Wybory na Białorusi. "De facto, wprowadzono w Mińsku stan wyjątkowy. Wszędzie policja i żołnierze"

Na Białorusi zakończyły się wybory prezydenckie. O reelekcję starał się urzędujący Alaksander Łukaszenka. Jego główną kontrkandydatką była Swiatłana Cichanouska.

Z relacji mediów wynika, że Białorusini podzielili się na dwa obozy - jedni głosowali na urzędującego prezydenta a inni na czołową kandydatkę opozycji Swiatłanę Cichanouską. W lokalu wyborczym znajdującym się w szkole przy ulicy Bogdanowicza, który odwiedził korespondent Polskiego Radia, ludzie także byli podzieleni. Emerytka pani Olga przyznaje, że głosowała na prezydenta Łukaszenkę.

Głosowałam na kwitnącą Białoruś. My z mężem jesteśmy już emerytami. Dużo nam nie trzeba. Ważne, żeby nie było wojny

- powiedziała kobieta. Z kolei mówiący po polsku pan Aleksander przyznaje, że głosował na Swiatłanę Cichanouską.

Tylko Swieta, bo nie ma innej alternatywy

- stwierdził.

Przed drzwiami szkoły stali młodzi ludzie, którzy uczestniczyli w tak zwanym alternatywnym liczeniu głosujących. Mówią, że oficjalne dane podawane w protokołach przez komisje wyborcze są zawyżone.

Czytaj także: Stanęła naprzeciw "ostatniego dyktatora Europy". Kim jest Swiatłana Cichanouska?

Współpracowniczka Cichanouskiej opuściła Białoruś

Do jednego z mińskich lokali wyborczych, gdzie głosowała opozycyjna kandydatka na prezydenta Białorusi Swiatłana Cichanouska,  przyszło w niedzielę kilkuset jej zwolenników. Zgromadzeni powitali debiutantkę w polityce brawami. Po oddaniu głosu kandydatka powiedziała dziennikarzom, że ma nadzieję na sprawiedliwe podsumowanie wyborów i spokój po ogłoszeniu ich wyników. Powtórzyła, że nie chce na Białorusi rozlewu krwi.

Media poinformowały natomiast, że z Białorusi wyjechała jej bliska współpracowniczka Wieranika Capkała. Wcześniej kraj opuścił jej mąż Walery Capkała, którego mimo złożenia wymaganej liczby podpisów poparcia nie dopuszczono do udziału w wyborach.

Prezydent Alaksandr Łukaszenka po głosowaniu powiedział dziennikarzom, że nie będzie represji wobec opozycjonistek, gdyż, jak się wyraził, aktywistki "nie są nic warte".

Czytaj także: Łukaszenka rządzi Białorusią od ponad 25 lat. "Ostatni dyktator Europy" znów wygra

Wybory prezydenckie na Białorusi. W Mińsku "wszędzie policja i żołnierze"

Tymczasem w mediach społecznościowych w ciągu dnia część niezależnych dziennikarzy donosiłą o solidnej obstawie wojskiem i służbami okolic rezydencji prezydenta Białorusi w Mińsku.

Spodziewam się najgorszego

- pisała Hanna Liubakova.

De facto, wprowadzono w Mińsku stan wyjątkowy. Centralne place i budynki administracyjne są zablokowane. Wszędzie policja i żołnierze

- informował dziennikarz Franak Viacorka:

Pałac Kultury i Nauki w barwach Białorusi

Do władz Białorusi "o demokratyczny i zgodny z prawem proces wyborczy" zaapelował prezydent Warszawy i były kandydat na głowę państwa Rafał Trzaskowski. Trzaskowski zapowiedział też, że w niedzielę Pałac Kultury zostanie podświetlony w barwach Białorusi. 

Białoruś wybiera, a Warszawa apeluje o demokratyczny i zgodny z prawem proces wyborczy. Wspieramy naród białoruski w tym ważnym momencie, dlatego dziś Pałac Kultury i Nauki podświetlamy w barwach Białorusi

- napisał polityk i dodał: "Niech żyje Białoruś!".

Solidarność okazywali również inni polscy politycy:

Białoruska Centralna Komisja Wyborcza poinformowała już, że wybory prezydenckie są ważne. Już w południe frekwencja przekroczyła 50 procent. Według danych z 14:00 zagłosowało nieco ponad 65 procent uprawnionych. Po godzinie 19 głosowanie się zakończyło. Według rządowego sondażu Wygrał Aleksander Łukaszenka zdobywając 79,7 proc. głosów. Jego główna rywalka Swiatłana Cichanouska otrzymała 6,8 proc. głosów. 

Zobacz wideo Napięta sytuacja na Białorusi. Kto będzie prezydentem?