Dziesiątki tysięcy strajkujących Białorusinów. Morze świateł w Mińsku, żołnierze opuszczający tarcze

Na Białorusi trwa szósty dzień powyborczych protestów, obfitował w liczne strajki. W Mińsku, Grodnie i innych dużych miastach tysiące ludzi demonstrowały, domagając się zaprzestania stosowania przemocy przez milicyjny OMON, ale też żądając nowych wyborów prezydenckich.

Z takimi postulatami na centralny Plac Niepodległości przeszli robotnicy Mińskiej Fabryki Traktorów, którzy ogłosili strajk. Potem dołączyła do nich kolumna pracowników Białoruskiej Akademii Nauk. Zebrani usiedli na placu pokazując, że protest jest pokojowy, i skandowali hasła z żądaniami dymisji prezydenta Alaksandra Łukaszenki oraz rozpisania nowych wyborów.

Białoruś. Ogromne manifestacje przeciw Łukaszence

- My chcemy aby to były wybory sprawiedliwe - mówiła jedna z uczestniczek protestu. - Potrzebne będą sądy dla tych, co naruszają prawo. I co najważniejsze, aby wypuścili wszystkich zatrzymanych chłopaków, którzy okazali się zakładnikami tego reżimu i których katują - podkreślała demonstrantka.

Zobacz wideo Mińsk. Białorusinki ustawiają się w żywe łańcuchy

W Grodnie - według gazety "Nasza Niwa" - na wiec mogło przyjść nawet 30 tysięcy demonstrantów. Rozwinęli oni nad swoimi głowami długą, historyczną biało-czerwono-białą flagę białoruską.

Piotr Andrusieczko z Outriders tak relacjonował pokojową manifestację w stolicy: "Przed budynkiem rządowym w Mińsku trwa obecnie pokojowa demonstracja. Zebrało się kilka tysięcy osób. Cały czas docierają tu nowe osoby(...) Tutaj rzeczywiście póki co siły porządkowe zachowują się bardzo spokojnie, żołnierze sił wewnętrznych, którzy ochraniają ten budynek opuścili w pewnym momencie tarcze na znak tego, że nie mają zamiaru używać siły przeciwko protestującym". Jak opisywał, do żołnierzy podchodzili sami protestujący, "dawali im kwiaty, rozmawiali". Na zdjęciach agencji AP widać, jak protestujące kobiety obejmowały żołnierzy.

Dziennikarz relacjonował, że pojawiły się informacje o "kolumnach ciężkiego sprzętu", więc były obawy, że dojdzie do próby pacyfikacji strajku. "Kilka minut temu również pojawiło się kolejne niepotwierdzone doniesienie o tym, że ten ciężki sprzęt, który znajdował się wokół, na sąsiednich ulicach, wokół budynku rządowego - odjechał. To znaczy, że struktury siłowe, które mogłyby dokonać tej pacyfikacji - wycofały się" - opisywał dziennikarz. Wznoszono okrzyki 'Niech żyje Białoruś!' i skierowane do Łukaszenki 'Odejdź!'".

"Władze zmieniły taktykę i grały dobrego gliniarza"

"Protestujący włączyli latarki i krzyczą 'Każdego dnia! Każdego dnia!'. Spontaniczna i niezwykle pokojowa manifestacja odbyła się dziś na placu Niepodległości. Władze zmieniły taktykę i grały dzisiaj dobrego gliniarza. Zobaczymy jutro" - napisał na Twitterze dziennikarz Franak Viacorka

Agencja AP podaje, że w samym Mińsku protestowało więcej niż 20 tys. ludzi. W Grodnie, według różnych szacunków, manifestowało od 15 do 30 tys. osób. Protesty odbywały się też w stutysięcznym mieście Lida. Według portalu Nexta manifestację wsparł oddział milicji. 

Jak podaje Telewizja Biełsat, w głównym wydaniu białoruskich wiadomości wieczorem zacytowano słowa Alaksandra Łukaszenki. - Nie wyłaźcie teraz na ulice! Zrozumcie, wasze dzieci są wykorzystywane jako mięso armatnie! Dziś już nazjeżdżali się tu z Polski, Holandii, Ukrainy. Z tej "Otwartej Rosji", Nawalnego itd. Już agresja się zaczęła przeciw krajowi! - mówił prezydent.