Białoruś. Współpracownik TVP Polonia pobity przez specnaz. Wybili mu cztery zęby

Polski dziennikarz współpracujący z TVP Polonia, Jan Roman, został pobity przez specnaz przed komisariatem w Grodnie, gdzie czekał na wyjście z aresztu swoich kolegów dziennikarzy. Funkcjonariusz wybił mężczyźnie cztery zęby.
Zobacz wideo Zamieszki na Białorusi. Ludzie budują barykady na ulicach Mińska

Jak podaje Biełsat TV, do zdarzenia doszło w poniedziałek 10 sierpnia. Reporter przyszedł przed siedzibę policji, gdzie czekał na wypuszczenie z aresztu ekipy reporterskiej Biełsatu - dziennikarza Alaksieja Kairysa i operatora Alaksandra Sajenkę. Jan Roman, który jest współtwórcą programów historycznych tej stacji, nagle został zaatakowany przez specnaz.

Białoruś. Dziennikarzowi wybito cztery zęby. "Nie stawiał oporu"

Funkcjonariusze zaczęli bić dziennikarza. Jeden z nich wybił mu cztery zęby, uderzając go nogą w twarz. "Janek nie uciekał i nie stawiał oporu" - napisał na Twitterze Andrzej Poczobut.

Jan Roman spędził noc w areszcie. We wtorek sąd skazał go na karę grzywny. Po opuszczeniu aresztu dziennikarz trafił do szpitala.

Andrzej Poczobut poinformował też o reporterze Rusłanie Kulewiczu, który został zatrzymany przez OMON. Żona mężczyzny relacjonowała, że został on pobity w trakcie aresztowania. Teraz czeka go proces sądowy. "Ostatnie dni OMON polował na niego. Dlaczego? Najlepsze zdjęcia z grodzieńskich protestów są jego autorstwa" - wyjaśnia na Twitterze Poczobut. 

Zamieszki po wyborach na Białorusi i kolejne zatrzymania dziennikarzy

Biełsat TV informuje także o zatrzymaniach innych swoich dziennikarzy. Z niektórymi reporterami, operatorami i fotografami stacja nie może nawiązać kontaktu przez kilka-kilkanaście godzin. Tak było w przypadku Stanisława Iwaszkiewicza, który opisuje m.in. afery korupcyjne na Białorusi. Po dwóch dniach od zatrzymania go przez funkcjonariuszy ubranych po cywilnemu, został skazany na karę grzywny. Nie o wszystkich zatrzymaniach dziennikarzy stacje dowiadują się od razu, powodem jest między innymi to, że w kraju wyłączono internet.

Protesty na Białorusi trwają od ogłoszenia wyników wyborów prezydenckich, które odbyły się w niedzieli. Utrzymujący stanowisko prezydenta od 26 lat Alaksandr Łukaszenka według białoruskiej Centralnej Komisji Wyborczej uzyskał w nich 80 proc. głosów. Podczas manifestacji dochodzi do starć demonstrantów z siłami bezpieczeństwa. W nocy z poniedziałku na wtorek zatrzymano ponad dwa tysiące osób.

Czytaj też: Dawne "500 dolarów dla każdego" to dziś temat memów. Manewr podatkowy Rosji uderza w Białoruś