Francuzom spalił się ich najnowszy atomowy myśliwy. To dotkliwy cios

Podczas prac w stoczni w Tulonie doszło do pożaru we wnętrzu atomowego okrętu podwodnego Perle. Nie było zagrożenia eksplozją czy skażeniem, bo wszystko co niebezpieczne wyjęto z wnętrza na czas pobytu w stoczni. Niestety ogień trawił wnętrze okrętu przez 14 godzin, co może oznaczać jego koniec, gdyż naprawa będzie zbyt kosztowna. Oznaczałoby to poważny problem dla francuskiej floty.

Ogień we wnętrzu Perle pojawił się w piątek około godziny 10.35. Udało się go ugasić dopiero około godziny pierwszej nad ranem w sobotę. Pracowało nad tym stu strażaków, w tym grupa specjalistyczna z bazy w Tulonie. Kilkaset dodatkowych osób miało pomagać w akcji. Na szczęście nikt nie ucierpiał.

Trudne zadanie dla strażaków

Okręty podwodne są jednym z najgorszych miejsc do gaszenia pożarów. Co do zasady to szczelnie zamknięta stalowa rura z kilkoma niewielkimi otworami prowadzącymi do wnętrza, które jest bardzo ciasne i pełne różnych trudno dostępnych zakamarków. W jej wnętrzu dodatkowo może być wiele niebezpiecznych rzeczy. Od reaktora atomowego, przez baterie akumulatorów mogących wydzielać toksyczne opary po bardzo wybuchowe torpedy i rakiety.

Na szczęście w tym wypadku nic takiego miało nie być na pokładzie. Okręt trafił do stoczni na początku tego roku w celu przeprowadzenia gruntownego remontu połączonego z modernizacją. Według francuskiego ministerstwa obrony, z pokładu usunięto między innymi paliwo jądrowe, baterie akumulatorów, amunicję oraz wiele innych systemów. W środku miało jednak zostać wiele wiązek kabli elektrycznych, które najprawdopodobniej były głównym paliwem dla ognia.

Nie podano żadnych informacji na temat tego, jak mógł zacząć się pożar. Wiadomo, że początkowo był zlokalizowany w przedniej części okrętu, czyli w rejonie centrum dowodzenia, przestrzeni dla załogi, przedziału z wyrzutniami torped i sonaru umieszczonego na samym dziobie.

Pomimo tego ogień miał się rozprzestrzenić, być może za pośrednictwem wiązek kabli biegnących przez całe wnętrze kadłuba. Pożar miał zostać ostatecznie zdławiony dopiero po zalaniu rufowych przedziałów pianą gaśniczą. Znajdujący się pośrodku przedział reaktora miał pozostać nienaruszony.

 

Niebezpieczny efekt temperatury

Nie poinformowano jeszcze o skali zniszczeń. Oceniają je eksperci. Francuska minister obrony Florence Parly zadeklarowała, że jeśli naprawa będzie możliwa, to zostanie zrobione wszystko, aby okręt wrócił do służby. Nie ma wątpliwości, że jest dla francuskiej floty bardzo cenny. Jest jednak możliwe, że pomimo tego, naprawa nie będzie możliwa.

Pożary na okrętach podwodnych nie oznaczają bowiem tylko strawienia przez ogień wyposażenia w ich środku. Równie ważne, jeśli nawet nie ważniejsze, jest oddziaływanie wysokich temperatur na tak zwany kadłub sztywny. To on oddziela wnętrze okrętu z załogą i większością sprzętu, od wody na zewnątrz. Jest wykonany z bardzo wytrzymałej stali, która musi znosić ogromny nacisk morza. Wielogodzinne oddziaływanie na nią wysokiej temperatury może zmienić jej właściwości i uczynić mniej wytrzymałą. Czyli ograniczyć głębokość, na jaką okręt może się bezpiecznie zanurzać.

Dla okrętu podwodnego przeważnie oznacza to wyrok śmierci. Bez możliwości bezpiecznego zanurzania się na dużą głębokość rzędu co najmniej 300 metrów (oficjalnie nie są podawane konkretne możliwości współczesnych okrętów podwodnych, króluje sformułowanie "co najmniej 300 metrów"), traci on swoją użyteczność. Naprawa uszkodzonego kadłuba sztywnego to natomiast poważna i droga operacja, o ile w ogóle możliwa do przeprowadzenia w skuteczny sposób.

Problemy z następcami

Jest więc bardzo możliwe, że pechowy pożar na pokładzie Perle zakończył jego karierę. Dla Francuzów to poważny problem, ponieważ to ich najnowszy wielozadaniowy atomowy okręt podwodny. Wszedł do służby w 1993 roku, jako ostatni z serii sześciu jednostek typu Rubis. Dwie najstarsze już wycofano ze służby, więc zostały tylko cztery. Po pożarze mogą być więc tylko trzy. Jak na potrzeby francuskiej floty to zdecydowanie za mało. Stąd deklaracja minister o zrobieniu "wszystkiego co możliwe", aby przywrócić uszkodzony okręt do służby.

Jednostki typu Rubis miały być już od kilku lat stopniowo zastępowane przez nowoczesne okręty nowej generacji typu Suffren. Pierwotne plany zakładały, że pierwszy będzie w służbie w 2017 roku. Doszło jednak do poważnych opóźnień i dopiero pod koniec kwietnia po raz pierwszy w morze wypłynął pierwszy okręt z serii Suffren. Wejście do służby jest planowane na 2021 rok, czyli cztery lata po pierwotnym terminie.

Z tego powodu dwa pierwsze okręty typu Rubis zostały wycofane bez gotowych następców. Wbrew planom, według których miało się to zazębiać z wchodzeniem do służby nowych okrętów typu Suffren. Pożar na Perle tylko pogłębi ten problem. Nawet jeśli okręt będzie dało się wyremontować, to na pewno pierwotny termin powrotu do służby w 2021 roku będzie można wyrzucić do kosza. Braki w możliwościach francuskiej floty podwodnej wzrosną.

Okręt atomowy na złom, bo robotnik chciał wyjść z pracy

Podobną stratę ponieśli osiem lat temu Amerykanie, choć dla nich miała ona znacznie mniej poważne konsekwencje. W 2012 roku wybuchł pożar na pokładzie remontowanego wielozadaniowego atomowego okrętu podwodnego USS Miami, typu Los Angeles. Ogień trawił jego wnętrze przez 12 godzin i wyrządził poważne szkody. Śledztwo ustaliło, że pożar celowo zapoczątkował jeden z robotników stoczniowych, który miał nadzieję, iż dzięki temu wcześniej wyjdzie do domu. Skazano go na 17 lat więzienia i zwrot wartości poczynionych szkód, czyli bagatela 400 milionów dolarów.

Już po skazaniu mężczyzny okazało się, że straty są jeszcze większe. Finalnie koszt przywrócenia okrętu do służby oceniono na nawet 700 milionów dolarów. Dokładniejsze badania wnętrza wykazały, że choć sam kadłub pozostał w dobrym stanie, to wiele elementów metalowych we wnętrzu straciło swoje właściwości i zaczęło pękać. Ostatecznie zdecydowano się okręt złomować, ponieważ w budżecie US Navy brakowało funduszy na tak duży niespodziewany wydatek. W ogólnym rozrachunku było lepiej zrezygnować z USS Miami, niż zatrzymywać budowę i naprawę kilku innych okrętów, w celu znalezienia pieniędzy.

Dla US Navy nie była to jednak taka strata, jaką Perle może być dla Marine Nationale. USS Miami miał już 22 lata i był jednym z kilkudziesięciu wielozadaniowych atomowych okrętów podwodnych na stanie amerykańskiej floty. Obecnie jest ich 50 i trwa budowa dziewięciu kolejnych.