W wyborach miał wystartować jej mąż, został aresztowany. Cichanouska: Białorusini "są zmęczeni tą władzą"

- Nie chcemy rozlewu krwi, nie chcemy żadnej wojny, jesteśmy nastawieni pokojowo. Chcemy tylko uczciwych wyborów. Nie wiem, w jaki sposób mam wezwać nasze władze, żeby nie strzelały do narodu - mówi w wywiadzie dla "Dziennika Gazety Prawnej" Swiatłana Cichanouska, kandydatka na prezydenta Białorusi.

Wybory na Białorusi odbędą się 9 sierpnia. Jedną z najważniejszych postaci białoruskiej opozycji oraz rywalką Alaksandra Łukaszenki w wyborach jest Swietłana Cichanouska. Na początku w wyborach chciał wystartować jej mąż, znany youtuber i aktywista, ale został aresztowany. Wtedy do polityki postanowiła wejść Cichanouska. - Niestety nie mieliśmy planu B. Nie zastanawialiśmy się nad nim. Siarhiej działał sam, a w domu nie rozmawialiśmy o polityce. Było mu mnie szkoda. Kiedy trafił do aresztu, przez co stracił szansę na rejestrację komitetu, wróciłam do domu i zastanawiałam się, jak mu pomóc, jak wesprzeć - mówi w rozmowie z "Dziennikiem Gazetą Prawną" Cichanouska. - Wiedziałam, jak ważna jest dla niego sprawa, którą się zajmował, jeżdżąc po miastach i rozmawiając ze zwykłymi ludźmi. Domyślałam się, że ciężko przeżywa to, że nie może tego kontynuować. Zupełnie spontanicznie, bez konsultacji z kimkolwiek, podjęłam decyzję, by zarejestrować się zamiast niego - dodaje.

Swiatłana Cichanouska: Naród stopniowo dojrzał do zmian

Polityczka przekonuje, że Białorusini "mają już dość, są zmęczeni tą władzą". - Złożyło się na to wiele czynników. I koronawirus, i projekt Kraj do Życia Siarhieja Cichanouskiego, z którym mąż objeździł znaczną część Białorusi. Pandemia ośmieliła ludzi, którzy poczuli, że są narodem. Nastawienia do obecnego prezydenta nie poprawiły obraźliwe słowa z jego strony, które płynęły z telewizora, w rodzaju określenia maseczek mianem kagańców. To oznaka braku szacunku wobec własnego narodu - mówi. - Naród nie chce już tego słuchać. Lawina całymi latami stopniowo rosła i naród stopniowo dojrzał do zmian. Ludziom otworzyły się oczy - podkreśla.

Na pytanie dziennikarza, co zdolna jest zrobić władza, aby się bronić, Cichanouska odpowiada: - Strasznie o tym nie tylko mówić, ale nawet myśleć. 

Zobacz wideo Napięta sytuacja na Białorusi. Kto będzie prezydentem?

Jak dodaje, ma nadzieję, że "władze zrozumieją, że nie wolno pójść przeciwko własnemu narodowi". -  Nie chcemy rozlewu krwi, nie chcemy żadnej wojny, jesteśmy nastawieni pokojowo. Chcemy tylko uczciwych wyborów. Nie wiem, w jaki sposób mam wezwać nasze władze, żeby nie strzelały do narodu. To, że ostatnio aktywizowało się wojsko i nam to wszystko demonstrują, świadczy o zamiarze zastraszenia ludzi. Ale skoro obecny prezydent mówi, że kocha swój naród, to chyba nie powinien nasyłać na niego żołnierzy - mówi. - Nawet nie chcę o tym myśleć. Mam nadzieję, że władze zachowają rozsądek. I chciałabym pana poprosić, jeśli ma pan taką możliwość, o zwrócenie się do polskich władz, by te zaapelowały do obecnych władz białoruskich, aby nie strzelały do własnego narodu. Jesteśmy pokojowo nastawieni, nie chcemy wojny - podkreśla.

Grupa Wagnera na Białorusi

W środę w Mińsku odbyło się spotkanie Rady Bezpieczeństwa Białorusi. Było ono związane z zatrzymaniem nad ranem na Białorusi 33 obywateli Rosji należących do prywatnej grupy zbrojnej Wagnera. Szef Rady Bezpieczeństwa Andrej Raukou - cytowany przez rządowe media - nazwał "niezbyt przyjemnym faktem" zatrzymanie rosyjskich najemników. Zaznaczył, że ich przyjazd na Białoruś nie był z nikim uzgadniany. W związku z tym białoruski Państwowy Komitet Wojsk Granicznych ma wzmocnić ochronę granic - w tym z Rosją. Zostanie też wzmocniona kontrola w miejscach, gdzie odbywają się spotkania przedwyborcze polityków startujących w wyborach prezydenckich, które odbędą się 9 sierpnia. Z kolei białoruski MSZ ma zaprosić na rozmowę ambasadorów Rosji i Ukrainy. Wszyscy zatrzymani bojówkarze są obywatelami Rosji, ale około połowa z nich uczestniczyła w konflikcie zbrojnym po stronie separatystów w Donbasie na wschodniej Ukrainie.