USA. Zarzuty dla policjantów za zaatakowanie 75-latka. Ich koledzy odchodzą ze służby

Dwaj policjanci zawieszeni za popchnięcie i zranienie 75-latka w w Buffalo w stanie Nowy Jork ma usłyszeć zarzuty. Wcześniej zostali zawieszeni. 57 pozostałych funkcjonariuszy odeszło z zespołu szybkiego reagowania. Zaprzeczają jednak doniesieniom, że to gest solidarności z zawieszonymi policjantami.
Zobacz wideo Były ambasador RP w USA o zabójstwie George'a Floyda

Pośród setek nagrań pokazujących brutalność policji podczas protestów przeciwko brutalności policji w USA jedno zyskało szczególny rozgłos także poza USA, na co zwracają uwagę tamtejsze media.  

Na filmie widać, jak policja usuwa protestujących w Buffalo w stanie Nowy Jork po godzinie policyjnej. Przed funkcjonariuszami staje 75-letni mężczyzna, policjanci popychają go, a ten pada na ziemię. Widać, że z tyłu głowy zaczyna lecieć krew, a mężczyzna leży bez ruchu. Jeden policjant zaczyna się do niego nachylać, a drugi go powstrzymuje. Blokują świadkom widok na leżącego 75-latka. Mężczyzna - później zidentyfikowany jako Martin Gugino, od dawna angażujący się w obronę praw człowieka - został zabrany do szpitala. Jego stan jest ciężki, ale stabilny.  

Dwóch policjantów zostało zawieszonych bez prawa do pobierania pensji. Teraz lokalna stacja telewizyjna podaje, że mają usłyszeć zarzut pobicia drugiego stopnia (pobicie pierwszego stopnia oznacza działanie z premedytacją). 

Związek zawodowy nie zapewnia policjantom ochrony prawnej

WKBW podaje także, że 57 pozostałych funkcjonariuszy z zespołu szybkiego reagowania policji w Buffalo odeszło z jednostki (ale nie odeszli ze służby). Tamtejszy związek zawodowy informował, że zrobili to w geście solidarności z zawieszonymi za brutalność policjantami. Jednak dwóch funkcjonariuszy wypowiadając się anonimowo dla telewizji zaprzecza temu. 

- Nie rozumiem, dlaczego związek mówi, że to akt solidarności. Myślę, że to zły sygnał, pokazuje, że "wspieramy swoich", a tak nie jest - powiedział jeden z policjantów. Jako rzeczywisty powód podał to, że związek poinformował policjantów, iż nie będzie im już udzielał wsparcia prawnego. - Zatem dlaczego mamy narażać się dla władz miasta bez żadnego wsparcia prawnego, jeśli coś się stanie? - pytał funkcjonariusz. Inny policjant powiedział, że niektórzy pewnie wspierają zawieszonych kolegów, który "tylko wykonywali rozkazy", ale dla wielu powodem jest brak ochrony prawnej. Podkreślił, że zawieszeni policjanci teraz z własnej kieszeni muszą opłacić prawników, bo związek nie zapewnia im już pomocy. 

Więcej o: