Nawizano kontakt ze Swietan Cichanousk. Szef KGB twierdzi, e "suby zapobiegy zamachowi"

"Swietana Cichanouska skontaktowaa si z nami" - poinformowali pnym wieczorem dziennikarze telewizji Biesat. Wczeniej sztab gwnej kontrkandydatki Alaksandra ukaszenki alarmowa, e przez ponad pi godzin nie moe si z ni skontaktowa. Nie udao si to te m.in. ministrowi spraw zagranicznych Litwy Linasowi Linkeviciusowi, ktry pisa wprost: "martwi si o jej bezpieczestwo".

W poniedziałek godzinach wieczornych na ulicach białoruskich miast doszło do kolejnych starć, a sztab głównej kontrkandydatki Alaksandra Łukaszenki Swiatłany Cichanouskiej poinformował, że nie ma z nią kontaktu od ponad pięciu godzin. Z przedstawicielką białoruskiej opozycji, która według niezależnych sonday wygrała wybory prezydenckie, ale wynik plebiscytu został sfałszowany przez aparat państwa, nie mógł się także skontaktować m.in. dziennikarz Andrzej Poczobut. Rzeczniczka jej sztabu mówiła z kolei: "Swiatana Cichanouska była w Centralnej Komisji Wyborczej z prawnikiem Maksimem Znakiem, a następnie powiedziała, że "podjęła decyzję" i "udała się w niewiadomym kierunku", rozdzielając się z prawnikiem. Jak przekazała agencja TASS, Cichanouska chciała zaskarżyć wynik wyborów i dlatego zjawiła się w CKW.

Zobacz wideo Warszawski protest "Wolna Białoruś"

Cichanouska nawiązała kontakt z dziennikarzami

O Cichanouską martwili się także przedstawiciele zagranicy. "Próbowałem do niej dotrzeć przez kilka godzin, ale miejsca jej pobytu nie znali nawet jej sztabowcy. Niepokoję się o jej bezpieczeństwo" - napisał minister spraw zagranicznych Litwy, Linas Linkevicius. Ostatecznie w poniedziałek późnym wieczorem telewizja Biełsat poinformowała, że Cichanouska nawiązała kontakt z dziennikarzami stacji. "Swietłana Cichanouska skontaktowała się z nami" - poinformowano w mediach społecznościowych.

Nie wiadomo, gdzie dokładnie przebywała Cichanouska w czasie, gdy nie było z nią kontaktu. Jej sztab przekazał, że domaga się przeprowadzenia ponownego głosowania w związku z wieloma nieprawidłowościami dotyczącymi liczenia głosów.

Również w poniedziałek wieczorem przewodniczący białoruskiego Komitetu Bezpieczeństwa Państwowego Waler Wakulczyk poinformował, że "służby zapobiegły zamachowi na Cichanouską". Cytowany przez Polską Agencję Prasową twierdził też, że zdaniem aparatu państwa kandydatce opozycji groziło niebezpieczeństwo, bo "zidentyfikowano osobę, która twierdziła, że potrzebna jest ofiara sakralna". Sam Alaksandr Łukaszenka miał powiedzieć o sztabie Cichanouskiej: "gdyby jednej z nich lub jeszcze komuś, nie daj Bóg, odcięto głowę, to musielibyśmy to z siebie zmywać latami".

Sztab Cichanouskiej nie odniósł się szerzej do tych informacji, przekazano jedynie, że nie proszono o ochronę podczas niedzielnych protestw.

Kolejna noc krwawych protestów. "Zaczynają strzelać, gonić ludzi"

W nocy z poniedziałku na wtorek na Białorusi - m.in. w Mińsku, Witebsku i Grodnie - doszło do krwawych starć i radykalizacji działań służb. Milicja strzelała do demonstrujących gumowymi kulami, użyto też granatów hukowych i urządzono "łapanki". W działaniach brało udział wojsko. Demonstrujących bito i brutalnie zatrzymywano. Zginęła co najmniej jedna osoba. Niektórzy dziennikarze - w tym polski dziennikarz Sławomir Sierakowski - byli zmuszeni do przerwania relacjonowania działań milicji w obawie o bezpieczeństwo. - Niestety ruszyli OMON-owcy i zaczynają strzelać, zaczynają gonić ludzi. Muszę biec, to ja się chyba rozłączam, do widzenia - mówił po połączeniu się z redakcją TVN 24. - To była brutalna pacyfikacja - dodał później. 

"Odbyła się radykalizacja działań. Z jednej strony brutalność władz: kule, granaty szumowe, strzelanie do dziennikarzy, a z drugiej strony w nocy budowano barykady, był wypadek rzucenia koktajlu Mołotowa w OMON... Łukaszence nie udało się wczoraj zdławić protestu" - napisał z kolei Andrzej Poczobut.

Czytaj też: Dziennikarz relacjonował protesty w Mińsku, nagle się rozłączył. "Zaczynają strzelać, muszę biec"