Dziennikarz relacjonowa protesty w Misku, nagle si rozczy. "Zaczynaj strzela, musz biec"

- Niestety ruszyli OMON-owcy i zaczynaj strzela, zaczynaj goni ludzi. Musz biec, to ja si chyba rozczam, do widzenia - tak zakoczy nagle swoj telefoniczn rozmow z TVN24 dziennikarz "Krytyki Politycznej" Sawomir Sierakowski, relacjonujcy we wtorek wieczorem protesty w Misku. Stacja poczya si z nim ponownie po ok. 10 minutach. - To bya brutalna pacyfikacja - relacjonowa.

Trwają protesty po wyborach prezydenckich na Biaorusi. Na ulice stołecznego Mińska wyszło w poniedziałek kilka tysięcy protestujących.  Policja użyła przeciwko demonstrantom broni na gumowe kule i gazu łzawiącego. Demonstrujący krzyczą "Hańba!" oraz "Niech żyje Białoruś!", machają flagami oraz trąbią, jeżdżąc samochodami.

Zgodnie ze wstępnymi wynikami wyborów, ogłoszonymi przez białoruską Centralną Komisję Wyborczą, rządzący krajem od 26 lat Alaksandr ukaszenka wygrał głosowanie, zdobywając ponad 80 procent głosów. Protestujący w miastach w całym kraju uznają wybory za sfałszowane i domagają się objęcia urzędu przez kontrkandydatkę Łukaszenki - Swiatłanę Cichanouską.

Zobacz wideo Warszawski protest "Wolna Białoruś"

Protesty w Mińsku. "Muszę biec, to ja się chyba rozłączam"

Wydarzenia w Mińsku obserwował w poniedziałek wieczorem dziennikarz "Krytyki Politycznej" Sławomir Sierakowski. Ok. godz. 23 z dziennikarzem połączyła się telefonicznie telewizja TVN24.

- Widzę szyki OMON-u, nie mają tarcz, ale są chyba dużo bardziej uzbrojeni niż w niedzielę, mają długie strzelby, granaty hukowe. Co jakiś czas wybierają miejsca, do których strzelają, np. poszczególne osoby albo przystanek - relacjonował Sierakowski.

Jak dodał, "po jednej stronie jest kilka tysięcy protestujących", a "po drugiej stronie są siły".

- Niestety ruszyli ci OMON-owcy i zaczynają strzelać, zaczynają gonić ludzi. Muszę biec, to ja się chyba rozłączam, do widzenia - stwierdził nagle w trakcie rozmowy dziennikarz "Krytyki Politycznej".

Stacja połączyła się z nim po ok. 10 minutach. Dziennikarz wyjaśnił, że schronił się w jednym z mieszkań w pobliskim budynku.

- To była brutalna pacyfikacja, zaczęli na nas biec zwartymi szeregami, bez żadnego ostrzeżenia, wcześniej było tak, że były granaty hukowe, rozbłyskowe i zaczęli posuwać się powoli. Teraz oni po prostu natarli i zaczęli walić w nas z gum. To było celowe masakrowanie ludzi, mniej lub bardziej w cudzysłowie - mówił Sławomir Sierakowski.