Powyborcze protesty na Białorusi. Szczerba: Wśród zatrzymanych jest dwóch polskich studentów

"Niestety wszystko wskazuje na to, że wśród zatrzymanych w Mińsku jest dwóch polskich studentów" - poinformował poseł KO Michał Szczerba. We wtorek wieczorem trzeci dzień z rzędu w stolicy Białorusi odbyły się powyborcze protesty.
Zobacz wideo Zamieszki na Białorusi. Ludzie budują barykady na ulicach Mińska

O sprawie w nocy z wtorku na środę poinformował Michał Szczerba, który przez kilka ostatnich dni był na Białorusi.

Niestety wszystko wskazuje na to, że wśród zatrzymanych w Mińsku jest dwóch polskich studentów. Skontaktowały się ze mną ich rodziny, które utraciły wczoraj wieczorem z nimi kontakt. Otrzymałem zapewnienie od Pana Ambasadora, że konsul zajął się ich odnalezieniem

- czytamy we wpisie posła KO.

Szczerba przebywał w Mińsku na zaproszenie białoruskiej opozycji, gdzie monitorował wybory i powyborcze protesty.

Na razie polskie służby dyplomatyczne nie odniosły się do doniesień Szczerby.

Apel byłych polskich prezydentów ws. sytuacji na Białorusi

Trzech byłych polskich prezydentów - Lech Wałęsa, Aleksander Kwaśniewski i Bronisław Komorowski - wystosowało wspólny apel ws. sytuacji na Białorusi. "Apelujemy do władz Białorusi o powstrzymanie się od użycia siły wobec pokojowych zgromadzeń i dalszej eskalacji przemocy ze strony sił porządkowych" - brzmi fragment oświadczenia, przesłanego do WP.

Byli prezydenci Polski wezwali także do uwolnienia więźniów politycznych oraz "podjęcia dialogu ze społeczeństwem i przedstawicielami opozycji".

Wałęsa, Kwaśniewski i Komorowski zaapelowali też do OBWE, Rady Europy, ONZ i Unii Europejskiej o "wypracowanie, z władzą i opozycją, metod deeskalacji konfliktu i konstruktywnego dialogu politycznego".

Byli prezydenci napisali także, że wspierają polski rząd, który zaproponował zwołanie nadzwyczajnego posiedzenia Rady Europejskiej ws. Białorusi, jednocześnie apelując do polskich władz o "dalsze intensyfikowanie działań na forum UE".

Trzeci dzień powyborczych protestów na Białorusi

W Mińsku we wtorek trzeci dzień z rzędu odbywały się powyborcze demonstracje. Akcje były mniej liczne niż poprzednie. Zdaniem komentatorów miał na to wpływ wyjazd na Litwę opozycyjnej kandydatki na prezydenta Swiatłany Cichanouskiej i fakt, że przez ostatnie dwa dni na Białorusi zatrzymano w sumie 5 tysięcy demonstrantów. W szpitalach w Mińsku przebywa około 200 osób, które odniosły obrażenia w trakcie starć w niedzielę i poniedziałek. Milicjanci, tak jak wcześniej, we wtorek do rozpędzania tłumów używali granatów hukowych i gumowych kul.

We wtorek odbyły się procesy sądowe zatrzymanych demonstrantów. Za niepodporządkowanie się poleceniom milicji ludzi skazywano na grzywny i na kary od kilku do 25 dni aresztu. Procesy sądowe odbyły się między innymi w Mińsku, Żodzinie, Grodnie i Bobrujsku.

Od niedzieli na Białorusi demonstrują ludzie, którzy nie zgadzają się z wyborem Alaksandra Łukaszenki na kolejną kadencję prezydenta. W Mińsku we wtorek wieczorem ludzie demonstrowali spontanicznie w odległych od centrum dzielnicach, m.in. Kamienna Horka i Sierebranka. Dochodziło tam do starć z funkcjonariuszami OMON-u i wojskiem, były także zatrzymania. 

Mieszkańcy stolicy przynoszą kwiaty i białe wstążki na ulicę Prytyckiego, w miejscu, w którym zginął mieszkaniec Mińska podczas poniedziałkowych starć z OMON-em.

Dyktatura kłamie. MSW informowało, że 'protestujący próbował rzucić niezidentyfikowany ładunek, który wybuchł w jego ręce'. Wg relacji, podniósł on z ziemi wymierzony w protestujących grant hukowo-błyskowy. Chcąc ochronić innych, próbował go odrzucić. Zginął. Mińsk oddaje mu hołd

- komentował we wtorek wieczorem Szczerba, który wrócił już do Polski.