Protesty w całej Białorusi. "To bardzo spokojny, cierpliwy naród. Ale tym razem miarka się przebrała"

W całej Białorusi na ulice wyszły tłumy protestujących, którzy uważają, że wyniki wyborów prezydenckich zostały sfałszowane. Doszło do brutalnych starć z milicją. Aresztowanych zostało ponad 1300 osób, wiele zostało rannych.

Ubiegający się o kolejną reelekcję prezydent Białorusi Alaksandr Łukaszenka zdobył 79,7 procent głosów w badaniu exit poll przeprowadzonym dla państwowego nadawcy MIR. Jego główna kontrkandydatka Swiatłana Cichanouska zdobyła 6,8 procent głosów.

Po ogłoszeniu wyników późnym wieczorem na ulice miast Białorusi zaczęli wychodzić protestujący, którzy uważają, że wyniki wyborów zostały sfałszowane. Doszło do brutalnych starć z milicją, która użyła m.in. armatek wodnych, granatów hukowych i gazu.

Jak relacjonował dziennikarz Franak Viacorka na Twitterze, Białorusini pokazali swoje niezadowolenie z wyników wyborów. Ludzie w Mińsku krzyczeli "wstyd" do opuszczających lokal wyborczy członków komisji.

W mediach społecznościowych pojawiło się wiele zdjęć rannych osób. Tymczasem władze twierdzą, że nie było żadnych doniesień o jakichkolwiek obrażeniach, odniesionych w trakcie protestów.

Wcześniej białoruska milicja oświadczyła, że "kontroluje sytuację".

Wielkie protesty na Białorusi. "To jest autentyczna rewolucja!"

- Mogę powiedzieć, że we współczesnej historii niepodległej Białorusi od 1991 roku to jest najbardziej brutalny wieczór. Nigdy nie używano gumowych kul, armatek wodnych przeciwko protestującym. Te nieliczne zdjęcia, które docierają z Białorusi, dzięki Bogu nie ofiar a poszkodowanych, przerażają. Tak naprawdę nie wiadomo, ile osób jest rannych. Wiadomo, że w centrum Mińska działo i dzieje się coś strasznego - komentował sytuację w rozmowie z TVN24 Źmicier Kościn z Polskiego Radia Białystok.

Z kolei prof. Nikołaj Iwanow z Uniwersytetu Opolskiego zauważył w rozmowie ze stacją, że po raz pierwszy cała Białoruś stanęła razem przeciwko reżimowi Łukaszenki. - Mińsk i reszta Białorusi to były jak dwa różne państwa. Mińsk rzeczywiście był zawsze antyłukaszenkowski, tam zawsze ludzie wychodzili na ulice, na manifestacje. Dzisiaj tej przepaści między Mińskiem i resztą kraju nie ma. Nie znam ani jednego miasta, najmniejszego miasteczka na Białorusi, w którym by dzisiaj ludzie nie wychodzili na ulice. Cała Białoruś... to jest autentyczna rewolucja! - ocenił.

- Białorusini są narodem bardzo spokojnym, cierpliwym. Sami o sobie mówią, że są najbardziej cierpliwym narodem na świecie. Ale tym razem miarka się przebrała. Ten policzek, który Łukaszenka wymierzył własnemu narodowi... Powiedzieć, że on ma 80 procent poparcia... to po prostu przesada - dodał prof. Nikołaj Iwanow.

Protesty na Białorusi. Cześć milicji składa broń

W niektórych regionach Białorusi milicjanci zaczęli przechodzić na stronę protestujących. W Kobryniu funkcjonariusze opuścili tarcze, na co ludzie zareagowali brawami. Obie grupy padły sobie w ramiona.

- Milicja zaczęła przechodzić na stronę ludu. Czegoś takiego nie było w historii Białorusi - mówił w rozmowie z TVN24 szef Domu Białoruskiego w Warszawie Aleś Zarembiuk.

Około godz. 2 w nocy polskiego czasu protesty w całym kraju zaczęły słabnąć. - Miasto się cofnęło, ale miasto się nie poddało. Jutro będzie nowy dzień, i o ile nie będzie ogłoszony na Białorusi stan wyjątkowy, czy coś podobnego w Mińsku, to myślę, że te protesty będą kontynuowane - powiedział niezależny białoruski dziennikarz Michaś Jańczuk w rozmowie z TVP Info.

-  Wyciekają coraz to nowe protokoły z komisji wyborczych, które dokumentalnie świadczą o tym, że Łukaszenka przegrał z Ciachanouską stosunkiem mniej więcej 1 do 5 głosów - dodał Jańczuk.

Zobacz wideo