsku użyto armatek wodnych przeciwko protestującym" - opisywał Andrzej Poczobut, dziennikarz i członek Zarządu Głównego Związku Polaków na Białorusi. Zamieścił też nagrania, na których widać tłumy protestujących Białorusinów w otoczeniu milicyjnych radiowozów. "Widząc tę mobilizacje rozumiecie, dlaczego inauguracja była przeprowadzona w tajemnicy" - dodał.

W mediach społecznościowych pojawiają się także zdjęcia rannych podczas zatrzymań osób i nagrania, na których widać, jak funkcjonariusze OMON-u wyłapują z tłumu demonstrujących i biją ich.

"Policja brutalnie bije ludzi. Łukaszenka się boi. Nie jest to zachowanie lidera, który uzyskał 80 procent głosów" - napisał niezależny dziennikarz Franak Viacorka. Zamieścił też zdjęcia zakrwawionych osób rannych po udziale w pokojowym proteście. "Dzisiejszy protest był spontaniczny. Ludzie sfrustrowani tajną inauguracją Łukaszenki udali się do centrum miasta, a policja podzieliła ich na grupy. Zostali pobici, jest wielu zatrzymanych. W represjach uczestniczyła policja i oddziały wewnętrzne" - dodał.

"Krew na ulicach, prawie dwa miesiące od rozpoczęcia protestów" - czytamy pod inną z relacji.

Tymczasem w mediach społecznościowych pojawiło się nagranie z inauguracji Łukaszenki, zarejestrowane przez rządowe służby prasowe. - Zrobiliśmy to co było trzeba zrobić. Niestety nie wszyscy dziś to rozumieją - zwraca się on do wojska. "Prezydent OMON-u" - skwitował Andrzej Poczobut, który udostępnił nagranie.