Białoruś. W Mińsku wrze, zginął człowiek. To pierwsza ofiara protestów

"Jeden z demonstrujących próbował rzucić niezidentyfikowanym ładunkiem wybuchowym w przedstawicieli służb. Wybuchł w jego dłoni" - podało białoruskie MSW. Mężczyzna zginął w wyniku odniesionych obrażeń.

Do zdarzenia doszło w Mińsku na ulicy Prytyckaha. Protestujący utworzyli barykadę, aby zablokować ulicę. Doszło tam do starcia z policją. Jak poinformowało białoruskie MSW, "jeden z demonstrujących próbował rzucić niezidentyfikowanym ładunkiem wybuchowym w przedstawicieli służb". "Wybuchł w jego dłoni" - dodał resort.

Osoba ta zginęła w wyniku odniesionych obrażeń. To pierwsza ofiara śmiertelna powyborczych protestów.

"Pierwszą ofiarą był kierowca autobusu. Został zabity przez policyjny granat ogłuszający. Policja twierdzi, że próbował rzucić granat i zginął w wyniku wybuchu" - wyjaśnia ukraiński dziennikarz Franak Viacorka. Jak dodaje, prawdziwa liczba ofiar może być wyższa.

"Niech żyje Białoruś!". Ogromne protesty po niedzielnych wyborach

Policja użyła przeciwko demonstrantom broni na gumowe kule i gazu łzawiącego. Na ulice stołecznego Mińska wyszło kilka tysięcy protestujących. Demonstrujący krzyczą "Hańba!" oraz "Niech żyje Białoruś!", machają flagami oraz trąbią, jeżdżąc samochodami.

Zgodnie ze wstępnymi wynikami wyborów, ogłoszonymi przez białoruską Centralną Komisję Wyborczą, rządzący krajem od 26 lat Alaksandr Łukaszenka wygrał głosowanie, zdobywając ponad 80 procent głosów. Protestujący w miastach w całym kraju uznają wybory za sfałszowane.

Zobacz wideo Białorusini opowiadają o protestach