Mają broń jądrową, więc walczą na pałki i pięści. Tak wyglądają starcia Chin i Indii na dachu świata [TAKA CIEKAWOSTKA]

To jedyna granica na świecie, gdzie żołnierze regularnie toczą potyczki w stylu antycznych wojowników. Na pięści, kamienie i improwizowaną broń białą. Żołnierze mają zakaz używania broni palnej, ponieważ eskalacja od bójek do regularnej bitwy, byłaby bardzo groźna. Obie strony dysponują bronią jądrową.

Chodzi o sporną granicę Chin i Indii wysoko w himalajskich dolinach. Teraz sytuacja jest tam wyjątkowo napięta. Po raz pierwszy od czterech dekad, w bójkach zginęli żołnierze. I to nie pojedynczy, ale od razu kilkudziesięciu.

Bijatyka w ciemności, na górskim zboczu

Krwawa walka wywiązała się późnym wieczorem 15 czerwca na zboczach doliny Galwan. Około 4300 metrów n.p.m. W zapadających ciemnościach natknęły się na siebie patrol chiński i indyjski. Obie strony twierdziły, że tej drugiej nie powinno w tym miejscu być, bo to "ich" terytorium. Szczegóły nie są znane, ale żołnierze od słów przeszli do czynów. Przez eter popłynęły wezwania o posiłki z pobliskich posterunków.

Mała bójka eskalowała do regularnej bitwy, w której brało udział około 600 żołnierzy. Indyjskie wojsko twierdzi, że Chińczycy używali improwizowanej broni białej w rodzaju pałek owiniętych drutem kolczastym, desek nabitych gwoździami i zaostrzonych prętów zbrojeniowych. Szybko pojawili się więc ranni i to poważnie.

Zdjęcie mające przedstawiać broń Chińczyków, zabraną przez indyjskie wojsko z pola bitwy

Walka trwała sześć godzin, głównie już po zapadnięciu zmroku. Jako pierwszy miał zginąć indyjski dowódca, kiedy został zepchnięty ze zbocza. Podobny los miał spotkać innych żołnierzy. Niektórzy mieli wpaść do płynącej poniżej rwącej i lodowatej górskiej rzeki Galwan, co w ciemności było wyrokiem śmierci. Zdecydowana większość miała jednak umrzeć w wyniku odniesionych ran i hipotermii. W ciemności, na wysokości 4300 m n.p.m. i przy ujemnych temperaturach, nie było szans na szybkie przyjście im z pomocą.

Indyjskie wojsko przyznało się do 20 ofiar śmiertelnych. Zginął między innymi pułkownik dowodzący stacjonującym w okolicy pułkiem piechoty górskiej. Liczba rannych nie jest znana. Dodatkowo dziesięciu żołnierzy zostało pojmanych przez Chińczyków. Pekin nie przyznał się do konkretnej liczby ofiar, potwierdzając jedynie, że po stronie chińskiej też są ofiary. W mediach amerykańskich i indyjskich pojawiają się spekulacje mówiące o około 40 zabitych.

Nagranie najprawdopodobniej przedstawiające jedną z wcześniejszych potyczek, w rejonie późniejszej krwawej bitwy

Granica niezgody

Starcie na zboczach doliny Galwan było najgorszym od lat 70., kiedy ostatni raz na spornej granicy Chin i Indii były ofiar śmiertelne. Przez ponad cztery dekady udało się ich uniknąć, choć wielu żołnierzy zostało w tym czasie rannych. Przepychanki i bójki są tam bowiem normą.

Nagranie przepychanki opisane jako mającej miejsce w 2017 roku

 

Źródłem niezgody jest przebieg granicy obu mocarstw w Himalajach. To bezludne, surowe górskie doliny, gdzie przed XX wiekiem tak naprawdę nie było żadnej granicy. Na niedokładnych mapach wykreślano jakieś linie, ale nikt faktycznie nie udał się w góry i nie wyznaczył dokładnie przebiegu granicy, nie ustawił słupów granicznych i nie rozmieścił posterunków. Była więc raczej kwestią uznaniową.

Dopiero kiedy pod koniec lat 40. Indie uzyskały niepodległość a nowe komunistyczne Chiny okrzepły i skonsolidowały się, taki stan rzeczy zrodził problemy. Nakłada się na to konflikt Indii z Pakistanem oraz fakt okupowania przez Chińczyków Tybetu. Efektem są dwa zapalne regiony.

