Rosyjskie zwierzęta na froncie. Zagrody zauważone w bazie Tartus

Rosyjskie wojsko wysłało do Syrii swoje specjalnie trenowane delfiny - twierdzi na łamach "Forbes" znany ekspert zajmujący się bronią podwodną. Dostrzegł ich zagrody na zdjęciach satelitarnych z końca 2018 roku. Z nieznanego powodu były w syryjskiej bazie rosyjskiej floty tylko kilka miesięcy.

Zagrody mają charakterystyczny kształt, który trudno pomylić z czymś innym. Takie same można znaleźć na zdjęciach satelitarnych znanych ośrodków treningowych ssaków morskich służących flocie Rosji, w rejonie Murmańska i na Krymie.

Jak pisze HI Sutton (alias, jakim się posługuje ekspert, prowadzący między innymi bloga "Cover Shores" i regularnie publikujący w "Forbes"), można z dużym prawdopodobieństwem założyć, że w syryjskim porcie Tartus znalazły się delfiny na co dzień szkolone w pobliżu Sewastopola. Te zwierzęta są wykorzystywane przez Rosjan i nie tylko do między innymi wykrywania min i nurków-sabotażystów. Być może też do atakowania tych ostatnich.

Użycie zwierząt w syryjskiej bazie rosyjskiej floty jest jak najbardziej zrozumiałe. W Tartus regularnie pojawiają się okręty nawodne i podwodne Floty Czarnomorskiej. Jednocześnie syryjscy rebelianci na różne sposoby starają się atakować rosyjskie bazy w Syrii. Głównie przybiera to postać prób nalotów na bazę lotniczą Hmeimim przy użyciu rojów prymitywnych dronów. Teoretycznie mogliby spróbować przeprowadzić jakąś akcję dywersyjną przy pomocy nurków.

Jednak jak zauważa HI Sutton, zagrody dla zwierząt są widoczne na zdjęciach satelitarnych jedynie z kilku miesięcy jesienią 2018 roku. Dlaczego były tam tak krótko? Ekspert spekuluje, że trafiły tam w ramach jakiegoś eksperymentu lub próby. Czy poszła źle, czy dobrze, nie sposób stwierdzić. W obu wypadkach po kilku miesiącach Rosjanie najwyraźniej uznali, że tyle wystarczy i czas wrócić ze zwierzętami do Sewastopola.

O użyciu morskich ssaków przez siły zbrojne Rosji/ZSRR i USA pisaliśmy szerzej wcześniej. Było to przy okazji pojawienia się na północy Norwegii wyjątkowo przyjaznej i wyraźnie wytresowanej biełuchy. Zwierzę stało się światową sensacją za sprawą licznych nagrań jego niecodziennych zachowań. Na jednym z nich na przykład wydobył z dna portu i zwrócił właścicielce telefon, który ta chwile wcześniej upuściła. Norwedzy nazwali biełuchę Hvladimir, co jest grą słów hval, od waleń i Władimir, od Władimira Putina. Zwierzę prawdopodobnie przypadkowo uciekło z centrum szkoleniowego rosyjskiej floty w pobliżu Murmańska. Nie ma na to jednak oficjalnego potwierdzenia. Nikt się nie przyznał do wyraźnie wytresowanego zwierzęcia.

Zobacz wideo