Protesty po wyborach prezydenckich na Białorusi. "To jest faszystowski reżim"

Według oficjalnego sondażu exit poll Alaksandr Łukaszenka otrzymał niemal 80 proc. głosów. Cześć Białorusinów uważa, że wybory nie były uczciwe i w ramach protestu wyszli na ulice.

Jak relacjonuje dziennikarz Franak Viacorka na Twitterze, Białorusini pokazują swoje niezadowolenie z wyników wyborów. Ludzie w Mińsku krzyczą "wstyd" do opuszczających lokal wyborczy członków komisji. Portal TUT.BY podaje, że służby rozpędzają protestujących ludzi.

Dziesiątki tysięcy już na ulicach miasta. Trwa brutalna pacyfikacja, słychać granaty dźwiękowe

- informuje Rusłan Szoszyn z "Rzeczpospolitej".

W Mohylewie, położonym na wschodzie kraju, kilkunastoosobowe grupy demonstrantów również zostały rozpędzone przez milicję.

Dziennikarz informuje także, że mieszkańcy Brześcia, którzy przybyli do centrum miasta, aby zaprotestować przeciwko wynikom wyborów, podawali, że przeciwko nim użyto gazu łzawiącego.

Protesty rozpoczęły się także w Żodzinie, mieście oddalonym ok. 50 km od Mińska.

Dziennikarze podają informacje o pierwszych rannych w starciach ze służbami. W Brześciu, Witebsku i Grodnie miało dojść do zatrzymań protestujących.

"To jest faszystowski reżim"

Protest trwa także pod ambasadą Białorusi w Warszawie. W tle słychać "Mury" w języku białoruskim - donosi Patryk Michalski z RMF FM. - To jest faszystowski reżim. Białorusini niczym nie różnią się od Polski, ale mieszkamy gorzej niż w Polsce. To, co było w Polsce 40 lat temu, to u nas się powtarza. Prosimy o pomoc - mówi, cytowana przez Onet, Białorusinka.

W poglądowym alternatywnym głosowaniu przed ambasadą Białorusi w Polsce, gdzie każdy uprawniony mógł pokazać, na kogo chce głosować: Łukaszenka - 3 głosy, Cichanouska - 2348 głosów

- informuje dziennikarz RMF FM.

"Ludzie zachowują się spokojnie i nie łamią prawa"

Przed białoruską ambasadą w Moskwie zgromadziło się kilkaset osób. Budynek misji dyplomatycznej otoczyła rosyjska policja. Funkcjonariusze wezwali do rozejścia się, ale nie podjęli interwencji.

Kilkuset obywateli Białorusi, którzy mieszkają w Rosji, przyjechało do Moskwy, aby wziąć udział w wyborach prezydenta swojego kraju. W związku z pandemią mieli utrudniony dostęp do lokalu, w którym wystawiona była urna. Ci, którzy nie zdążyli zagłosować, żądają umożliwienia im udziału w wyborach. - Ludzie zachowują się spokojnie i nie łamią prawa - poinformował obecny na miejscu redaktor naczelny radia Echo Moskwy Aleksiej Wieniediktow, który współprzewodniczy moskiewskiej Izbie Społecznej.

Zatrzymania dziennikarzy

Agnieszka Romaszewska, dyrektorka Biełsatu, poinformowała, że zatrzymano już sześciu dziennikarzy z tego medium.

Zapewne sola w oku jest to,ze TV satelitarnej nie daje się tak łatwo wyłączyć...

- napisała na Twitterze. Wcześniej Radio ZET informowało o dwóch zatrzymanych dziennikarzach.

Zobacz wideo Napięta sytuacja na Białorusi. Kto będzie prezydentem?