Łukaszenka chciał zastąpić strajkujących w fabryce górnikami z Ukrainy. "Jest ich morze". Odmówili

Żaden ukraiński górnik nie pojedzie na Białoruś zastępować strajkujących robotników - zapewnia ukraiński związek zawodowy. Białoruski dyktator Alaksandr Łukaszenka groził strajkującym pracownikom jednego z państwowych zakładów, że na ich miejsce czekają inni pracownicy, a jeśli i oni się nie zdecydują - sprowadzi do pracy bezrobotnych górników z Ukrainy.
Zobacz wideo Sylwetka Swiatłany Cichanouskiej

Jedną z wyjątkowych cech protestów po wyborach na Białorusi są strajki w zakładach pracy. Wielkie państwowe firmy są fundamentem białoruskiej gospodarki i strajki w nich to poważne zagrożenie dla reżimu Alaksandra Łukaszenki. 

W tym tygodniu Łukaszenka groził strajkującym pracownikom przedsiębiorstwa Biełaruśkalij, które zajmuje się produkcją nawozów sztucznych. Jak opisuje belsat.eu, mówił im, że w samym Soligorsku (gdzie znajduje się fabryka) ma być dwa tysiące chętnych do pracy. A jeśli oni nie zastąpią strajkujących pracowników, mieliby to zrobić... bezrobotni górnicy z Ukrainy. - Tam jest ich morze - zapewniał Łukaszenka.

Jednak na przyjazdy pracowników z Ukrainy się nie zapowiada. Cytowany przez Biełsat Mychajło Wołynec, przewodniczący Związku Zawodowego Górników Ukrainy powiedział, że żaden ukraiński górnik nie pojedzie na Białoruś. Ponadto życzył protestującym pracownikom "sukcesów w walce o swoje prawa i wolności".

Białoruś blokuje niezależne strony internetowe 

Na Białorusi trwają represje po wyborach i protestach przeciwko ich sfałszowaniu. Opozycja jest pewna, że Łukaszenka wygrał nieuczciwe.

W weekend Białoruskie władze zablokowały ponad 40 stron internetowych. Niezależne media informują, że restrykcje zastosowano na podstawie decyzji ministerstwa informacji. Od rana nie można wejść na stronę internetową nadającej z Warszawy w języku białoruskim telewizji "Biełsat", rozgłośni "Radio Swaboda" czy "Euroradio". Ograniczenia objęły też regionalne serwisy informacyjne z Brześcia i Witebska. Portal gazety "Nasza Niwa" informuje, że niedostępny jest popularny na Białorusi serwis sportowy "By.tribuna.com", który udzielał głosu sportowcom, mówiącym o sytuacji politycznej w kraju.

Czytaj też: Szefowa Biełsat TV: Dyktatura na Białorusi kompletnie spotworniała. Teraz widzimy eksplozję niezadowolenia

Walery Kalinowski, dziennikarz zablokowanego serwisu Radia Swaboda, w rozmowie z Polskim Radiem zwrócił uwagę, że białoruskie władze już wcześniej próbowały blokować internet. - To naprawdę wielki atak na wolność słowa na Białorusi. Władze chcą, aby ludzie nie znali prawdy o ostatnich wydarzeniach w naszym kraju. Ale chyba im się to nie uda. Nawet podczas trzech dni pełnego blokowania internetu na Białorusi po wyborach prezydenckich, to się nie udało - mówi dziennikarz.

Na Białorusi od dwóch tygodni odbywają się protesty opozycji po przeprowadzonych 9 sierpnia wyborach prezydenckich. Niespokojnie jest również w niektórych zakładach pracy. Część z nich strajkuje, a w niektórych załogi podpisują się pod apelami o ustąpienie prezydenta Aleksandra Łukaszenki. Strony internetowe niezależnych mediów są ważnym źródłem informacji zarówno dla protestujących, jak i pozostałych mieszkańców kraju.

Więcej o: