Łukaszenka od lat unika zrobienia z Białorusi autostrady dla rosyjskich czołgów. Teraz będzie trudniej

Dla rosyjskiego wojska, a co za tym państwa, Białoruś ma szczególne znaczenie. To najdogodniejsza trasa, gdyby Rosjanie chcieli ruszyć czołgami na zachód, jak i dla ich wrogów, gdyby ci chcieli ruszyć na wschód. Nie bez powodu pomiędzy Białorusią a Moskwą są rozmieszczone elitarne oddziały Gwardyjskiej 1. Armii Pancernej. Jednak pomimo wielu prób, Mińsk od lat skutecznie broni się przed zostaniem wygodną autostradą dla rosyjskich czołgów.

Choćby z tego powodu obecne wydarzenia na Białorusi są bardzo ważne dla bezpieczeństwa Polski. Sfałszowane niedzielne wybory, według których wieloletni dyktator Alaksandr Łukaszenka, zdobył aż 80 procent głosów w pierwszej turze, doprowadziły do wybuchu protestów, jakich to państwo nie widziało od dawna. Realne poparcie prezydenta jest niskie jak nigdy i według różnych niezależnych badań, może się cieszyć poparciem rzędu 10 procent głosujących. Niezależnie od tego, Łukaszenka ostro walczy o utrzymanie władzy, wysyłając służby do brutalnego rozpędzenia demonstrantów. Jak się skończy ta sytuacja, jeszcze trudno wyrokować. Nawet jeśli dyktator się utrzyma, to jego pozycja na pewno będzie słabsza niż wcześniej.

Zobacz wideo

Meandry ZBiR-u 

Słabość wewnętrzna może natomiast oznaczać większą uległość wobec presji Moskwy, która od dekad ma to samo pragnienie - objąć Białoruś jak najściślejszą kontrolą. Z punktu widzenia rosyjskiego bezpieczeństwa ma ona bowiem kardynalne znaczenie. To przez Białoruś wiedzie najdogodniejsza droga z zachodu w kierunku Moskwy. Od wieków tędy maszerowały wrogie wojska. Trasę Brześć - Mińsk - Smoleńsk - Moskwa jako ostatni pokonywali Niemcy, dochodząc na kilkadziesiąt kilometrów od Kremla zimą 1941/42 roku. Obecnie tego kierunku strzeże najsilniejsze ugrupowanie w całym rosyjskim wojsku, wspomniana Gwardyjska 1. Armia Pancerna. Choć prawdopodobieństwo ataku przez Białoruś jest w dzisiejszych realiach równe zeru, to nikt w Moskwie nie będzie takiego teoretycznego scenariusza ignorować.

Analogicznie, gdyby rosyjskie wojsko chciało wykonać jakikolwiek ruch na zachód, to znów kluczowa staje się Białoruś. Na południe Ukraina została dla Rosjan na razie stracona. Na północy państwa bałtyckie, tak samo. Zostaje środek i Białoruś. Idealna autostrada dla rosyjskich czołgów, gdyby znów musiały ruszyć na zachód. Sama możliwość wykonania takiego ruchu szybko i sprawnie stwarza określone zagrożenie dla Polski i szerzej NATO. Narzędzie nacisku nie do przecenienia.

Rosjanie od dawna starają się zrobić co tylko możliwe, żeby owa białoruska "autostrada", była jak najłatwiej dostępna dla ich wojska. Łukaszenka jednak skutecznie się przed tym broni. Podobnie jak przed ogólną integracją obu państw w ramach Związku Białorusi i Rosji (ZBiR). Teoretycznie w ramach państwa związkowego siły zbrojne obu państw mają wspólną strukturę dowodzenia. Na stałe funkcjonuje wspólny system obrony przeciwlotniczej, który obejmuje całe białoruskiej lotnictwo i lądowe systemy obrony przeciwlotniczej, oraz znaczną część analogicznych sił rosyjskich stacjonujących w zachodniej Rosji. Od czasu jego uruchomienia w 2013 roku, stanowisko dowódcy formalnie zajmują Białorusini.

Istnieje również wspólna struktura dowodzenia siłami lądowymi o nazwie Regionalna Grupa Wojsk. Obejmuje ona całe białoruskie wojska lądowe oraz wspomnianą rosyjską Gwardyjską 1. Armię Pancerną. Grupa ma być jednak uruchamiana jedynie na wypadek poważnego kryzysu lub wojny. Pozostaje więc w uśpieniu, a Mińsk utrzymuje pełną kontrolę nad siłami lądowymi.

Na razie presja bez powodzenia

Co istotne, nie ma żadnego porozumienia pomiędzy oboma państwami umożliwiającego rosyjskiemu wojsku swobodne poruszanie się na Białorusi w czasie pokoju. Każdorazowo ewentualne ruchy muszą otrzymać aprobatę Mińska. Rosjanie usilnie starali się coś z tym zrobić, doprowadzając do ustanowienia najpierw rotacyjnej, a potem stałej obecności swoich wojsk na Białorusi. W 2013 roku rosyjskie samoloty zaczęły pełnić dyżury bojowe w bazie Baranowicze, co oficjalnie było reakcją na dyżury samolotów NATO w państwach bałtyckich i realizacją uzgodnień na temat wspólnego systemu obrony przeciwlotniczej. Jednak w 2015 roku, po rosyjskiej agresji na Ukrainę, Mińsk zakończył ten projekt.

