F-16 z Niemiec, Herkulesy z pustyni i śmigłowce albo rakiety z amerykańskich fabryk. Lista możliwych zakupów Dudy

Wojsko i bezpieczeństwo mają być kluczowym wątkiem nadchodzącej wizyty prezydenta Andrzeja Dudy w USA. Co konkretnego może przywieźć z powrotem? Spekulacji jest wiele, ale kilka możliwości przewija się najczęściej. Może to być deklaracja o dodatkowych siłach wojska USA w Polsce, ale też kontrakty na amerykańską broń. Jeden bardzo prawdopodobny dotyczy starych samolotów transportowych.

Spotkanie prezydenta Dudy z prezydentem Donaldem Trumpem ma się odbyć w środę w Waszyngtonie. Wizytę ogłoszono oficjalnie zaledwie tydzień wcześniej. Jest o tyle niezwykła, że Amerykanie zazwyczaj unikają zapraszania zagranicznych polityków, którzy niedługo wezmą udział w wyborach. Duda będzie natomiast dni przed pierwszą turą wyborów prezydenckich.

Taka sytuacja sprawia, że presja na wykazanie się jakimś konkretnym osiągnięciem jest bardzo duża. Pojechanie do USA i przywiezienie tylko zdjęć oraz ogólnikowych deklaracji raczej prezydentowi Dudzie głosów nie przysporzy. Jest więc ryzyko, że strona polska podczas negocjacji będzie gotowa pójść na większe ustępstwa.

Zobacz wideo

Myśliwce z bazy w Niemczech?

Może to mieć wielkie znaczenie w kontekście rozmów o zwiększeniu obecności wojska USA w Polsce. Już w 2018 roku, podczas poprzedniej wizyty Dudy w Waszyngtonie, miała paść ze strony polskiej propozycja stworzenia nad Wisłą tzw. Fort Trump, czyli stałej dużej amerykańskiej bazy wojskowej. Do dzisiaj nie poszły jednak za tym konkrety. Na początku czerwca agencja Reutera twierdziła, że rozmowy utknęły, ponieważ Polska nie chciała się zgodzić na wyjęcie amerykańskich żołnierzy spod polskiego prawa oraz przeznaczenie na ten cel pieniędzy ponad wstępnie zadeklarowane dwa miliardy dolarów.

Później pojawiła się jednak deklaracja Donalda Trumpa, że nakazuje Pentagonowi wycofać część wojska USA stacjonującego w Niemczech. Ma to być reakcja na fakt, że Berlin nie ma zamiaru wydawać na swoje wojsko zalecanych przez NATO dwóch procent PKB oraz kupuje surowce z Rosji. Szybko pojawiły się spekulacje, że część tych wycofywanych sił może trafić do Polski. I jest możliwe, że to zostanie ogłoszone w środę, choć ambasador Polski w USA zaprzecza, abyśmy negocjowali z Amerykanami przesuwanie sił z Niemiec do naszego kraju.

Jednak już w minionym tygodniu dziennik "New York Times" pisał, iż na liście jednostek wytypowanych do potencjalnego przeniesienia do Polski jest 480. Dywizjon Myśliwski z bazy Spangdahlem używający myśliwców F-16. Ma ich obecnie niecałe 30.

Według "Dziennika Gazety Prawnej" i Onetu dodatkowo do Polski ma trafić dowództwo V Korpusu US Army. Jest on obecnie tworzony w Fort Knox w USA. Jest jednak bardziej prawdopodobne, że do naszego kraju nie trafi całe dowództwo, ale planowane do umieszczenia w Europie wysunięte stanowisko dowodzenia mające liczyć około 200 osób. Chodzi tylko o sztabowców, nie o jednostki bojowe. Mają oni stacjonować w Europie rotacyjnie, a nie na stałe.

Ogólnie, według "DGP" i Onetu, do Polski mają trafić dodatkowe dwa tysiące amerykańskich żołnierzy. Razem z tymi już stacjonującymi w naszym kraju okresowo będzie to około sześciu i pół tysiąca Amerykanów. Nie ma jednak nadal mowy o budowie stałej bazy wzorem tych budowanych w okresie zimnej wojny, gdzie mieszkają też rodziny wojskowych i istnieją całe amerykańskie miasteczka.

Waszyngton zdecydowanie preferuje stacjonowanie rotacyjne, czyli przysyłanie w wybrane regiony świata jednostek na określony czas i następnie wymianę ich na kolejne. Według "DGP" Duda i Trump mogą podpisać dokument szczegółowo regulujący zasady przebywania tych żołnierzy w Polsce. To tam będą zapisy o tym, na jakich zasadach Amerykanie będą podlegali polskiemu wymiarowi sprawiedliwości i w jakim stopniu będziemy płacić za ich utrzymanie.

