Białoruś. W nocy zablokowano dostęp do kolejnych portali. Niedostępna najstarsza białoruska gazeta

Na Białorusi w nocy zablokowano dostęp do portalu internetowego gazety "Nasza Niwa". To najstarsza gazeta ukazująca się w języku białoruskim od 1906 roku, promująca demokratyczne wartości.

"Nasza Niwa" od początku rządów prezydenta Aleksandra Łukaszenki jest w opozycji i przez wiele lat miała problemy z dotarciem do czytelników. Od 2 lat była dostępna wyłącznie w internecie. Po blokadzie serwisy informacyjne gazety są dostępne w popularnym na Białorusi komunikatorze internetowym "Telegram". W nocy ministerstwo informacji ograniczyło też dostęp do innej niezależnej gazety internetowej - "Naviny".

Tydzień temu na Białorusi zablokowano ponad 70 stron internetowych, w tym popularnych mediów opozycyjnych: Radia Swaboda, Euroradia i telewizji Biełsat. Komentatorzy zwracają uwagę, że ze względu na możliwość obejścia blokady, wielu internautów - zwłaszcza młodych - nie odczuło ograniczeń. Jednak ludzie korzystający z internetu standardowo mają obecnie ograniczony dostęp do niezależnej informacji.

Zobacz wideo Swiatłana Cichanouska - symbol wolnej Białorusi

Zatrzymania zagranicznych dziennikarzy

W czwartek w Mińsku milicja zatrzymała kilkudziesięciu zagranicznych dziennikarzy przygotowujących się do relacjonowania protestu w centrum miasta. Reporterom skonfiskowano telefony i dokumenty. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych poinformowało później, że dziennikarze zostali przewiezieni na komisariaty, aby funkcjonariusze sprawdzili, czy posiadają ważną akredytację uprawniającą do pracy.

Wśród zatrzymanych była ekipa "Faktów" TVN, z którą na jakiś czas stracono kontakt. - Nagle pojawiła się milicja w pełnym rynsztunku i otoczyła cały plac. Do nas podeszli tajniacy w cywilnych ubraniach, zamaskowani, widać było tylko oczy. Powiedzieli "milicja", nie pokazali żadnych dokumentów i kazali iść za sobą. Wsadzili nas do busa. Po chwili przyszła kolejna grupa dziennikarzy, później jeszcze kolejna. W sumie było nas 16 osób z różnych mediów, m.in. BBC. Ruszyliśmy, nie powiedziano nam, gdzie jedziemy, ale kazano wyłączyć telefony. (...) Trafiliśmy na komisariat. Spisano nas i sprawdzono dokumenty. Oficjalnie było to sprawdzanie tożsamości - relacjonował po uwolnieniu dziennikarz Andrzej Zaucha.