Jeden na zachodzie, w rejonie styku granic Chin, Indii i Pakistanu. Indie roszczą sobie tam prawa do regionu Aksai Chin, który uznają za część Kaszmiru, który ma być w całości indyjski. Chińczycy natomiast uznają Aksai Chin za część prowincji Xinjiang oraz Tybet.

Kłótnia na granicy najprawdopodobniej w styczniu tego roku

 

Na wschodzie trwa natomiast spór o przebieg granicy, która kiedyś była granicą Indii oraz Tybetu. Na początku XX wieku pod auspicjami władz brytyjskich zawarto porozumienie z udziałem nacjonalistycznych Chin oraz Tybetu, które miało ją regulować w oparciu o tak zwaną linię McMahona. Komunistyczne Chiny jednak porozumienie w końcu odrzuciły, ponieważ nie uznawały prawa Tybetu do samostanowienia. Niepodległe Indie postanowiły natomiast jednostronnie zmodyfikować przebieg faktycznej granicy, ponieważ linia McMahona miała zostać źle wykreślona, bez dokładnego rozpoznania terenu.

W 1962 roku z powodu tych sporów wybuchła krótka wojna graniczna Chin i Indii, która kosztowała życie ponad trzech tysięcy żołnierzy. Chińczycy ją wygrali, między innymi zagarniając cały region Aksai Chin. Obu państwom nie udało się jednak porozumieć i ostatecznie wytyczyć granicy. Ustalono jedynie "linię aktualnej kontroli" i pozostano przy swoich roszczeniach do spornych terenów. Ten zamrożony konflikt o bezludne przestrzenie w Himalajach, do dzisiaj poważnie psuje relacje obu mocarstw.

Bardziej kulturalna potyczka werbalna z maja

Bójki o znaczeniu geopolitycznym

Od czasu wojny w 1962 roku zarówno Chiny jak i Indie znacznie zwiększyły swoje potencjały. Oba państwa dysponują już arsenałami jądrowymi. Stawka w granicznych przepychankach znacznie więc wzrosła. Między innymi z tego powodu, obie strony przestrzegają porozumienia o zakazie używania broni palnej i materiałów wybuchowych w odległości kilku kilometrów od linii aktualnej kontroli. Nie wolno nawet polować czy wysadzać skał na potrzeby budowy infrastruktury.

Dlatego starcia graniczne obu mocarstw, na szczęście, ograniczają się głównie do bójek, przepychanek i wyzwisk. W sieci można znaleźć trochę nagrań takich wydarzeń, właściwie tylko z punktu widzenia Indii. Niestety wszystkie materiały mają bardzo kiepską jakość, ponieważ są wykonywane prostymi telefonami komórkowymi. Pozwalają jednak zrozumieć, jak wygląda codzienność na linii aktualnej kontroli.

Nagranie mające przedstawiać bójkę na linii aktualnej kontroli w 2017 roku

 

 

Obecna sytuacja jest tak gorąca, jak nie była od dekad. Obie strony oskarżają się o naruszenia linii aktualnej kontroli oraz rozbudowę infrastruktury i gromadzenie znacznych sił. Jednocześnie deklarują jednak też chęć do deeskalacji. Chińczycy szybko uwolnili pojmanych w nocy z 15 na 16 czerwca indyjskich żołnierzy. Władze w New Delhi, zdecydowały się o wysłaniu na granicę dodatkowego wyposażenia w postaci sprzętu używanego przez policję do tłumienia zamieszek. Nie ma mowy o prawdziwej broni.

Nie należy się więc spodziewać wojny. Obecne napięcia najpewniej stopniowo się zmniejszą. Nigdy jednak w pełni nie znikną. Oba państwa inwestują w rozbudowę infrastruktury w pobliżu linii aktualnej kontroli, aby móc sprawniej reagować na działania przeciwnika i pewniej pilnować terenów, które uznają za swoje.

Przepychanki w Himalajach mają też znacznie szersze znaczenie. Mianowicie bardzo utrudniają poprawę relacji Chin i Indii, które są w najlepszym wypadku chłodne. Taka sytuacja popycha New Delhi w ramiona Waszyngtonu. Amerykanie chętnie zacieśniają relacje z każdym, kto może pomóc im w rywalizacji z Chinami. W tej rozgrywce Indie, które w połowie wieku najpewniej będą najludniejszym państwem świata, to niebagatelny sojusznik.

Więcej o: