PiS straszy, że weźmie się za media. Grozi nam model węgierski? "Rozległa machina propagandowa Orbana"

Po wygraniu wyborów prezydenckich przez Andrzeja Dudę politycy Prawa i Sprawiedliwości ponownie zaczęli mówić o planie tzw. repolonizacji mediów. Temat w polskiej debacie politycznej powracał już kilkukrotnie. Za każdym razem podnoszono głosy, że władza może wprowadzić rozwiązania obowiązujące m.in. na Węgrzech, gdzie wolne media zostały niemal całkowicie wchłonięte przez aparat państwa. Jak to wyglądało?

Repolonizacja mediów to temat, który wrócił do debaty publicznej przed drugą turą wyborów prezydenckich. Jej przeprowadzenie zapowiedział prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński, który 9 lipca mówił: "Trzeba zmienić sytuację w mediach, równowaga medialna jest warunkiem dobrze funkcjonującej demokracji". Podobne plany snuł także Zbigniew Ziobro. - W demokracji, wydaje się, że względna przynajmniej równowaga w mediach jest niezwykle potrzebna i nad tym powinniśmy się poważnie zastanowić (...) Gdyby w Polsce była większa równowaga w mediach, myślę, że II tury w ogóle by nie było; jeżeli mówimy o demokracji, to demokracja wymaga równowagi - mówił podczas wieczoru wyborczego Andrzeja Dudy. Z kolei już po ogłoszeniu sondażowych wyników wiceminister resortu aktywów państwowych Janusz Kowalski ogłosił: "Czas na polskie media! RE-PO-LO-NI-ZA-CJA".

PiS mówi o repolonizacji. Eksperci ostrzegali przed modelem węgierskim. Jak tam "zabierano się" za wolne media?

Na razie projektu ustawy o tzw. repolonizacji nie ma. Politycy PiS zapewniają, że pomysł wymaga rozmów i wspólnych ustaleń wewnątrz obozu Zjednoczonej Prawicy. Pojawiają się sugestie, że w planach jest częściowe przejęcie zagranicznych mediów przez polski kapitał, konkretów jednak brak. - Co do zasady repolonizacji to uważam, że to jest dobry kierunek, ale można to przeprowadzać wyłącznie na zasadach rynkowych, jak zrepolonizowaliśmy mniej więcej połowę sektora bankowego i w czasach kryzysu widać wyraźnie, że dobrze to wychodzi dla polskiej gospodarki, dla wszystkich Polaków - powiedział szef Porozumienia, Jarosław Gowin. Szef sztabu Andrzeja Dudy, Adam Bielan, podkreślił z kolei:

Chcemy sytuacji takiej, jak w Niemczech czy we Francji, gdzie rodzimy kapitał ma zdecydowaną przewagę nad zagranicznym. Nie będzie na siłę żadnego wykupywania. To jest bardzo skomplikowana materia, wymagająca uzgodnień też w ramach UE

Wcześniejsze zapowiedzi PiS dotyczące repolonizacji mediów były krytykowane m.in. przez opozycję i ekspertów od prawa medialnego. Wskazywano, że model proponowany przez obóz rządzący staje się niebezpiecznie podobny do systemu obowiązującego na Węgrzech. Tam zawłaszczenie mediów i podporządkowanie ich obozowi władzy polegało na stopniowym przejmowaniu udziałów w kolejnych tytułach przez inwestorów powiązanych z rządzącą partią - Fidesz. - Polsce grozi węgierski model przejęcia kontroli nad mediami - mówiła w 2019 roku w rozmowie z OKO.Press prawniczka dr Barbara Grabowska Moroz.

Przejęte niezależne gazety i serwisy informacyjne. "Dziennikarze pracujący dla niezależnych mediów są publicznie oczerniani"

Na Węgrzech proces przejęcia mediów był przez rząd Victora Orbana planowany przez lata. Zaczęło się od tego, że wpływowi biznesmeni rozpoczęli "inwestowanie" w sektor mediów, wykupując m.in. gazety czy stacje telewizyjne. Zagranicznym właścicielom utrudniano prowadzenie działalności, więc sami sprzedawali swoje aktywa. W 2016 roku zamknięto największą, opozycyjną gazetę - "Népszabadság". Przełom przyniósł rok 2018 - wówczas powstała prorządowa Środkowoeuropejska Fundacja Mediów i Prasy, która zaczęła masowo "wciągać" niezależne media (w jej władzach zasiedli współpracownicy Orbana). Jak informowała "Wyborcza", w ciągu roku wchłonięto wówczas 476 podmiotów medialnych - przejęte zostały m.in. stacje telewizyjne, gazety i serwisy internetowe, a także rozgłośnie radiowe. We wszystkich zaczął dominować rządowy przekaz. W tym samym roku zamknięto niezależną gazetę "Magyar Nemzet", po tym, gdy na jej łamach skrytykowano premiera. Tytuł istniał od 80 lat. Komisja Europejska nie zareagowała w zdecydowany sposób na zmiany na węgierskich rynku medialnym - poinformowała jedynie, że przygląda się sprawie.

Pod koniec 2019 roku Europejskie Centrum Wolności Prasy i Mediów opublikowało raport dotyczący wolności mediów na Węgrzech.

Od 2010 r. rząd węgierski systematycznie rozbijał niezależność mediów, zakłócał rynek medialny i dzielił społeczność dziennikarską w tym kraju, uzyskując stopień kontroli mediów niespotykany w żadnym z państw członkowskich UE
Dziennikarze pracujący dla niezależnych mediów są publicznie oczerniani. W mediach prorządowych są nazywani opozycjonistami, politykami, zagranicznymi agentami, zdrajcami, a nawet »węgierskimi hejterami« lub »nie-Węgrami«
Budowa prorządowego imperium medialnego służy jako rozległa machina propagandowa dla rządu premiera Viktora Orbána, izolująca dużą część społeczeństwa od dostępu do najważniejszych wiadomości i informacji, aby utrzymać władzę partii Fidesz

 - wskazano w raporcie. "Ostatnim bastionem wolności" nazwano stację RTL, która nie została dotychczas wykupiona. 

Nie wszyscy eksperci są zdania, że PiS ma w planach faktyczne przejęcie mediów - część uważa, że temat repolonizacji będzie jedynie "straszakiem" na media, a żadna ustawa w tej sprawie, przynajmniej na razie, nie powstanie.

Gdyby PiS wygrał zdecydowanie, to przeprowadziłby proces dekoncentracji mediów. Jak jest sytuacja płynna, to moim zdaniem nie będą ryzykować. To będzie dalej straszak na media. Żadna ustawa nie powstanie, co najwyżej projekt trafi do komisji, będzie jedno czytanie, potem wróci do komisji i tam utknie na dłużej

- powiedział w rozmowie z Business Insider Polska medioznawca i socjolog, prof. Stanisław Jędrzejewski.

Czytaj więcej: Blokada informacji, wykup, naciski. Tak Orban zakneblował węgierskie media. ''Sytuacja jest beznadziejna''

Więcej o: