Trump chce bezzwłocznie wskazać następcę Ruth Bader Ginsburg. Ten ruch może zaważyć o wyniku wyborów

Obserwatorzy amerykańskiej sceny politycznej nie mają wątpliwości - śmierć sędzi Sądu Najwyższego Ruth Bader Ginsburg może mieć poważne konsekwencje zarówno dla ustroju Stanów Zjednoczonych, jak i dla toczącej się kampanii prezydenckiej. Rozpoczyna się bowiem polityczna batalia o następcę lub następczynię zmarłej sędzi, która to batalia może w konsekwencji zadecydować o wyborze nowego przywódcy państwa.

W piątek Stanach Zjednoczonych zmarła w wieku 87 lat sędzia Sądu Najwyższego Ruth Bader Ginsburg. Powodem zgonu były komplikacje związane z rakiem trzustki. Ruth Bader Ginsburg była jedną z trzech kobiet w dziewięcioosobowym składzie Sądu Najwyższego.

Sędziowie amerykańskiego SN są wyznaczani przez prezydenta, a następnie kandydatury są zatwierdzane przez Senat (obecnie w Senacie większość mają Republikanie). Kadencje sędziów są dożywotnie, sami mogą jednak zdecydować o odejściu na emeryturę.

Śmierć Ruth Bader Ginsburg nastąpiła na nieco ponad miesiąc przed wyborami prezydenckimi. W sobotę prezydent Donald Trump ogłosił, że "bezzwłocznie" wskaże nazwisko nowego sędziego lub nowej sędzi. Z takim podejściem nie zgadza się kandydat Demokratów Joe Biden, który stwierdził na Twitterze, że "wyborcy powinni wybrać prezydenta, a ten prezydent powinien wybrać następcę sędzi Ginsburg".

Wybory sędziego SN. "Nie będzie żadnego przypadku"

Politycy partii Demokratycznej przypominają, że gdy w 2016 r. ówczesny prezydent Stanów Zjednoczonych Barack Obama nominował do Sądu Najwyższego Marricka Gerlanda, kandydatura ta została zablokowana przez Republikanów. Argumentowali oni wtedy, że sędzia SN powinien zostać wybrany już po wyborach, które wygrał ostatecznie Donald Trump.

"Nie będzie żadnego przypadku w tym, co się będzie działo w USA w związku ze śmiercią sędzi Ruth Bader Ginsburg. Sędziów do sądów (zwłaszcza SN) powołuje się politycznie, aby - mimo formalnej niezależności - realizowali tam założone cele polityczno - ideologiczne" - komentuje na Twitterze sędzia Tomasz Krawczyk, członek Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia.

Jak twierdzą Natasha Korecki i Alex Isenstadt z portalu Politico, zarówno Republikanie, jak i Demokraci mogą spodziewać się, że tocząca się dyskusja wokół Sądu Najwyższego wpłynie na ostateczny wynik wyborów prezydenckich.

"Podczas ostatnich wieców wyborczych Trump zachęcał swych wyborców, by wyobrazili sobie nominacje sędziowskie, jeśli prezydentem zostanie jego rywal. Posunął się nawet do stwierdzenia, że jeśli nie zostanie wybrany na drugą kadencję, Amerykanie mogą zapomnieć o Drugiej Poprawce do Konstytucji (Trump twierdzi, że Demokraci są ograniczyć gwarantowane nią prawo do posiadania broni, co nie jest prawdą)" - komentują autorzy Politico.

Dziennikarze wskazują też, że Trumpowi mogłaby pomóc nominacja kobiety (zwiększenie popularności wśród wyborczyń). Z drugiej strony nominacja konserwatysty przysporzyłaby lewicowych wyborców jego kontrkandydatowi - Joe Bidenowi.

"Republikanie będą straszyć lewakiem"

Politolog i amerykanistka Katarzyna Wężyk stwierdziła w tekście na portalu Wysokieobcasy.pl, że Donald Trump "może próbować przerzucić narrację z ekonomicznych skutków kryzysu na kwestie społecznie i kulturowe".

"To perspektywa mianowania sędziów SN - a szczególnie obalenia wyroku w sprawie Roe vs. Wade legalizującego w 1973 roku w USA aborcję - była głównym powodem, dla którego pobożni ewangelicy, zatykając nos, zagłosowali w 2016 roku na dwukrotnego rozwodnika chwalącego się łapaniem kobiet za krocze" - wyjaśnia amerykanistka. Nie wyklucza jednak, że kwestia Sądu Najwyższego "może skłonić Demokratów do szturmu do urn", bo będą spodziewali się blokowania przepisów dotyczących m.in. walki z kryzysem klimatycznym, praw kobiet czy praw osób LGBT.

Pozostaje więc pytanie, jaką strategię obierze Donald Trump. "Po śmierci Ruth Ginsburg pomyślałem, że Republikanie będą chcieli szybko nominować jej następcę w Sądzie Najwyższym. Ale mogą zrobić coś jeszcze gorszego. Jako że sprawa nominacji jest ważna dla wyborców konserwatywnych, to wstrzymają się i w czasie kampanii będą straszyć, że po wygranej Bidena do SN trafi jakiś straszny lewak" - przewiduje socjolog dr Łukasz Pawłowski z "Kultury Liberalnej", komentator amerykańskiej sceny politycznej.

"Jeśli uda im się wyborców zmobilizować i utrzymają Biały Dom oraz Senat, to nominują swoją osobę. A jeśli przegrają? To nominują swoją osobę w czasie między wyborami a objęciem urzędu przez nowego prezydenta i Kongres" - dodaje we wpisie na Twitterze.

Do tej pory w Sądzie Najwyższym zasiadało 5 sędziów konserwatywnych i 4 liberalnych. Jeśli prezydent Trump przeforsuje swojego kandydata, to układ sił zmieni się na 6 do 3 na korzyść konserwatystów.

Zobacz wideo Sterczewski o polityce rowerowej: Warszawa lekko przesypia moment