Białoruś. Korespondent Outriders dla Gazeta.pl: OMON przyjął taktykę totalnego zastraszenia

We wtorek wieczorem w Mińsku wiele osób szuka miejsca, gdzie można się zebrać, aby kontynuować protesty. Ale dzisiaj w stolicy Białorusi nie ma takich miejsc jak w poniedziałek wieczorem - opisuje dla Gazeta.pl Piotr Andrusieczko, reporter Outride.rs.

Białoruś wrze po wyborach prezydenckich. Wiele osób nie uznaje wygranej Łukaszenki. Po ogłoszeniu wstępnych wyników ludzie wyszli na ulice. Protesty w ostatnich dniach były brutalnie tłumione. Jak obecnie wygląda sytuacja? Oto relacja Piotra Andrusieczko, reportera Outride.rs, który jest na miejscu:

Tam, gdzie wczoraj [10.08 - red.] zginął jeden z protestujących, ludzie jeszcze w dzień składali kwiaty. Tyle że już późnym popołudniem na chodnikach przy wejściach do metra ustawili się funkcjonariusze OMON-u z bronią gładkolufową.

Na poboczach stanęły więźniarki i busy milicyjne. OMON-owcy sprawdzali plecaki przechodniów i przeganiali zbierających się ludzi. Wydaje się, że taktyka władz okazała się dzisiaj [11.08] skuteczna - całkowite odłączenie internetu, czyli blokowanie również VPN, już o godz. 18.

Granaty zaczęli rzucać w ludzi (jeden wybuchł blisko naszego samochodu) w miejscu, gdzie jeden z protestujących starał się zrobić minibarykadę. Ludzi zebrało się mało w porównaniu z poprzednimi dniami, ale widać, że OMON przyjął taktykę totalnego zastraszenia, pacyfikuje nawet małe grupy. Nagle dużymi samochodami i busami podjechały posiłki. Wybiegli z nich żołnierze wojsk wewnętrznych i OMON-owcy z tarczami.

Zobacz wideo "Łukaszenka zaczął wojnę". Białoruscy manifestanci opowiadają o starciach z policją

W dzień pojawiła się informacja o możliwości wprowadzenia stanu wojennego. Możliwe, że to celowo, żeby zniechęcić ludzi do wychodzenia na ulice.

Powiedzcie, gdzie się dzisiaj zbierają?

- pytało dwóch motocyklistów, podjeżdżając do naszego samochodu. To był wieczór, kiedy wielu ludzi szukało takiego miejsca.

OMON i wojska wewnętrzne działały dzisiaj bezlitośnie, pacyfikując i zastraszając każdą niewielką grupę. W okolicy metra Kamienna Horka rzucano granaty. Padały strzały. Podjeżdżały duże ciężarówki i busy, z których wychodzili żołnierze wojsk wewnętrznych i OMON-owcy. Nagle z jednego żółtego autobusu, czyli takiego, który wygląda jak miejski, na przystanku autobusowym wybiegło kilku kosmonautów. Kosmonautami nazywa się tutaj OMON-owców ze względu na ich czarne kaski. Dzisiejszy dzień wyglądał na pokaz siły ze strony władzy.

Niewiele osób na ulicach mogłoby świadczyć o zmianie nastrojów protestujących. Jednak pojawiały się też apele, żeby zrobić dzień przerwy. Niektórzy zapowiadają mobilizację na środę. Ale w kraju, który zostaje odcięty od internetu, a w państwowych mediach protesty są przedstawiane jako wybryki chuligańskie, trudno powiedzieć, jak będzie wyglądał jutrzejszy dzień.

Więcej reportaży ze świata znajdziesz na stronie Outride.rs >>>