Hiszpania. Trwają poszukiwania krokodyla-widmo, który miał zmierzać do Portugalii. Ślady należały do wydry?

W północno-zachodniej Hiszpanii, wzdłuż rzek Pisuerga i Duero, trwają poszukiwania krokodyla nilowego, który rzekomo tam żeruje. Okoliczni mieszkańcy są przerażeni, bo z medialnych doniesień wynika, że zwierzę jest agresywne. Ekspert twierdzi jednak, że w pobliżu obu rzek nie ma śladów, które świadczyłyby o obecności krokodyla.

Pierwsza informacja o krokodylu nilowym, który żyje w okolicach rzek Pisuerga i Duero, pojawiły się w piątek 5 czerwca. Coś, co przypominało wielkiego gada, zauważył policjant. Mężczyzna poprosił okolicznych rybaków, aby oddalili się z tego miejsca i zawiadomił kolejne służby.

- Gad był w trzcinach, usłyszałem go, a potem zobaczyłem, jak wskoczył do wody - powiedział policjant, którego słowa cytuje portal Las Provincias

W niedzielę 7 czerwca na miejsce zdarzenia przybyli dwaj rzekomi eksperci do spraw dzikiej przyrody. Stwierdzili, że gad, którego widział policjant, to krokodyl nilowy, o czym miały świadczyć resztki zjedzonych przez zwierzę ryb oraz ślady przy brzegu rzeki. Okoliczna ludność zaczęła obawiać się o swoje życie, a poszukiwania zwierzęcia ruszyły pełną parą. Temat podchwyciły zagraniczne media, które piszą o gadzie, który mógł uciec z hodowli i zmierza w kierunku portugalskiej granicy. 

Zobacz wideo Handel dzikimi zwierzętami na czarnym rynku to dziesiątki milionów dolarów. To więcej niż handel bronią

Biolog: Nic nie wskazuje na to, że przebywa tu duży gad

Pomimo wielu wysiłków hiszpańskich służb krokodyla nie znaleziono. Zwierzęcia szukano m.in. za pomocą drona i łodzi z sonarami, w okolicach miejsca, w którym rzekomo przebywał, ustawiono też pułapki. Emocje związane z poszukiwaniami krokodyla opadły jednak po tym, jak Gwardia Cywilna wezwała na miejsce biologa Fernando Gomeza, szefa organizacji pozarządowej Chelonia Association, która od 25 lat zajmuje się ochroną dzikiej przyrody.

- Nic nie wskazuje na to, że przebywa tu duży gad, chociaż to nie znaczy, że tak nie jest. Znaki nie prowadzą nas do gada. Prowadzą nas do lokalnej fauny - powiedział Fernando Gomez, którego słowa cytuje portal eldiario.es

Biolog stwierdził, że resztki ryb, które rzekomo jadł krokodyl, spożyła wydra. Na miejscu znaleziono także odchody tego ssaka. Ocenił także, że ślady przy brzegu rzeki są efektem obecności człowieka, najprawdopodobniej rybaków. Mimo to poszukiwania nie ustają. Lokalne władze chcą mieć pewność, że krokodyl nie zagraża lokalnej społeczności. W czasie kiedy służby szukają olbrzymiego gada, Hiszpanie tworzą dziesiątki memów na jego temat.