Białoruś. Milicjanci zrzucają i palą mundury. "Gwardia Alaksandra Łukaszenki pęka moralnie"

Kolejny dzień protestów na Białorusi. Po tym, jak milicja i wojsko w brutalny sposób zaczęły tłumić demonstracje, niektórzy funkcjonariusze postanowili zrzucić mundury i przyłączyć się do demonstrantów.

Internet obiegają nagrania, na których widać, jak białoruscy żołnierze i milicjanci zrzucają mundury i wyrażają solidarność z narodem. Niektórzy z nich wyrzucili swoje uniformy do śmieci, inni postanowili je spalić. 

Uczestniczka protestów na BiałorusiProtesty na Białorusi. "Ta rewolucja jest dowodzona przez kobiety"

W sieci pojawiło się także nagranie, na którym słychać, jak milicjant ze wsi Borowlany zapewnia mieszkańców, że mundurowi nie zrobią im krzywdy i życzy im wszystkiego dobrego. Inny materiał wideo przedstawia funkcjonariusza, który deklaruje, że złożył przysięgę Białorusi oraz ludziom i w związku z tym będzie wypełniał rozkazy Swiatłany Cichanouskiej, która w jego opinii wygrała wybory prezydenckie.

Protest w fabryceBiałoruś. Pracownicy fabryki nie uznali wyników wyborów [WIDEO]

Politolog: Jeszcze kilka dni i gwardia Łukaszenki będzie złamana na poziomie prostych wykonawców

Sytuację na Białorusi skomentował rosyjski politolog Kiriłł Rogow, który stwierdził, że "gwardia Alaksandra Łukaszenki pęka moralnie". Autor bloga Echa Moskwy ocenił, że "ekstaza przemocy" nie przestraszyła protestujących, ale odcisnęła duże piętno na funkcjonariuszach milicji i OMON-u. 

"Jeszcze kilka dni i jego [Łukaszenki - red.] gwardia będzie złamana na poziomie prostych wykonawców" - ocenił ekspert, zaznaczając, że prezydent Białorusi może dać rozkaz strzelania do ludzi, choć jego zdaniem stawka takiego rozwiązania znacząco wzrosła. "Nie wystarczy zabić 10, czy 70 osób. Trzeba byłoby zabić tysiące" - napisał Rogow. 

Zobacz wideo Białoruskie siły bezpieczeństwa rozganiają protestujących w Mińsku po ogłoszeniu zwycięstwa Łukaszenki