Bejrut. Miesiąc po eksplozji ratownicy wykryli "oznaki życia" pod gruzami: 19 oddechów na minutę

Liban wciąż nie poradził sobie ze skutkami eksplozji 2750 ton saletry amonowej, przechowywanej w porcie w Bejrucie. W jednym z największych niejądrowych wybuchów zginęło 190 osób, 6500 osób zostało rannych, a dach nad głową straciło 300 tysięcy ludzi. Miesiąc po tym zdarzeniu jedna z ekip ratunkowych natrafiła na "oznaki życia" w gruzach zawalonego sklepu.

Jak podaje "The Times" oznaki życia pod gruzami bloku w jednej z dzielnic mieszkalnej w Bejrucie odkryte zostały w czwartek 3 września. Ekipa ratowników została naprowadzona na trop przez przeszkolonego psa poszukiwawczego.

Wybuch w Bejrucie. Pies i radary wykryły w gruzach oznaki życia

Zespół wolontariuszy z Chile, którzy do stolicy Libanu przyjechali w zeszłym tygodniu, przeszukiwali gruzy dzielnicy mieszkalnej. W pewnym momencie pies zareagował na zawalony sklep. Zespół zainstalował przy nim sprzęt do skanowania termowizyjnego. Nagranie pozwoliło określić, że w gruzach znajdują się dwie osoby. W przypadku jednej z nich stwierdzone zostały oznaki życia.

- Oznaki oddechu (19 oddechów na minutę) i pulsu, wraz z czujnikiem temperatury oznaczają, że istnieje możliwość życia - powiedział dziennikarzom ratownik Eddy Bitar. Na miejsce od razu wysłane zostały dodatkowe jednostki - ratownicy oraz wojsko, które dostarczyły dodatkowy, niezbędny sprzęt do poszukiwań.

Zobacz wideo Wybuch w Bejrucie. Saletra amonowa już wcześniej była przyczyną wielu eksplozji

Telewizja Sky cytując lokalne media podaje, że działania poszukiwawcze i ratunkowe potrwają w tym miejscu co najmniej kilka godzin.

Do eksplozji w Bejrucie doszło 4 sierpnia 2020 roku. Wybuch spowodowała składowana w portowym magazynie saletra amonowa, która trafiła do tego miejsca w 2014 roku. Fala uderzeniowa była tak silna, że uszkodzone zostały budynki oddalone nawet o 10 kilometrów. Według danych USGS eksplozja wywołała też falę sejsmiczną o magnitudzie 3,3 w skali Richtera.