Stare transportowce, nowe śmigłowce i rakiety

Poza deklaracjami dotyczącymi obecności wojska USA w Polsce mogą też paść deklaracje na temat amerykańskiego uzbrojenia dla polskiego wojska. Prawdopodobne jest ogłoszenie dotyczące używanych C-130 Herkules, nie będzie to jednak ani nic nowego, ani zaskakującego. Polskie wojsko ma obecnie pięć bardzo starych C-130E otrzymanych dekadę temu z nadwyżek wojska USA. Ponieważ mają po ponad pół wieku, konieczna jest wymiana na nowsze, ale nie na nowe, ponieważ na to nie ma pieniędzy. Jeszcze w ubiegłym roku MON oficjalnie wystosował zapytanie o możliwość przekazania przez Amerykanów kolejnych pięciu C-130 z nadwyżek, ale nowszych, w wersji H.

Według najnowszych oficjalnych informacji z USA już w marcu Pentagon zatwierdził przekazanie samolotów Polsce poprzez program EDA. W jego ramach Amerykanie oddają sojusznikom stary, ale jeszcze przydatny sprzęt. Odbiorca nie płaci za samo uzbrojenie, ale za jego remont i doprowadzenie do użyteczności owszem. Przyszłe polskie C-130H stoją bowiem na składowisku niepotrzebnych wojsku USA samolotów w Tucson w Arizonie.

Na rynku spekulacji dotyczących wyjazdu prezydenta do USA często powtarzane są jeszcze dwie inne możliwe decyzje w sprawie zakupu uzbrojenia. Po pierwsze jest możliwe, że padnie deklaracja dotycząca nabycia śmigłowców bojowych, które MON chce pozyskać w ramach programu Kruk. Teoretycznie od lat jest to priorytet, ale do tej pory brakowało konkretów. Mowa o maksymalnie 32 maszynach, które zastąpiłyby stare radzieckie Mi-24. Amerykanie oferują nam dwa typy śmigłowców - Ah-64 Apache koncernu Boeing oraz UH-1Z Viper firmy Bell. W obu przypadkach mowa o kontrakcie opiewającym na co najmniej kilka miliardów złotych. Jest mało prawdopodobne, aby prezydenci podpisali samą umowę. W grę wchodzi raczej ogłoszenie zamiaru nabycia konkretnych maszyn.

Drugi potencjalny kontrakt, o którym może być mowa w środę, to zakup dwóch kolejnych baterii wyrzutni rakiet dalekiego zasięgu HIMARS. Umowę na pierwszą podpisano w 2019 roku, choć od lat MON i wojsko deklarowały, że potrzeba co najmniej trzech. Od lat przymierzano się też do tego, że cały system wyrzutni rakiet dalekiego zasięgu będzie tworzony przy znacznym udziale polskiego przemysłu. Nazywano to programem Homar. Niestety ostatecznie MON wybrał opcję importu całości z USA, ponieważ tak będzie łatwiej, szybciej i początkowo taniej. Choć w perspektywie dekad używania tego sprzętu w Polsce, najpewniej będzie drożej.

Potencjalnie także atom

Dodatkowo tematem rozmów ma być atom. Według RMF24 mogą paść jakieś konkretne deklaracje dotyczące budowy w Polsce elektrowni atomowej. Miałyby się tym zająć amerykańskie firmy, a władze USA udzielić na to kredytu. Amerykanom bardzo zależy na powrocie na rynek energetyki jądrowej, gdzie dominuj firmy francuskie, rosyjskie i japońskie. Szukają więc już od lat potencjalnych klientów, ale na razie bez powodzenia. Polska, niemogąca już od ponad dekady zebrać się do budowy swojej elektrowni jądrowej, wydaje się dobrym kandydatem.

Znacznie mniej prawdopodobne są jakiekolwiek deklaracje dotyczące atomu wojskowego. Jak pisaliśmy już wcześniej, jest bardzo mało prawdopodobne, aby Amerykanie w ramach swojego ograniczania obecności militarnej w Niemczech chcieli coś zrobić z umieszczoną tam bronią jądrową. Tym bardziej przenosić ją do Polski.

Warto przy tym pamiętać, że za mniej niż pół roku w USA odbędą się wybory prezydenckie. Obecnie sondaże dają zwycięstwo rywalowi Trumpa, demokracie Joe Bidenowi. Za pół roku wiele może się więc zmienić w Waszyngtonie. Jest to o tyle istotne z punktu widzenia wizyty Dudy, że ani w Pentagonie, ani w Kongresie nie ma wielu zwolenników zmniejszania obecności wojskowej w Niemczech. Ma to być głównie pomysł Trumpa i bez niego może zostać szybko ukrócony. Co będzie też oznaczało ograniczenie skali potencjalnych przenosin wojska USA do Polski.

Więcej o: