Zatrzymani na Białorusi Polacy mówią o katowaniu. "Upadłem na twarz, zaczęto bić pałkami"

Witold Dobrowolski i Kacper Sienicki, Polacy, których zatrzymał OMON, opowiedzieli o swoich doświadczyli ze strony milicjantów. - Zostaliśmy wpakowani do więźniarki, pobito nas dotkliwie w tej więźniarce, później zabrano nas na komisariat. To była sala gimnastyczna, były tam setki ludzi. Tam zaczęło się katowanie, kilkunastogodzinne tortury - relacjonują.

Areszty na Białorusi opuścili wszyscy czterej Polacy zatrzymani w Mińsku podczas rozpędzania przez milicyjny OMON powyborczych demonstracji opozycji. Od kilku dni o uwolnienie naszych rodaków zabiegali konsulowie z wydziału konsularnego Ambasady Polski w Mińsku.

Witold Dobrowolski i Kacper Sienicki opowiedzieli dziennikarzom, co przeszli od momentu zatrzymania. - Zostaliśmy wpakowani do więźniarki, pobito nas dotkliwie w tej więźniarce, później zabrano nas na komisariat. To była sala gimnastyczna, były tam setki ludzi. Tam zaczęło się katowanie, to były kilkunastogodzinne tortury - powiedział Sienicki.

- Było tam z nami około 300 osób, więc to nie był tylko nasz los. Przez tę salę przeszło co najmniej tysiąc osób - stwierdził Dobrowolski. 

Zobacz wideo Mińsk. Białorusinki ustawiają się w żywe łańcuchy

Wstrząsająca relacja Polaków zatrzymanych na Białorusi

Jak relacjonował Sienicki, na komisariacie mężczyźni zostali "położeni na ziemi, twarzą w lewą stronę, mówiono, że jak ruszymy głową, to wybiją nam wszystkie zęby". - Następna zmiana kazała nam stać głową przy ścianie przez kilka godzin, kolejna postawiła nas na kolana i kazała trzymać czoło przy podłodze. Cały czas byliśmy skuci, torturowano nas takimi pozami, ktokolwiek prosił o wodę, o wyjście do toalety, był bity - opowiedział. Jak dodał, próby zwrócenia uwagi, że są obywatelami innego kraju i prośby o kontakt z konsulem kończyły się dalszym poniżaniem. 

Czytaj też: Dawne "500 dolarów dla każdego" to dziś temat memów. Manewr podatkowy Rosji uderza w Białoruś

"Podcięto mi nogi i upadłem na twarz, zaczęto bić pałkami"

- W więzieniu dostawaliśmy trzy posiłki dziennie, był dodatkowo chleb, toaleta, woda. W areszcie mogliśmy pomarzyć o dostępie do wody lub jedzenia. W więzieniu były przepełnione cele, u mnie było sześć łóżek, a spały tam 24 osoby - wspomniał z kolei Dobrowolski. Mężczyzna opowiedział, że został zapytany, czy jest Polakiem. - Potem podniesiono, podcięto mi nogi i upadłem na twarz, zaczęto bić pałkami. Jeśli jakiś strażnik przechodził, mógł uderzyć od razu bez pytania - opowiedział.

- Na komisariacie pytano zatrzymanych, kto jest prawowitym prezydentem Białorusi. Wszyscy odpowiadali jednym chórem: Alaksandr Łukaszenka. Pytanie, kto jest najlepszym prezydentem na świecie i oczekiwano tej samej odpowiedzi. Każdy był wielokrotnie bity na komisariacie i później w drodze do więzienia - relacjonował Sienicki.

Zobacz też: Białoruś. Korespondent Outriders: Atmosfera diametralnie się zmieniła. Zaczęło się świętowanie