Ocasio-Cortez odpowiada politykowi, który nazwał ją "suką". "Też jestem czyjąś córką"

- Jestem dwa lata młodsza od najmłodszej córki pana Yoho. Ja też jestem czyjąś córką. Mój ojciec nie dożył tego, by widzieć, jak pan Yoho potraktował jego córkę - mówiła w Kongresie USA Alexandria Ocasio-Cortez. W wystąpieniu odniosła się do słów Republikanina, który wulgarnie ją wyzywał, a później usprawiedliwiał się tym, że sam ma żonę i córki.

- Dwa dni temu szłam schodami w Kapitolu, gdy kongresman Ted Yoho zaczepił mnie. Zajmowałam się swoimi sprawami, szłam po schodach. Wtedy kongresman Yoho pomachał mi palcem przed twarzą, nazwał mnie "obrzydliwą", nazwał mnie "szaloną", nazwał mnie "niebezpieczną" - tak sytuację, która spotkała ją w amerykańskim parlamencie opisała w wystąpieniu na sali plenarnej członkini Izby Reprezentantów  Alexandria Ocasio-Cortez.

Jak zrelacjonowała, wytknęła republikańskiemu politykowi jak niegrzeczne były jego komentarze, na co on oparł: "mnie nazywasz niegrzecznym!". Ocasio-Cortez weszła na salę, wzięła udział w głosowaniu, a po wyjściu przed budynkiem Kapitolu stała grupa reporterów. - Przed tymi reporterami kongresman Yoho nazwał mnie - cytuję - "piep***ą suką". 

Opisana sytuacja - werbalny atak kongresmana z Partii Republikańskiej na inną członkinię Izby Reprezentantów - odbiła się szerokim echem w Stanach Zjednoczonych. Słowa Yoho potępiła m.in. spikerka izby Nancy Pelosi. Sam Yoho twierdził, że nie powiedział "przypisywanych mu słów" i "nie może przeprosić za swoje zacięcie" w polityce. 

W czwartek Ocasio-Cortez odniosła się do sytuacji i braku przeprosin ze strony Yoho w 10-minutowym wystąpieniu, które już jest chwalone jako doskonały przykład rozprawiania się z seksizmem i dyskryminacją kobiet. "New Yorker" napisał, wystąpienie "powinno być przestudiowane ze względu na jego przemyślany rytm, kunsztowną konstrukcję i odrzucenie brzydoty".

"To nic nowego. I na tym polega problem" 

Kongreswoman zaczęła swoje wystąpienie od (cytowanego powyżej) opisu sytuacji, jaka ją spotkała i wulgarnego ataku Yoho. - Te słowa skierował przeciwko członkini Kongresu. Kongreswoman, która reprezentuje nie tylko okręg wyborczy w Nowym Jorku, ale też każdą inną członkinię Kongresu i każdą kobietę w tym kraju. Bo każda z nas musiała się z tym mierzyć w ten czy inny sposób w którymś momencie swojego życia - powiedziała. 

Polityczka zaznaczyła, że komentarze kongresmana nie było "szczególnie bolesne", bo zna realia zawodu "klasy pracującej". Ocasio-Cortez przypomniała, że przed tym, jak została najmłodszą w historii członkinią Izby Reprezentantów pracowała jako kelnerka, dojeżdżała do pracy metrem.

- Taki język nie jest niczym nowym. Spotkałam się ze słowami wypowiedzianymi przez pana Yoho i takimi samymi słowami wypowiadanymi przez innych mężczyzn, gdy byłam napastowana w restauracjach. Wyrzucałam z baru mężczyzn, który używali takich słów. Spotkałam się z takim napastowaniem w metrze w Nowym Jorku. To nic nowego. I na tym polega problem 

- powiedziała. Zwróciła uwagę, że Yoho nie był sam, towarzyszył mu inny polityk. - Dzięki temu dostrzegamy, że tu nie chodzi o jeden incydent. To kwestia kulturowa. Istnieje kultura braku konsekwencji, przemocy, przemocowego języka wobec kobiet i cała struktura władzy, która to wspiera - mówiła. Przypomniała, że nawet prezydent Stanów Zjednoczonych i gubernator Florydy stosowali wobec niej podszyty rasizmem czy odczłowieczający język. 

"Ja też jestem czyjąś córką"

Ocasio-Cortez nazwała to "schematem zachowań" wobec kobiet i dehumanizacji innych. - Dlatego chociaż mnie osobiście nie zabolało to mocno, to zastanawiając się nad tym rozważałam, by odpuścić. Ale wczoraj kongresman Yoho zdecydował się stanąć na sali plenerowej i robić wymówki. I tego nie mogła odpuścić. Nie mogła pozwolić, by moje siostrzenice, by ofiary przemoc słownej i nie tylko widziały te wymówki i to, że nasz Kongres je akceptuje - powiedziała. 

Podkreśliła, że nie potrzebuje, by Yoho przeprosił ją osobiście, skoro "w jasny sposób nie chce". Że nie będzie "zarywać nocy" czekając na przeprosiny od kogoś, kto "nie żałuje" użycia takiego języka wobec kobiet. - To, z czym mam problem, jest wykorzystywanie kobiet, żon, córek, jako wymówek za złe zachowanie - stwierdziła nawiązując do wystąpienia kongresmana, który twierdził, że jest uczulony na język bo sam ma córki i żonę. 

- Jestem dwa lata młodsza od najmłodszej córki pana Yoho. Ja też jestem czyjąś córką. Mój ojciec nie dożył tego, by widzieć, jak pan Yoho potraktował jego córkę. Moja matka zobaczyła to w telewizji. Jestem tu, by pokazać rodzicom, że jestem ich córką i nie wychowali mnie tak, bym akceptowała obrażanie ze strony mężczyzn 

- powiedziała. Podkreśliła, że robienie tego, co zrobił kongresman Yoho daje innym mężczyznom przyzwolenie na robienie tego samego. - Mówiąc to przed reporterami daje przyzwolenie, by ktoś używał takiego języka wobec jego żony, jego córek, kobiet z jego społeczności. Ja jestem tu po to, by powiedzieć, że to jest nieakceptowalne. Nie ma znaczenia, jakie ma poglądy. Nie ma znaczenia, jak bardzo się z nimi nie zgadzam, albo jak oburza mnie dehumanizowanie innych. Ja nie będę tego robić. Nie pozwolę, by inni obudzili nienawiść w naszych sercach - powiedziała. 

- Uważam, że posiadanie córki nie sprawia, że jest się porządnym mężczyzną. Posiadanie żony nie sprawia, że jest się porządnym mężczyzną. Traktowanie innych z godnością i szacunkiem - to czyni człowieka porządnym. I kiedy porządny człowiek robi coś złego, jak każdemu się to zdarza, to stara się poprawić i przeprasza. Nie po to, by uratować twarz, nie po to, by zdobyć głosy. Przeprasza szczerze, by uznać i naprawić wyrządzoną szkodę

- powiedziała.