W reakcji Rosjanie starali się przymusić Łukaszenkę do zgody na umieszczenie swoich samolotów w Baranowiczach na stałe. Po serii zakulisowych zmagań, sprzecznych komunikatów, sprawa jednoznacznie skończyła się w 2018 roku zdecydowanym odrzuceniem tego projektu przez Mińsk. Gdyby Rosjanie przy pomocy swoich samolotów "wstawili stopę w drzwi", to jest bardzo prawdopodobne, że Białorusini musieliby się mierzyć z eskalacją rosyjskiej obecności na swoim terytorium. Za samolotami musiałyby przecież przybyć ludzie i sprzęt do ich obsługi, potem dodatkowi ludzie i sprzęt do ich obrony, rozpoznania i tak dalej. Konieczna byłaby też możliwość ułatwionego transportu zaopatrzenia.

Odrzucenie projektu bazy w Barnowiczach wywołało na Kremlu duże niezadowolenie. Tak jak ogólna niechęć Łukaszenki do wsparcia Rosji w kontekście konfliktu na Ukrainie i zaostrzenia relacji z NATO. Białoruski dyktator wyraźnie wyciągnął swoje wnioski z tego co się stało u jego południowych sąsiadów i w Syrii. Zbytnie uzależnienie się do Moskwy może być śmiertelnym zagrożeniem, bo gdy Moskwie coś się nie spodoba, to "zielone ludziki" mogą się zjawić z dnia na dzień. Ich zadanie byłoby bardzo ułatwione, gdyby mieli na miejscu rosyjskie bazy.

W efekcie na Białorusi rosyjskie wojsko jest obecne jedynie za sprawą dwóch obiektów o znaczeniu strategicznym, odziedziczonych po ZSRR. Jeden to radar wczesnego ostrzegania w pobliżu Hancewicz. W 2003 roku ukończono jego budowę, przerwaną przez rozpad ZSRR. Rosjanie formalnie dzierżawią bazę z radarem, który może wykrywać rakiety nadlatujące z zachodu. Druga placówka to wielki nadajnik radiowy w pobliżu Wilejki, działający na bardzo długich falach. 16 masztów wysokich na 200-300 metrów służy komunikacji z zanurzonymi okrętami podwodnym na Atlantyku, Morzu Śródziemnym i Oceanie Indyjskim.

Balansowanie na linie

Nie ulega jednak przy tym wątpliwości, że białoruskie wojsko najsilniejsze związki ma z rosyjskim. Jest uzbrojone w sprzęt niemal wyłącznie produkcji radzieckiej i rosyjskiej. Rosja jest więc kluczowa dla utrzymania jego sprawności i modernizacji. To też jedyne państwo, z którym Białorusini na większą skalę ćwiczą i przy pomocy którego szkolą swoich specjalistów. Najbardziej wyrazistym przykładem są tutaj wielkie ćwiczenia Zapad, odbywające się cyklicznie co cztery lata. Ostatni raz w 2017 roku.

Mińsk stara się jednak zyskać przynajmniej częściową samodzielność od Rosji, jeśli chodzi o uzbrojenie. W ostatnich latach Białorusini nawiązali istotną współpracę w tym zakresie z Chinami. Dochodzi nawet do zakupów uzbrojenia z Dalekiego Wschodu. Wszystkie te starania mają jednak ograniczone efekty. Białoruś ma po prostu za mały potencjał gospodarczy. Krajowi producenci koncentrują się na modyfikowaniu sprzętu o radzieckim rodowodzie i stosunkowo prostych pojazdach opancerzonych. Najbardziej widocznym osiągnięciem jest system o swojskiej nazwie Polonez, czyli wyrzutnia rakiet dalekiego zasięgu, którą opracowano przy wydatnej pomocy Chińczyków. Jednak skala produkcji jest i pozostanie najpewniej niewielka.

Białoruskie wojsko jest niewielkie. To łącznie nieco ponad 60 tysięcy ludzi, na których jest wydawane około 1,2 procent PKB, czyli również niewiele. Około pół miliarda dolarów rocznie. Wojsko nie jest Łukaszence specjalnie potrzebne. Znacznie ważniejsze jest utrzymanie aparatu bezpieczeństwa wewnętrznego, który właśnie pokazuje swoją przydatność. Białoruś sama w sobie nie stanowi więc dla Polski zagrożenia. Ważniejsza jest skala wpływów Rosjan na Białorusi. I to, ile rosyjskiego wojska znajduje się w jej granicach. Łukaszenka, póki co, dobrze się przed nim bronił. Czy dalej będzie w stanie to robić, kiedy wyjdzie z obecnego kryzysu mocno poobijany? Czy jego ewentualny następca będzie w stanie? Nie jest to pewne i zarazem trudno to przewidzieć, co samo stanowi zagrożenie. Na pewno słaby Łukaszenka, desperacko trzymający się władzy, gotowy wiele przehandlować za wsparcie, to optymalne rozwiązanie dla Kremla.